stat

Wysoka sztuka i wielki biznes. Małgorzata Bardoń o mariażu świata mody i artystów

19 czerwca 2017, 8:00
Monika Sołoduszkiewicz

Widzieliśmy, jak łatwo moda wchłania idee sztuki, od historycznych wpływów po dzieła współczesnych artystów. I chociaż z zasady ubrania mają mieć przede wszystkim wymiar praktyczny, to niekiedy kolekcje projektantów stają się przepustką dla dzieł sztuki, które mogą zaistnieć w szerszym kontekście i świadomości odbiorców. Małgorzata Bardoń, fotograf mody i zastępca dyrektora Trójmiejskiej Szkoły Fotografii, odkrywa przed nami tajemnice współpracy tych dwóch z pozoru różnych światów.



Monika Sołoduszkiewicz: Demokratyzujący się rynek mody sprzyja rozdrobnieniu i wydaje się, że trudniej dostrzec na nim wartość. Wszystko jest bardzo podobne, bo musi się sprzedać. W latach 90. twórcom zarzucano teatralność i niepraktyczność projektów. Nikt wtedy nie doceniał wizjonerstwa, artyzmu i wyobraźni. Jak ważny jest zatem aspekt artystyczny projektów?

Małgorzata Bardoń: Zarzuty takie rzeczywiście pojawiały się w latach 90. Z drugiej strony, gdy zastanowimy się, które projekty i kreacje pamiętamy z tamtego okresu to okaże się, że są to właśnie te dzieła, którym zarzucano teatralność i przesadny artyzm. W historii mody lat 90. zapisały się właśnie piękne, teatralne projekty Alexandra McQueen'a, John'a Galliano czy Christiana Lacroix. Wydaje się, że były kolekcjami stworzonymi jako swoista sztuka dla sztuki po to, by pokazać kunszt krawiectwa i niezmierzoną wyobraźnię autorów. Czy to był teatr? Oczywiście, ale na tym właśnie polegała siła i wielkość tych projektów. Moda została w nich potraktowana jak sztuka. Dzieło, które można podziwiać nie przejmując się zupełnie aspektami praktycznymi, co znakomicie pokazano na niedawnej londyńskiej wystawie projektów Alexandra McQueen'a "Savage Beauty", stanowiącej wspaniałą retrospektywę jego pracy. Jeśli przyjrzymy się projektom modowym, które zostały zapamiętane widzimy, że wielcy projektanci stworzyli coś więcej niż tylko rzeczy, które ubieramy. Rzeczy odtwórcze i banalne, nawet jeśli spełniają funkcje praktyczne, szybko odchodzą w niepamięć.

Pani zdaniem wizyta w Museum of Modern Art czy Victoria & Albert Museum może okazać się dobrą inspiracją dla kolekcji?

Artystów inspiruje cały otaczający świat. Im więcej oglądamy i poznajemy, tym mamy więcej narzędzi do tworzenia. Doświadczenie kształtuje naszą wrażliwość. Zawsze możemy się czymś zainspirować, a w wielu wypadkach sztuka inspiruje najsilniej. Nie sposób nie wspomnieć tu Vivienne Westwood, która po latach eksperymentowania ze stylem punk, w roku 1990 zainspirowała się zbiorami V&A Muzeum, tworząc rokokowe gorsety ozdobione nadrukowanymi kopiami obrazów François Bouchera albo żywcem skopiowała surdut Waltera H. Fawkesa. Dopiero od tego momentu zaczęła być postrzegana przez krytyków jako "poważna" projektantka.

Doskonałym przykładem są tu również kolekcje duetu Dolce & Gabbana, którzy sięgają do kultury i historii Sycylii. Widać to znakomicie w ich kolekcji inspirowanej Bizancjum (po rozpadzie Cesarstwa Rzymskiego na część wschodnią ze stolicą w Konstantynopolu i zachodnią ze stolicą w Rzymie, Sycylia pozostawała pod wpływem kultury wschodniej, pod panowaniem Bizancjum) w pięknych prostych sukniach z nadrukiem mozaik, czy ogromnej, złotej, inkrustowanej szlachetnymi kamieniami biżuterii.

MoMa we współpracy z marką Uniqlo wypuściła serię ubrań inspirowanych pracami takich artystów jak Andy Warhol, Jackson Pollock, Keith Haring i Jean-Michel Basquiat. Takie rzeczy są bardziej uniwersalne niż sezonowe trendy? Nie przypomina to sklepów w największych muzeach świata, gdzie kupimy jedwabne apaszki ze "Słonecznikami" van Gogha albo koszulki z detalami prac prerafaelitów?

