stat

Sroga zima długo trzymała 90 lat temu

25 lutego 2017, 12:00
Jarosław Kus
artykuł historyczny

Tegoroczna zima prawdopodobnie należy już do przeszłości, natomiast zupełnie inaczej wyglądała druga połowa lutego 90 lat temu, o czym przekonujemy się z lektury "Gazety Gdańskiej - Echo Gdańskie" z roku 1927.



Początkowo sytuacja pogodowa wyglądała bardzo podobnie do dzisiejszej i "według temperatury dni ostatnich" można było przypuszczać, że "wiosna już na dobre zawitała do kraju".

Stało się jednak inaczej, bo "przez noc, zupełnie niespodziewanie zahuczała burza od morza", przynosząc śnieżycę i wicher. Początkowo padał też i deszcz, ale "silny wiatr północny" zmienił dzień słotny na "zimny mroźny".

Śnieżyca trwała trzy dni i zdawała się nie mieć końca. Burza spowodowała "wezbranie wód portowych, Wisły i Raduni" i częściowe zalanie "placów portowych drzewnych i przystankowych", przez co "na niektórych miejscach ruch został kompletnie wstrzymany".

Padający śnieg dał się również we znaki "posiadaczom stanowisk w halach targowych, którym burza przez noc zaśnieżyła cały towar, leżący na składzie". Trochę to dziwne, bo przecież budynek hal był zadaszony. Okazuje się jednak, że "niemożliwe stało się możliwem" dzięki władzom, które nie dbając o szklane pokrycie hali, nie zatroszczyły się "o naprawienie szkód, a przede wszystkiem o uzupełnienie wybitych szyb". W celu uniknięcia dalszych strat "musiano dziury pozatykać szmatami", dając nienajlepsze świadectwo "opiece władz nad budynkami publicznymi".

Trzydniowa śnieżyca przeszła też nad portem w Gdyni: tutaj burza "dopiero w piątek nieco uspokoiła się" i nawet "kiedy-niekiedy (...) słońce przeglądało przez chmury".

Burza niemalże sparaliżowała większość prac przy budowie gdyńskiego portu, a "północny wiatr, nie wstrzymany żadnym falochronem wzburzył wody awantportu do tego stopnia, że statki nawet duże z łoskotem obijały się o kurtę mola południowego". Trudne warunki, które miały negatywny wpływ na pracę przeładunkową portu (komplikując m.in. załadunek węgla), nie spowolniły jednak zasadniczych robót przy budowie basenów portowych i nabrzeży - te trwały aż do dnia 22 lutego, kiedy to "fala zimna nawiedziła niespodziewanie" nie tylko Gdynię, ale "wogóle całe wybrzeże". Dwudziestostopniowe mrozy sprawiły, że "wszystkie roboty budowlane i portowe zostały wstrzymane".

Tego samego dnia "Gazeta" poinformowała, że "wielka burza o rozmiarach orkanu" nawiedziła całe Żuławy, powodując powstanie zasp śnieżnych, które "potworzyły na ulicach wiejskich i drogach polnych ogromne zapory, tamując wszelki ruch". "W wielu miejscach przerwane zostały połączenia telefoniczne, telegraficzne i elektryczne", burza połamała także dużo drzew i zerwała wiele dachów.

Zaspy śnieżne spotęgowały również chaos komunikacyjny w samym Gdańsku, przyczyną którego była awaria tramwaju "w wielkiej alei", pomiędzy Olivaer Tor (Brama Oliwska) a Sporthalle (Hala Sportowa).

Zepsuty tramwaj przez ponad godzinę blokował ruch na ulicy, a "z obu stron nagromadziło się na linji wiele pociągów tramwajowych i różnych pojazdów, które nie mając pomieszczenia na jezdni, utykały w zaspach śnieżnych". Pasażerowie chcący dotrzeć szybciej do Gdańska lub Wrzeszcza zmuszeni zostali dalszą drogę "odbyć pieszo wśród zawiei".

Problemy komunikacyjne nie były jednak rezultatem wyłącznie burzy śnieżnej, można by rzec, że pogoda jedynie obnażyła słabości gdańskiej infrastruktury drogowej. Przyczyn zaistniałego stanu rzeczy należało szukać... w przeszłości, w której ruch samochodowy był zauważalnie mniejszy. Jednak "w latach powojennych ruch kołowy w Gdańsku wzmógł się do tego stopnia, że nie można go pod żadnym względem porównać z ruchem przedwojennym".

Miejsce konnych dorożek zajęły samochody, które przed wojną były na gdańskich ulicach miasta z rzadka spotykaną egzotyką. Na skrzyżowaniach ulic panował tak wielki ruch, że należało mocno "wytężać uwagę, aby nie ulec jakiemuś wypadkowi". Sytuację pogarszał brak, w wielu takich miejscach, znaków ostrzegawczych lub regulujących ruch, z czego często korzystali kierujący pojazdami - "samochody nieraz" - pisała "Gazeta" - "w śródmieściu pędzą z taką szybkością, jakby to było gdzieś za miastem, na szosie."

Nadzieję na poprawę sytuacji niosła perspektywa budowy nowej infrastruktury drogowej. Wytyczenie nowych ulic rozładowałoby z pewnością tworzące się w mieście korki. Korzystnym byłoby więc obniżenie kosztów budowy ulic, o co wnioskowali do Senatu przedsiębiorcy budowlani i właściciele nieruchomości.

Senat prośbę rozpatrzył pozytywnie. Optymistyczne wieści płynęły też znad Motławy, gdzie wznowiono budowę dwóch mostów, których uruchomienie planowano na wiosnę.

W tym samym czasie mieszkańcy Oruni, "tego przedmieścia, które liczy około 15 tysięcy dusz", narzekający na "niedostateczne połączenie tramwajowe" z centrum, domagali się "urządzenia drugiej linji tramwajowej", aby "ruch, dotąd bodaj żółwi, przyśpieszyć". Jak się okazało, ta ostatnia sprawa znalazła rozwiązanie po latach, gdy historia dopisała zaskakujące zakończenie komunikacyjnej opowieści: w roku 1972 linię tramwajową prowadzącą z Oruni do centrum Gdańska... zlikwidowano.

Źródło: Gazeta Gdańska "Echo Gdańskie" nr 41 z 20 lutego 1927 r. i nr 42 z 22 lutego 1927 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.