stat

Patroni tramwajów: Krzysztof Klenczon

8 marca 2017, 9:00
Marcin Stąporek
artykuł historyczny

W dziesiątym odcinku naszego cyklu "Patroni gdańskich tramwajów" przedstawiamy sylwetkę Krzysztofa Klenczona. Tydzień temu zaprezentowaliśmy postać krajoznawcy Franciszka Mamuszki, a za tydzień opiszemy biochemika Adolfa Butenandta.



Pół wieku temu był idolem polskich nastolatków, obiektem westchnień wielu dziewcząt. Gdy występował w składzie "Czerwonych Gitar", próbowano nazywać go polskim Lennonem. Żył zaledwie 39 lat, a jego rockowa kariera trwała niespełna lat 10. Pozostały po nim wspaniałe piosenki i wciąż żywa legenda.

Od piosenek o gołąbkach do estrady

Krzysztof Klenczon urodził się 14 stycznia 1942 r. w Pułtusku; po zakończeniu wojny jego rodzice przenieśli się do Szczytna, gdzie chodził do szkoły i w 1959 r. uzyskał świadectwo maturalne. W tym samym roku rozpoczął studia na Politechnice Gdańskiej, jednak już w kolejnym roku przeniósł się do Studium Wychowania Fizycznego (dzisiejsza AWFiS). Tam poznał Karola Wargina i pod jego wpływem zainteresował się grą na gitarze. Przyjaciele zaczęli występować jako duet, wykonujący dość infantylne piosenki np. "Babuszka", "Dwa gołąbki" czy "Pluszowe niedźwiadki". O początkach profesjonalnej kariery zadecydował przypadek: Klenczon mieszkał przy ul. Wita Stwosza 40, a jako student musiał odbywać praktyki zawodowe w Szkole Podstawowej nr 58 na Siedlcach; dojazd tramwajem z Oliwy wymagał przesiadki na przystanku przy Klubie Żak, dzisiejszym Nowym Ratuszu. Pewnego dnia w 1962 r. na drzwiach klubu zobaczył afisz zapraszający na eliminacje do programu "Szukamy młodych talentów". Przesłuchania właśnie się zakończyły, ale Klenczon i Wargin uprosili "ojca polskiego rocka", Franciszka Walickiego, by dał im szansę. Seria szczęśliwych przypadków pomogła im wygrać eliminacje i dotrzeć do ogólnopolskiego finału w Szczecinie, gdzie uzyskali miejsce w Złotej Trójce i szereg wyróżnień.

W Paryżu z Czesławem Niemenem

W kolejnym roku Klenczon skończył studia i otrzymał posadę nauczyciela WF w wiejskiej szkole pod Szczytnem. Nie zagrzał tam jednak miejsca, bo dosłownie kilkanaście dni po inauguracji roku szkolnego dostał od Franciszka Walickiego telegram z zaproszeniem na próby zespołu Niebiesko-Czarni. Nie zastanawiając się długo, wrócił do Trójmiasta i wszedł w skład zespołu, który liczył wtedy kilkanaście osób. Solistami byli m.in. Michaj Burano, Helena Majdaniec, Wojciech Korda i Czesław Wydrzycki (Niemen). Klenczon zajął miejsce w drugim szeregu, jako jeden z akompaniatorów. W grudniu 1963 r. zespół występował w Paryżu, co dla młodych muzyków zza żelaznej kurtyny stanowiło niebywałą przygodę. Jednak Klenczon dość szybko zdecydował się na szukanie własnej drogi i po krótkim epizodzie w zespole "Pięciolinie", wziął udział w spotkaniu założycielskim nowej grupy: Czerwonych Gitar.

Było to 3 stycznia 1965 r. we wrzeszczańskim Cristalu. W 1966 r. ukazał się pierwszy album długogrający grupy, zatytułowany "To właśnie my". Sprzedawał się znakomicie, podobnie jak kolejne "Czerwone Gitary 2" i "Czerwone Gitary 3". W 1968 r. zespół zdobył wyróżnienie na festiwalu w Opolu za piosenkę "Takie ładne oczy", a w 1969 r. na tym samym festiwalu główną nagrodę za "Biały krzyż". Piosenkę tę, do słów Janusza Kondratowicza, Klenczon skomponował z myślą o swoim ojcu, żołnierzu Armii Krajowej, który po wojnie musiał ukrywać się jako poszukiwany przez Urząd Bezpieczeństwa; paradoksalnie, utwór spodobał się będącym wówczas u steru PRL ludziom ze środowiska osławionego Mieczysława Moczara.