Nie do końca. Muzeum produkuje pamiątki, które możemy ze sobą zabrać, możemy mieć piękną apaszkę z reprodukcją Witkacego, kupioną w słupskim muzeum czy kubek z obrazem van Gogha i te rzeczy pozostaną dla nas tylko wspomnieniem miłej wizyty, a nie autonomicznymi dziełami. Współpraca projektantów z artystami ma trochę inny wydźwięk. Po pierwsze, dzięki temu docierają do odbiorców, którzy nie byliby nimi zainteresowani, albo których zwyczajnie nie stać na ich prace. Dotyczy to głównie współczesnych artystów takich jak Damien Hirst. W wyniku współpracy z Alexandrem McQueenem w 2013 roku powstała kolekcja 30 szali "Entomology", która została świetnie odebrana zarówno w środowisku mody, jak i sztuki. Podobna sytuacja miała zresztą miejsce już wcześniej, w roku 2008, kiedy ten sam Damien Hirst został zaproszony przez Levi's do stworzenia kolekcji. Hirst potraktował wówczas gotowe ubrania Levi's jak płótno i stworzył kolekcję pełną szalonych, wirujących jak w kalejdoskopie wzorów i obrazów. Tylne kieszenie dżinsów ponaszywał dżetami na kształt czaszek, nawiązując do swojego najdroższego dzieła. Kolekcja była sprzedawana w czołowych butikach na świecie i na pewno przysporzyła Hirstowi nowych sympatyków. W obydwu wypadkach efektem współpracy artysty z projektantem było coś więcej niż tylko replika obrazu na apaszce, bo powstała nowa jakość, autonomiczne dzieło.

Po drugie, być może poprzez inspirowanie się sztuką wielkich mistrzów trafimy do ludzi, którzy nigdy nie zwróciliby na nią uwagi. Mam tu na myśli najnowszą kolekcję firmy Louis Vuitton, będącej swoistym wzorem do naśladowania w dziedzinie współpracy mody ze sztuką. Louis Vuitton w tym roku zaprosił do współpracy amerykańskiego malarza i rzeźbiarza Jeffa Koonsa. W ramach tego projektu powstała kolekcja "Masters", w której znajdziemy torebki, plecaki, portfele czy apaszki przedstawiające klasyczne dzieła sztuki we współczesnych interpretacjach. Wszystko ładne i kolorowe, a dodatkowo w środku umieszczono ściągę z życia i twórczości malarza. Czy współcześnie jesteśmy w stanie "zmusić" młodych klientów domu mody Louis Vuitton do wizyty w Luwrze, aby zobaczyli coś więcej niż tylko Mona Lisę? Warto tu zauważyć, że takie kolekcje, sygnowane nazwiskiem projektanta i artysty, są częstokroć kolekcjami limitowanymi, dzięki czemu wartość powstałych produktów nie tylko nie spadnie z czasem, ale będzie rosła, podobnie jak ceny klasycznych dzieł sztuki.

Czytaj także: Wielka idea czy kicz? O współpracy Louis Vuitton i Jeffa Koonsa
Większość z nas szybciej skojarzy sukienkę YSL, a dopiero później Mondriana. Projekt ten szybko stał się popularny, a jego minimalistyczna forma sprawia, że się nie starzeje. Na co dzień możemy go oglądać w muzeach, ale także i kupić za niebagatelną kwotę 180 tys. złotych.


Sztuka to popularne źródło inspiracji, a dzięki projektantom staje się dostępna dla szerszej publiczności. Z drugiej strony to hołd oddany mistrzom czy już kicz? Dosłowne przenoszenie czyjegoś dorobku na materię tkaniny to pani zdaniem pójście na łatwiznę czy nadanie drugiego życia takiej twórczości?

Pierwszym, który dosłownie przeniósł sztukę na materiał, był niewątpliwie Yves Saint Laurent, który zaprojektował w połowie lat 60. XX wieku piękną sukienkę, tak jakby wyjął obraz Pieta Mondriana z ramy i nałożył go na modelkę. Biała sukienka o linii A pocięta nieregularną szachownicą trzech pól w kolorach czerwonym, niebieskim i żółtym, podzielonych czernią, została uszyta z wełnianego dżerseju i była swoistym hołdem złożonym twórczości Mondriana. Po latach sama stała się ikoną i dziełem sztuki. Większość z nas szybciej skojarzy właśnie tę sukienkę, a dopiero później Mondriana. Projekt szybko stał się popularny, jego minimalistyczna forma sprawia, że się nie starzeje. Na co dzień możemy go oglądać w muzeach, ale także i kupić za niebagatelną kwotę 180 tys. złotych.

Ciekawy przykład sukni inspirowanej twórczością artysty to na pewno projekt Gianniego Versace, który przełożył na tkaninę prace Andy'ego Warhola i stworzył sukienkę z jedwabnej satyny zadrukowanej popartowskimi portretami Marilyn Monroe i Jamesa Deana. Można by rzec, że był to kicz w czystej postaci, ale czyż Andy Warhol nie był królem kiczu?

