stat

Meble z duszą Dominiki Leśniewskiej

28 lipca 2017, 8:00
Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz

Mieszkanka Gdyni postanowiła podzielić się swoją pasją do dobrego wzornictwa i stworzyła sklep z dodatkami od polskich projektantów i meblami vintage, które dostały drugie życie. Doktorantka archeologii z pozytywnym nastawieniem do ludzi, którym pokazuje piękne przedmioty - taka jest Dominika Leśniewska, właścicielka sklepu Osiek 10.



Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz: Jak zrodził się pomysł stworzenia sklepu gromadzącego produkty wielu projektantów, którzy tworzą meble i dodatki niczym nieprzypominające tych dostępnych w sieciówkach?

Dominika Leśniewska: Pomysł zrodził się już kilka lat temu, jednak wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że będę sprzedawała produkty polskich i zagranicznych projektantów, gdyż cała moja uwaga skupiała się na starych meblach. Z zawodu jestem archeologiem i bardzo chciałam połączyć moje zamiłowanie do staroci i designu z prowadzeniem własnej działalności. Zaczęłam jeździć po targach i tam kupowałam wyjątkowe przedmioty. Po moich licznych wyjazdach do Holandii pojawił się pomysł stworzenia sklepu przypominającego te małe, urocze sklepiki na Oudegracht w Utrechcie. Impuls przyszedł dopiero rok temu w kwietniu. W tym momencie pojawiły się również ku temu możliwości. Zdecydowałam się połączyć stare z nowym, czyli meble po renowacji z nowymi produktami od polskich i zagranicznych projektantów.

Znalazłam firmy, których produkty bardzo mi się podobały i wysłałam do nich zaproszenia do współpracy. Powiedziałam sobie wtedy, że jeżeli minimum dziesięć firm będzie zainteresowanych współpracą, rozpocznę poszukiwanie lokalu. Po kilku dniach robiłam już pierwszą wycieczkę poszukiwawczą. Po załatwieniu wszystkich formalności i kilkutygodniowym remoncie, w lipcu otworzyłam Osiek 10 - sklep z nutką vintage.
Myślę, że ważne jest to, że zmienia się nasza świadomość dotycząca zakupu produktów, które pochodzą z małych manufaktur i w większości są wykonywane ręcznie. Zaczynamy te produkty doceniać.


Mieści się on w zabytkowej kamienicy w centrum Gdańska, w dość spokojnej okolicy, ale klimatycznej. Wybór miejsca to świadoma decyzja czy przypadek?

Jak najbardziej świadoma. Miejsce miało dla mnie ogromne znaczenie. Musiało być spójne z moją wizją sklepu, znajdującego się w starej kamienicy z oryginalnymi, drewnianymi drzwiami i dużym oknem wystawowym oraz, co najważniejsze, musiało mieścić się w moim budżecie.

Przyznam się szczerze, że "Osiek" był pierwszym punktem na mojej liście. To miejsce ma pewną magię, kryje jakąś tajemnicę. Nie jest to może główny ciąg komunikacyjny, ale mimo wszystko jesteśmy wciąż w obrębie Starego Miasta. Łatwo tutaj dojść na piechotę, jak również dojechać samochodem.

Przejeżdżałam pewnego dnia i zobaczyłam inny opuszczony lokal. Dzisiaj jest tutaj sklep spożywczy. Ostatecznie nie zdecydowałam się na niego ze względu na duży metraż, ogrom pracy, który trzeba było włożyć w remont, jak również fakt, iż lokal ten nie był widoczny z jednokierunkowej ulicy Sierocej. Dopiero przy kolejnej wizycie w tej okolicy zauważyłam miejsce, w którym się obecnie znajdujemy. Stwierdziłam, że mniejszy metraż na początek wystarczy. Po remoncie postanowiłam zgłębić wiedzę na temat tej kamienicy i tutaj znowu widać wpływ mojej archeologicznej pasji.

Poświęciłam również dużo czasu na rozmowy z sąsiadami, dzięki którym dowiedziałam się, co znajdowało się w tym lokalu zanim powstał mój sklep. Myślę, że po roku mogę śmiało powiedzieć, i mam nadzieję, że sąsiedzi się ze mną zgodzą, że jestem częścią tej małej "osiekowej społeczności", z czego bardzo się cieszę i jestem dumna.

Uważasz, że jesteś bardziej przedsiębiorcą, artystką czy projektantką, która z zamiłowania do wzornictwa postanowiła dać możliwość innym zakupu gadżetów z klasą?

Po pewnym czasie prowadzenia tej działalności udało mi się zdobyć doświadczenie, dzięki któremu mogę powiedzieć o sobie, że jestem początkującym przedsiębiorcą z artystyczną duszą, ponieważ myślę, że bez tego nie da się prowadzić takiego biznesu. Nie chciałabym siebie określać mianem projektanta, gdyż nie mam do tego odpowiedniego przygotowania. Bliżej mi do konserwatora zabytków ze względu na staże z konserwacji, które odbywałam w kraju i za granicą, niż do projektanta.

Rzeczy dostępne u ciebie są wyjątkowe, niepowtarzalne, luksusowe, ale co tak naprawdę o tym decyduje? Czy jest tak, że wszystkie dostępne u ciebie przedmioty chciałabyś mieć w swoim domu?

