stat

Czas najwyższy zakupić cegłę

29 kwietnia 2017, 9:00
Jarosław Kus
artykuł historyczny

Nowe ulice, nowe budynki i szybki rozwój. To wszystko wymaga ofiar, czasami wręcz dosłownie. A jeśli dodamy do tego przemytników, wyłania się pełen obraz problemów Gdyni w 1937 roku.



Chociaż koniec kwietnia roku 1937 nie przyniósł Gdyni zbyt dobrej pogody...
... był dla miasta czasem - mimo wszystko - gorącym. Jednak prawdopodobnie niewiele osób martwiło się niezbyt wiosenną pogodą, a to dlatego, że chluba II Rzeczpospolitej żyła głośną sprawą, w którą zamieszanych było kilku obywateli narodowości żydowskiej: Chil Urbach, Gerson Mortelfeld, Chaja Morterfeld, Nuchim Gutglas i Sender Gutglas, których oskarżono o przemyt do Wolnego Miasta Gdańska dewiz o łącznej wartości 200 tysięcy złotych.

Obszerną relację z drugiego dnia "sensacyjnego procesu", odbywającego się przed wydziałem karnym Sądu Okręgowego w Gdyni znajdziemy m.in. w sobotnio-niedzielnym wydaniu "Gazety Gdańskiej" z 24-25 kwietnia 1937 r.

Opisywane zeznania świadków wywołały "większe jeszcze niż w pierwszym dniu zainteresowanie", dające się zauważyć zwłaszcza wśród "mniejszości" gdyńskiej (czyli wśród miejscowych Żydów - przyp. autora), która szczelnie wypełniła salę rozpraw i kuluary gdyńskiego sądu. Rozprawę zakończył wyrok wydany w dniu 27 kwietnia, skazujący oskarżonych na kary więzienia i grzywny; z zarzutów oczyszczono tylko jedną osobę. Ale gdyńskie strony "Gazety" wypełniały doniesienia nie tylko z wokandy...

W dniu 22 kwietnia odbyło się posiedzenie Komitetu Rozbudowy m. Gdyni, na którym "ustalono wytyczne przy przyznawaniu w roku bieżącym kredytów z Państwowego Funduszu Budowlanego" oraz zdecydowano "przyznać do dnia 5 maja rb. pierwszą transzę pożyczek do wysokości 700 000 złotych".

Pieniądze z kredytu przeznaczone były przede wszystkim na wznoszenie "budowli położonych przy ulicach urządzonych" i "posiadających małe mieszkania (do 3 pokoi)". Zakładano również finansowanie "budownictwa blokowego" i "drobnego" oraz "wykańczania budowli" już rozpoczętych, ze szczególnym uwzględnieniem "budownictwa najdoskonalszego pod względem architektonicznym, rozmieszczenia i budowlanym".

Niestety, budowa i rozbudowa miasta pociągała też i ofiary w ludziach. W wielu przypadkach ofiar tych można było uniknąć, tak jak chociażby przy ulicy 10 lutego, gdzie przy "odświeżaniu domu nr 30" doszło do "tragicznego wypadku śmierci robotnika".

W wyniku przeprowadzonego dochodzenia stwierdzono, że "winę wypadku ponosi przedsiębiorca", czyli firma Ceglewski i inż. Berendt, odpowiadająca za ustawienie rusztowania "niezgodnie z przepisami z wybitnym lekceważeniem życia ludzkiego"...

Dynamiczny rozwój miasta był nie tylko efektem dobrego funkcjonowania największego na Bałtyku portu, gdyż władze miejskie konsekwentnie stawiały również na rozwój turystyki, czyniąc starania o pozyskanie odpowiedniej bazy hotelowej i letniskowej. Pod koniec kwietnia Gdynię odwiedził wiceminister komunikacji Aleksander Bobkowski (m.in. twórca kolejki na Kasprowy Wierch) wraz z przedstawicielami Ligi Popierania Turystyki - celem ich wizyty było obejrzenie pięciu parcel na wybrzeżu, które Liga zamierzała nabyć pod budowę ośrodków letniskowych dla urzędników i robotników.

Ponadto Liga zapowiedziała budowę pawilonu na terenach przylegających do dworca kolejowego, a także "hotelu masowego na 1000 łóżek" na terenie Targów Gdyńskich. Biuro i hotel miały zapewnić "przyjeżdżającym turystom rękojmię normalnego spędzenia krótkiego czasu w Gdyni, poznania miasta i portu za niskimi opłatami", dzięki czemu nie mieli oni być już "narażeni na opłacanie różnych prowizyj pośrednikom, którzy dotychczas wykorzystywali przyjezdnych". Zapowiedziano również "ustawę", która gwarantowałaby turyście kupującemu bilet za pośrednictwem Ligi "jej opiekę nie tylko podczas drogi, ale i po przybyciu do celu podróży".

Swój wkład w rozwój Gdyni mieli również liczni darczyńcy i ofiarodawcy, tacy jak chociażby Gdyńska Odlewnia Metali, który ofiarowała "piękny dar na budowę koszar" i zadeklarowała "wykonanie wszystkich klamek do drzwi i okien"...

Rozwijające się od ponad dekady miasto dysponowało nieźle rozwiniętym układem komunikacyjnym. A ulic "urządzonych" wciąż przybywało - tylko w roku 1936 pozyskano kolejnych "9 km nowych ulic", z czego "1 i pół km. wykonało miasto we własnym zakresie". Ponadto władze miejskie sfinansowały, również "we własnym zakresie", 113700 metrów sześciennych robót ziemnych. Całkowity koszt prac budowlanych - łącznie z wykupem gruntów - oszacowano na 1 352 269 złotych...


Nowe ulice, jak zawsze, zachęcają do tego, by przemierzać je w najszybszy możliwy sposób. Nie inaczej było i w Gdyni przed siedemdziesięciu pięciu laty - dlatego też dzisiejsze spotkanie z historią kończymy zaproszeniem na przejażdżkę "najoszczędniejszym samochodem świata".

Lub innym, zakupionym na Stałych Targach Samochodowych...


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 95 z 24-25 kwietnia 1937 r.  Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki  Cyfrowej.