Często projektanci inspirują się czyjąś twórczością i przerabiają ją wedle własnej interpretacji. Przykładem z naszego rodzimego podwórka może być Arkadius i jego kolekcja "Luciana, O!" z 2000 roku, w której wykorzystano twórczość Alenna Jonesa. Projekty były pokazywane na londyńskim tygodniu mody, a w efekcie Arkadiusa nie tylko zauważono, ale i okrzyknięto nowym Johnem Galliano.

Czasami artyści sięgają po różne inspiracje, żeby bulwersować. W wielu wypadkach można oczywiście twierdzić, że powstałe projekty ocierają się o kicz. Z drugiej jednak strony, czyż sztuka od lat nie jest przepełniona kiczem? Ciężko też mówić o zwyczajnym pójściu na łatwiznę, szczególnie że powstałe dzieła częstokroć zajmują później poczesne miejsce w muzeach i galeriach.

Jakie są pani ulubione inspiracje sztuką w kolekcjach projektantów?

Cenię twórczość Alexandra McQueena i jego elżbietańską kolekcję pełną kryz, bufiastych rękawów, sukni i gorsetów pięknie wyszywanych kamieniami. Malunki Damiena Hirsta na apaszkach McQueena i kolekcje duetu Dolce & Gabbana inspirowane Sycylią są równie interesujące. Podoba mi się to, co od kilku lat tworzy Valentino. W jego pięknych, posągowych postaciach dostrzegam inspirację folkiem i renesansem, czy - tak jak w ostatniej kolekcji - "Ogrodem rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha. Warta uwagi wydaje się najnowsza kolekcja Celine i sukienki z kopiami obrazów Yvesa Kleina z cyklu "Antropometrie". Yves Klein tworzył w latach 50. XX wieku, w swoich pracach nie używał pędzla, ale malował modelki stworzonym przez siebie i opatentowanym kolorem niebieskim zwanym "International Klein Blue", po czym przykładał je do płótna, tworząc w ten sposób niebieskie odciski.

W dzisiejszych czasach, kiedy instytucje kultury stają się prężnie działającymi przedsiębiorstwami, muszą zainteresować swoimi zbiorami i wystawami również innego, bardziej masowego odbiorcę. Dzięki temu na salach wystawowych mieszają się eksponaty kultury wysokiej z dorobkiem projektantów.


Wszystkie dziedziny sztuki żyją w swego rodzaju symbiozie. Operatorzy inspirują się renesansowymi obrazami i w ten sposób sztuka dawna przenika do kina współczesnego. Jednak projektowanie ubrań to jedna z dziedzin współczesnego designu. Czy warto to podkreślić, instalując raz na jakiś czas kolekcję w galerii sztuki zamiast na wybiegu?

"Projektanci chcą być częścią świata sztuki, ale świat sztuki nie chce być wzorowany na modę - oczywiście jest to śmieszne, ponieważ sztuka jest również częścią ducha czasu (...). Jedyną osobą, która to rozumiała był Andy Warhol, który pojmował, że obie rzeczy mogą znakomicie żyć razem" - te słowa Karla Lagerfelda wypowiedziane po pokazie w 2013 roku chyba znakomicie oddają stosunek sztuki do mody. Galerie sztuki nadal dość niechętnie pozwalają, aby pokazy mody były organizowane w ich budynkach. Przykładem może być tu marka Salvatore Ferragamo, która dopiero po przekazaniu znacznych środków na wystawę poświęconą twórczości Leonarda da Vinci w Luwrze, otrzymała możliwość zorganizowania tam pokazu w 2012 roku. To dość wyraźnie pokazało, że choć moda aspiruje do miana sztuki, to świat sztuki niezbyt chętnie modę przygarnia.

Inny wymiar współpracy to aranżacja pokazów mody przez artystów, jak w przypadku Daniela Burena i marki Louis Vuitton w 2013 roku. Marc Jacobs stworzył wówczas kolekcję zainspirowaną pracami Daniela Burena i poprosił go o zaprojektowanie pokazu, na którym będzie prezentowana. Buren dostał całkowitą swobodę działania, dzięki czemu powstał imponujący spektakl na dziedzińcu Luwru. Artyści są często zapraszani do aranżacji przestrzeni butików. I tak, Yayoi Kusama, znana ze swojego zamiłowania do kropek, zaprojektowała stoiska dla Louis Vuitton w 2012 roku, a w 2008 roku Raf Simons poprosił Sterlinga Ruby'ego o pomalowanie ścian swojego salonu. Co ciekawe, współpraca była tak owocna, że wzory powstałe na ścianach Raf Simons przeniósł do swojej kolekcji.

