stat

Mikołaj Harmoza: pracownia z widokiem na stocznię

6 lutego 2017, 6:00
Aleksandra Wrona

Pracownia Mikołaja Harmozy przypomina filmową scenografię. Przez wielkie okna postoczniowej hali wpada słońce, ogromna przestrzeń wypełniona jest płótnami, farbami, ale też bardzo nietypowymi obiektami, takimi jak łódka czy zwęglone krzesła. W rozmowie okazuje się, że artysta, oprócz tworzenia, podejmuje się projektów równie oryginalnych i szalonych, jak wnętrze, w którym pracuje.



Małe kwadraciki

Pracownia znajduje się nad klubem B90. Całość ma 900 m kw., część tej przestrzeni zajmuje Jarosław Bauć, który wynajmuje ją wspólnie z Mikołajem Harmozą. Wypełniona zamalowanymi płótnami hala na pierwszy rzut oka robi ogromne wrażenie, artysta tłumaczy jednak, że do takiego metrażu łatwo jest się przyzwyczaić.

- Pracujemy tu we dwóch i prawdę mówiąc, odkąd tu jesteśmy, ta przestrzeń bardzo się nam skurczyła. Na początku wydawała się nie do ogarnięcia, ale teraz, kiedy myślę o tym, że wcześniej mieściłem się na 100 metrach, moja poprzednia pracownia wydaje mi się malutka. Taka przestrzeń otwiera głowę, człowiek czuje się w niej zupełnie normalnie, nagle zdaje sobie sprawę, że skazani jesteśmy na życie w małych kwadracikach.
Artyści myślą jednak o tym, żeby swoją przestrzenią podzielić się z ludźmi, pokazać im miejsce, w którym powstają ich dzieła. Mają w planach wydzielić przestrzeń ekspozycyjną i latem urządzać w pracowni wystawy. Inne pory roku odpadają, bo hala nie posiada ogrzewania, więc w chłodne miesiące naprawdę niełatwo jest przebywać w niej dłużej.

Zobacz więcej pracowni trójmiejskich artystów

Obrazy, których trzeba dotknąć

Na marzec Mikołaj Harmoza przygotowuje bardzo nietypową wystawę, która skierowana będzie do osób niewidomych i słabowidzących. Obrazy mają bowiem charakterystyczną, niejednorodną fakturę, którą można nie tylko zobaczyć, ale też dotknąć.

- Wymyśliłem formułę, która poszerza grono odbiorców malarstwa o ludzi, którzy z definicji są z niego wykluczeni. Dzięki temu dowiedziałem się, że pewne historie przedstawione na moich obrazach są bardzo ciekawie odbierane przez ludzi mających problemy ze wzrokiem. Ich postrzeganie jest inne niż nasze, a ponieważ moje obrazy mają bardzo ciekawą fakturę, te osoby dotykając ich, są w stanie wyobrazić sobie coś zupełnie innego, szczególnie że ostatnio maluję prace abstrakcyjne i nie ma w nich dobrze znanych kształtów typu żółwik czy króliczek. Interpretacja takich odbiorców jest bardzo bogata. To ciekawe doświadczenie, ale też pewien eksperyment.
Galering, czyli walka ze sztuką w tle

Wspomniana wystawa to niejedyny oryginalny projekt Mikołaja Harmozy. Wcześniej zorganizował swoją wystawę w klubie bokserskim, którą otworzył staczając walkę na ringu. Malarz ubolewa, że środowisko artystyczne jest tak bardzo hermetyczne i zamknięte wobec innych środowisk, że wernisaże przypominają często spotkania starych znajomych, a krytyka sprowadza się do kółka wzajemnej adoracji.

Zobacz także: Wernisażowy savoir-vivre z przymrużeniem oka

- Wiele środowisk jest mocno pozamykanych na innych ludzi, dotyczy to zarówno pisarzy, jak i kibiców czy stoczniowców. Przez to, że się nie znają, stają się wobec siebie wrogie. Postanowiłem coś z tym zrobić i tak powstał projekt Galeriuj, który przełamuje stereotyp wernisażu i nadaje mu kontekst społeczny.

Chcę wejść w nowe środowisko. W przypadku Galeringu chodziło akurat o bokserów, chciałem pokazać im, że jestem autentyczny, po czym skonfrontować siebie boksera i siebie artystę, łącząc to w jedną całość. Najpierw walczyłem na ringu, a później założyłem białą koszulę i opowiedziałem o swojej twórczości. Uważam, że żadne ze środowisk nie różni się liczbą ludzi, którzy mogą być zainteresowani sztuką, przez to dochodzę też do pewnego rodzaju absurdu, jakim na pierwszy rzut oka może wydawać się wspomniana wystawa dla słabowidzących i niewidomych.

Test sztuki

Innym projektem, zrealizowanym w ramach Galeriuj, była wystawa w Klubie Żak, podczas której Mikołaj Harmoza powiesił na ścianie trzy obrazy, z których jeden był według niego ukończony, a dwa pozostałe jedynie zaczęte. Nie ujawniając, który jest który, poprosił gości, żeby dokończyli malowanie dwóch obrazów, korzystając z udostępnionych im farb. Artysta wspomina, że większość osób od razu zgadła, które dzieła wymagają dalszej pracy, jednak z czasem pojawiły się wątpliwości i niewielka grupa odłączyła się i zaczęła poprawiać ukończony obraz.

- Nie przewidziałem tylko tego, że w pewnym momencie ludzie tak się rozkręcą, że zaczną dzwonić po znajomych. Pojawiły się też dzieci i zaczęła się prawdziwa zabawa. Po 2,5 godzinie takiego szalonego malowania musiałem wszystkim dyskretnie podziękować. To ciekawe, że ludzie obserwowali to, co robili ich poprzednicy, a potem stwierdzali, że powinno być to namalowane zupełnie inaczej. Dało mi to pewną odpowiedź na pytanie, jak ludzie widzą sztukę, na pewno jest to dość egoistyczny punkt widzenia. Szukają tego, co oni mogliby zmienić i jak według nich obraz powinien się prezentować, niezależnie od tego, czy mają w tym temacie wiedzę, czy nie.
Inspiracja jest wszędzie

Obecne obrazy Mikołaja Harmozy to w znacznej mierze abstrakcje. Twierdzi, że inspiracje znajduje wszędzie: w zdarzeniach, pejzażach, kolorach. Malowanie traktuje bardzo rzeźbiarsko, bo materia, którą tworzy często jest gruba i wychodzi w przestrzeń, dzięki czemu jego obrazy są soczyste i bogate pod kątem malatury. Nie da się ich namalować ponownie, nawet na fotografiach nie udaje się uchwycić ich głębi.

Swoich studentów uczy, żeby umieli na swoje prace spojrzeć z zewnątrz, zweryfikować ich jakość nie tylko pod kątem tego, czy podobają się ich babci czy cioci. Tworząc, trzeba dążyć do coraz lepszych rezultatów i profesjonalizmu.