Dużo czasu zajęło mi poszukiwanie firm, które chciałabym mieć w swojej ofercie. Wszystkie przedmioty są przeze mnie selekcjonowane. Staram się, aby pasowały do siebie. Owszem, wybieram produkty subiektywnie, więc część z nich mam już w swoim domu (śmiech). Jednak rzeczy to nie wszystko. Za nimi stoją absolutnie wyjątkowi ludzie. Zadaję sobie trud, aby poznać osoby, z którymi współpracuję. Jeżdżę na targi, odwiedzam miasto, z którego pochodzi dana firma, umawiam się na spotkania po to, aby poznać tych, z którymi koresponduję. Zawsze ta współpraca później lepiej się układa, a mi łatwiej sprzedać produkt, gdy znam jego historię i osobę, która go stworzyła. Tę część swojej pracy uważam za jedną z najciekawszych.

Czy są jakieś "perełki" wśród dostępnych okazów?

Dla mnie każda z szaf, którą odnawiam, jest taką perełką. Każda ma swoją historię i wymaga indywidualnego podejścia. Pochodzi z innego miejsca, ma inne ślady użytkowania, uszkodzenia czy skazy. Co więcej, wybieram te szafy, które rzeczywiście tej renowacji potrzebują. Nie jest mi później żal ich malować, ponieważ wiem, że tylko w taki sposób mogę dać im drugie życie. Odnowienie takiej szafy jest dla mnie największą satysfakcją.

Ostatnio obchodziłaś pierwszy rok działania swojego sklepu. Jak wspominasz ten czas?

Wciąż nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko zleciał. Określiłabym ten rok jako wprowadzenie. Większość rzeczy była dla mnie nowa. Prawie wszystkiego musiałam nauczyć się sama, ale chyba to było najbardziej fascynujące. Nie ukrywam, że całe swoje serce, energię i czas włożyłam w to, żeby ten sklep został zauważony. Pomimo tego, że sklep prowadzę sama, to bardzo jestem wdzięczna moim bliskim, którzy dają mi ogromne wsparcie i zawsze służą pomocą. Prowadzenie własnej działalności wymagało również ode mnie pokonywania wielu mentalnych barier.
Dla mnie każda z szaf, którą odnawiam jest perełką. Każda ma swoją historię i wymaga indywidualnego podejścia. Pochodzi z innego miejsca, ma inne ślady użytkowania, uszkodzenia czy skazy. Renowacja takiej szafy jest dla mnie największą satysfakcją.

Jakie nowe marki chcesz wprowadzać do sprzedaży - bardziej postawisz na meble czy dodatki?

Prawdę mówiąc w tej chwili cała moja uwaga skupiać się będzie na meblach po renowacji. Długo czekałam, żebyśmy mogli wystawić w końcu te meble w sklepie. Mam na myśli głównie bieliźniarki w ciekawych kolorach, które mają być naszym kluczowym produktem i wizytówką. Nie mówię tutaj o odnowionych krzesłach czy fotelach z PRL-u, które mamy już w swojej ofercie od dawna. Robi je dla nas zaprzyjaźniona gdańska firma.

Również sama przeprowadzasz renowację mebli. Ile czasu to zajmuje?

Na początku wszystko chciałam robić sama, jednak mimo szczerych chęci było to fizycznie niemożliwe. Większość czasu spędzam w sklepie, dlatego obecnie w pierwszych etapach prac pomaga mi znajomy stolarz. Bardzo się z tego cieszę również ze względu na wiedzę i duże doświadczenie, które posiada. Oprócz tego pomocną dłonią służy mi moja mama, która jest już na emeryturze i właśnie odkryła swoją nową pasję. Prace stolarskie sprawiają jej ogromną radość.

Renowacja mebli to bardzo czasochłonne zajęcie. Każdy mebel jest inny, mniej lub bardziej zniszczony. Nawiązując również do tego, co powiedziałam wcześniej, kupujemy szafy w złym stanie, więc ten proces trwa dłużej. Jest to czas około 3 tygodni. Po pokryciu szafy środkiem owadobójczym musi ona odstać swoje i ten etap jest najbardziej czasochłonny. Zależy mi na tym, żeby szafy były zrobione jak najlepiej, nie zapominając jednak o tym, że są to stare meble i chciałabym zachować ich urok.

Czy uważasz, że w Trójmieście nie brakuje osób, które cenią sobie meble i dodatki z duszą?

Oczywiście, że nie brakuje. Widzę to po swoich klientach, których ciągle przybywa. Myślę, że ważne jest również to, że zmienia się nasza świadomość dotycząca zakupu produktów, które pochodzą z małych manufaktur i w większości są wykonywane ręcznie. Są one lepszej jakości, ale kosztują więcej niż te produkowane masowo. Zaczynamy te produkty doceniać.

Za co najbardziej lubisz swoją pracę?

Za wiedzę i doświadczenie, które zdobywam. Za fascynujących ludzi, których poznaję. A najbardziej za to, że ta praca łączy moje pasje.

Jakie są twoje największe marzenia?

Chciałabym skończyć doktorat, który odsunęłam na dalszy plan, poświęcając się pracy nad budowaniem marki. Co do sklepu, to chciałabym, aby przyciągał więcej takich wspaniałych ludzi, jak dotychczas.