W galeriach pokazuje się retrospekcje twórczości uznanych artystów takich jak Alexander McQueen i wystawa "Savage Beauty" czy Martin Margiela, którego wystawę do końca sierpnia można oglądać w Muzeum Mody w Antwerpii, a w przyszłym roku w paryskim muzeum mody Palais Galliera. Coraz częściej galerie i muzea zaczynają dostrzegać korzyści ze współpracy pomiędzy światem mody i sztuki. W dzisiejszych czasach, kiedy instytucje kultury stają się prężnie działającymi przedsiębiorstwami, muszą zainteresować swoimi zbiorami i wystawami również innego, bardziej masowego odbiorcę. Dzięki temu na salach wystawowych mieszają się eksponaty kultury wysokiej z dorobkiem projektantów.

Świat sztuki staje się coraz bardziej spleciony z szeroko rozumianą kulturą popularną, czego dowodem jest kooperacja współczesnych artystów z projektantami. Które projekty pani zdaniem zasługują na uwagę?

Bardzo ciekawym przykładem takiej współpracy jest torebka od Miuccii Prady zaprojektowana na nowo przez Damiena Hirsta. Współpraca Prady z Hirstem została zainicjowana przez Katarskie Muzeum Narodowe i miała na celu połączenie tych dwóch skrajnych dyscyplin sztuki. W efekcie najbardziej klasyczny model od Prady został przyozdobiony przez Hirsta owadami z cyklu "Entomologia". Torebki te były sprzedawane w specjalnie w tym celu przygotowanym namiocie na pustyni, a dochód z ich sprzedaży zasilił konto fundacji ROTA (Reach Out To Asia). I choć Miuccia nie traktuje mody jako sztuki to wierzy, że projektantów z artystami łączy ta sama kreatywność. Projekt okazał się być sukcesem dla obu stron.

Artystka Vanessa Beecroft w 2002 roku przygotowała performance VB45 pokazując piękne posągowe modelki ubrane tylko w wysokie buty, zaprojektowane na tę okazję przez Helmuta Langa. Modelki stały nago w galerii Jeffrey Deitch w Nowym Jorku, a spektakl kończył się w chwili, kiedy ostatnia, zmęczona staniem kobieta usiadła. Buty od Langa dodają całemu przedstawieniu odpowiedniego nastroju i odrobiny fetyszyzmu. Zresztą do prac Vanessy Beecroft nawiązał też Kanye West podczas prezentacji kolekcji stworzonej dla Adidasa.

Innym przykładem twórczej współpracy było zaproszenie studentów brytyjskiego Royal College of Art, których poproszono o stworzenie instalacji w nowo otwartym butiku Fendi. Jedna za studentek, Meret Probst, powiesiła w witrynie sklepu płótno i zainstalowała specjalną konstrukcję, po której spływały różnokolorowe farby, brudząc po drodze niebagatelnie drogie torebki Fendi, by dotrzeć wreszcie do nieskazitelnie białego płótna. Osobiście bardzo podobała mi się też współpraca projektantki Rei Kawakubo i Cindy Sherman. Cindy Sherman zainspirowana dość nietypowym stylem japońskiej projektantki stworzyła serię fotografii, autoportretów wykorzystanych w kampanii Comme des Garçons.

Należy tu wspomnieć Elsę Schiaparelli i jej współpracę z Salvadorem Dalim, w ramach której powstała słynna suknia z homarem czy kapelusz w kształcie odwróconego buta.


Panuje przekonanie, że moda na wykorzystywanie płócien artystów do tworzenia kolekcji zaczęła się wraz z Yves Saint Laurentem i sukienkami inspirowanymi twórczością Mondriana. Przed 1965 rokiem projektanci także nie próżnowali...

W świecie mody było to z pewnością wielkie wydarzenie, chociaż pamiętajmy, że także wcześniej wielcy twórcy mody zaglądali po inspiracje do muzeów i galerii. Charles Worth, uznawany za ojca haute couture, w swoich kolekcjach inspirował się ubiorami z okresu elżbietańskiego. Wielkie rękawy tzw. gigot, oglądane na obrazach w National Gallery w Londynie, przeniósł bezpośrednio do swoich kolekcji w ostatnim ćwierćwieczu XIX wieku. Na początku XX wieku Paul Poiret zaangażował malarza fowistę Raoula Dufy'ego do pracy nad kolorami tkanin. Należy tu wspomnieć Elsę Schiaparelli i jej współpracę z Salvadorem Dalim, w ramach której powstała słynna suknia z homarem, kapelusz w kształcie odwróconego buta czy chociażby suknia z kolekcji "Cyrk", w której użyto specjalnego watowania, aby uzyskać wypukłą formę, przypominającą ludzki szkielet. Warto również przypomnieć hollywoodzkiego projektanta Adriana, który w swoich kolekcjach używał tkanin zaprojektowanych przez Dalego, a wszystko to miało miejsce jeszcze przed 1940 rokiem.