stat

Gdynia z kanałem i maniak z żyletką

29 lipca 2017, 15:00
Jarosław Kus
artykuł historyczny

Latem roku 1937 opublikowano dane dotyczące liczby mieszkańców największych miast Polski - w cytowanym przez "Gazetę Gdańską" z 29 lipca roczniku statystycznym zamieszczono "tablicę porównawczą wielkości poszczególnych miast polskich wedle liczby mieszkańców".



Wśród czternastu analizowanych miast Gdynia zajęła miejsce przedostatnie, czyli trzynaste, "ze swymi 105 tys. ludności, przewyższając Białystok o 3 tysiące". Tuż przed Gdynią uplasował się Chorzów, który miał od Gdyni... 3 tysiące więcej mieszkańców. Obecnie gdynian jest już prawie 250 tysięcy (wg danych statystycznych na koniec roku 2014), dzięki czemu miasto pod względem liczby ludności plasuje się na miejscu dwunastym. Widzimy więc, że osiemdziesiąt lat historii przyniosło Gdyni awans w tym rankingu o jedno miejsce. Bezpośrednio przed Gdynią, na miejscu jedenastym, znalazł się przedwojenny konkurent, czyli Białystok, natomiast drugi sąsiad z tabeli spadł do czwartej dziesiątki - co ciekawe, w Chorzowie mieszka dokładnie niemal tyle samo osób, co w roku 1937... Warto podkreślić, że funkcjonująca jako miasto od lat dziesięciu Gdynia skutecznie konkurowała z miastami o znacznie dłuższej historii (w roku 1937 Białystok skończył lat 245, a Chorzów prawie 70).

Demograficzny sukces zawdzięczała Gdynia decyzji polskiego rządu z października roku 1920, kiedy to postanowiono wybudować port w liczącej 1300 mieszkańców osadzie rybackiej. Gdy decyzja rządu została przypieczętowana we wrześniu 1922 roku ustawą sejmową w sprawie budowy "portu morskiego przy Gdyni na Pomorzu", rozpoczęto prace budowlane - i choć początkowo przebiegały one dosyć ospale, to po pewnym czasie przyspieszyły tak bardzo, że gdy w 1926 roku Gdynia otrzymywała prawa miejskie, mieszkało w niej już 12 tys. osób.

Polskim korzeniom nowoczesnej Gdyni trudno było zaprzeczyć, tym bardziej dziwi więc fakt, że wszelkie zasługi w tej mierze zaczęli przypisywać sobie, ni mniej, ni więcej, tylko... Niemcy z Gdańska! I na nic się zdały tłumaczenia, że "to sejm polski, a nie gdański Volkstag uchwalił budowę portu", a "setki milionów złotych włożyły w Gdynię rządy marszałka Piłsudskiego".

W roku 1932, cytowany przez "Gazetę", "Dziennik Poznański pisał ironicznie: "nie jest prawdą, że Gdynię zbudowała Polska", bo decyzję o jej budowie podjął Gdańsk w "parne dni gorącego lata 1920 r." (mowa o wojnie polsko-bolszewickiej z lat 1919-1921), gdy "robił wszystko co mógł, by amunicja z angielskiego statku nie przedostała się do okopów radzymińskich". Niemców nie powinno więc dziwić, że "w tym samym dniu i godzinie, gdy Gdańsk odmówił swej pomocy, zapadła w trzydziestomiljonowym społeczeństwie decyzja o Gdyni".

Nic zatem dziwnego, że Gdynia nie cieszyła się przychylnością sfer niemieckich. Jednak pozostałe kraje Europy Zachodniej dostrzegały potencjał nowego portu, będącego "pomostem między Zachodem a krajami Bałtyckimi", czego wyrazem było m.in. "duże zainteresowanie belgijskich kół żeglugowych nowotworzoną linją 'Żeglugi Polskiej' - Gdynia Antwerpja - łączącą Belgję i Holandię, przez Polskę, z krajami bałtyckiemi".

Wróćmy teraz do roku 1937, w którym prasa niemiecka nadal publikowała nieprawdziwe informacje o Gdyni.

W czasopiśmie "Zeitschrift für Binnenschiffahrt" ukazało się "ciekawe studium porównawcze (...) na temat znaczenia komunikacyjno-politycznego polskich portów śródlądowych Poznania, Bydgoszczy, Krakowa i Warszawy, oraz Gdyni, Gdańska, Królewca, Kowna i Rygi". Autor opracowania obarczył Polskę odpowiedzialnością za "zaniedbany stan Wisły środkowej", "walkę konkurencyjną między koleją i żeglugą śródlądową" oraz "zaniedbanie żeglugi na zachodniopolskich drogach wodnych" - jednym słowem spowodowanie "małej intensywności w ruchu komunikacyjnym drogą wodną". Zdaniem Niemców dużą rolę w tych procesach odegrała Gdynia, ponieważ "z chwilą, gdy zbudowano port w Gdyni, nastąpiła znamienna zmiana orientacji w żegludze śródlądowej Gdańska", zaś chęć ominięcia w transporcie rzecznym Gdańska spowodowała "przewarstwienie kierunkowe" i "zniosła istniejące w czasach przedwojennych wyrównanie w komunikacji na dolnej Wiśle", zmieniając "tę komunikację na ruch [jedynie] w kierunku ujścia rzeki".

Autor opracowania zdawał się nie dostrzegać tego, że bieg dawnych szlaków rzecznych został zachwiany wytyczeniem w roku 1918 granicy polsko-niemieckiej. Nie chciał dostrzec również polskich projektów "przeprowadzenia wielkiej regulacji Wisły, umożliwiającej dogodny i tani transport towarowy, jak i o niekrępujący dostęp do morza drogą wodną". Pominięcie w tej sytuacji pośrednictwa Gdańska było dla Polski sprawą fundamentalną, ponieważ przepływ towarów przez Gdańsk napotykał "na duże trudności i niewygody". Rozwiązaniem problemu miała być planowana "budowa szerokiego kanału handlowego od Wisły do basenu przemysłowego w porcie gdyńskim, z pominięciem terytorium Wolnego Miasta Gdańska".

Ten ambitny projekt, realizację którego oszacowano na pół miliarda złotych zakładał, że "kanał ten rozpoczynałby się pod Bydgoszczą, względnie pod Świeciem" i w dalszej perspektywie miał być częścią drogi wodnej służącej, między innymi, do transportu węgla ze Śląska do Gdyni. Pomysłu jednak nigdy nie zrealizowano, ponieważ transport węgla drogą kolejową okazał się tańszy, a już trzy lata wcześniej oddano do użytku magistralę węglową Herby Nowe - Bydgoszcz - Gdynia...

Ale i bez kanału Gdynia rozwijała się bardzo dynamicznie, gdyż na rozbudowę portu i miasta nieustannie łożono dość znaczne środki finansowe - w samym tylko czerwcu przeprowadzono wiele prac związanych z budową kanalizacji, infrastruktury drogowej i naziemnej w gdyńskim porcie.


W tej sytuacji zupełnie nie dziwi, że do miasta gromadnie ciągnęli nie tylko amatorzy łatwego zarobku i darmowych trunków, ale nawet... zapasów.


Szczęśliwie jednak, "niezwykli maniacy przecinania żyletką kobiecych sukien" (oraz pościeli), wakacje woleli spędzać na Śląsku...


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 172 z 29 lipca 1932 i 29 lipca 1937 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.