Żonę wypatrzył wśród publiczności

W tym czasie Czerwone Gitary występowały już jako kwartet, przy czym na czoło wybijało się dwóch muzyków: Klenczon i Seweryn Krajewski. Niektórzy dopatrywali się podobieństw do The Beatles, przy czym Klenczon miał być odpowiednikiem Johna Lennona, a Krajewski - Paula McCartneya. Pozostaje faktem, że duet dwóch rywalizujących osobowości stał się prawdziwą fabryką przebojów. Klenczon był autorem hitów "Nikt na świecie nie wie", "Wróćmy na jeziora", "Gdy kiedyś znów zawołam cię", "Kwiaty we włosach", "Powiedz stary gdzieś ty był", "Historia jednej znajomości". Ten ostatni utwór nawiązywał do osobistych przeżyć Klenczona; właścicielką psa, który nosił gazetę w pysku, była jego przyszła żona Alicja. Wypatrzył ją wśród publiczności na pierwszym występie Czerwonych Gitar w styczniu 1965 r. w Sopocie, a w Boże Narodzenie 1967 r. para wzięła ślub w katedrze Oliwskiej.

Klenczon Elvisem nie został

Z początkiem 1970 r. Klenczon zdecydował się odejść z zespołu i powołać nową formację, Trzy Korony. Grupa próbowała grać nową, ostrzejszą muzykę, jak np. "Nie przejdziemy do historii" z gitarowymi riffami nieco przypominającymi styl Led Zeppelin, wylansowała kilka przebojów z najbardziej znanym "10 w skali Beauforta", jednak sukcesu Czerwonych Gitar nie udało się powtórzyć. Państwo Klenczonowie podjęli decyzję o emigracji. 18 kwietnia 1972 r. Krzysztof pożegnał się z publicznością w Sali Kongresowej, a niebawem na pokładzie "Stefana Batorego" rodzina popłynęła do Ameryki Północnej, gdzie mieszkali już rodzice Alicji. W USA Krzysztof występował w polonijnych klubach, udało mu się też nagrać płytę "The Show Never Ends", jednak by utrzymać rodzinę, musiał chwytać się dorywczo innych zajęć. W 1976 r. pojawił się w Polsce na pogrzebie swojego ojca; nawiązał wtedy rozmowy, które zaowocowały zaproszeniem na koncerty w kraju. W lipcu 1978 r. na Okęciu witał go tłum fanów, jednak występ w Sali Kongresowej - gdzie Klenczon ubrany w biały kombinezon na wzór Elvisa wykonywał standardy rock'n'rolla i utwory ze swojego amerykańskiego albumu - był kolejnym rozczarowaniem.

Zginął w samochodzie po koncercie charytatywnym

Gdy w grudniu 1980 r. przyszła wiadomość o śmierci Johna Lennona, Krzysztof Klenczon miał ponoć powiedzieć "Ja będę następny". W tym okresie zaangażował się w działalność charytatywną na rzecz ojczyzny. 26 lutego 1981 roku w klubie Milford w Chicago wystąpił na koncercie, z którego dochód miał zostać przeznaczony na lekarstwa dla dzieci w Polsce. Miał zaśpiewać trzy piosenki, publiczność wymusiła siedem. Po koncercie tak się spieszył do domu, że zostawił w garderobie swój presleyowski strój. Samochód, którym wracał z żoną, zderzył się z ciężarówką prowadzoną przez pijanego kierowcę. Alicja Klenczon odniosła lekkie obrażenia, jej mąż w ciężkim stanie trafił do szpitala i mimo wysiłków lekarzy, zmarł 7 kwietnia 1981 r. Urnę z jego prochami pochowano 25 lipca 1981 r. na cmentarzu w Szczytnie.
autor Marcin Stąporek - autor jest publicystą historycznym, prowadzi firmę archeologiczną. Pracował w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku i Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Gdańsku. Obecnie jest pracownikiem Biura Prezydenta Gdańska ds. Kultury.