stat

Przeładowany kalendarz koncertowy - atut czy przekleństwo?

24 kwietnia 2017, 6:00
Ewa Palińska

felieton w trojmiasto.pl

Z jednej strony same korzyści, bo skoro imprez kulturalnych odbywa się tak wiele, to każdy znajdzie dla siebie coś interesującego. Z drugiej niedosyt, ponieważ nie we wszystkich (choćby ze względów finansowych) da się uczestniczyć. Pozostaje jeszcze kwestia funduszy, bo miejskie środki są ograniczone, a chętnych do uszczknięcia czegoś dla siebie coraz więcej. Czy zatem przeładowane kalendarze koncertowe są dla Trójmiasta atutem i świadczą o jego potędze kulturalnej, czy może spowodują, że najsłabsze ogniwa się wykruszą, pozostawiając w grze najsilniejszych zawodników?



Kalendarz koncertowy w kwietniu (i to już od kilku lat) wydaje się przeładowany. Nie mam tu na myśli wyłącznie koncertów muzyki poważnej, bo zainteresowania melomanów nie zawężają się wyłącznie do niej. Jeśli ktoś ceni sobie sztukę wysoką, to z pewnością nie pogardzi dobrym jazzem, rockiem, a nawet popem.

O potrzebie stworzenia zintegrowanego kalendarza imprez mówi się w Trójmieście od dawna, jednak nie zanosi się na to, aby ktoś zamierzał od słów przejść wreszcie do czynu. Przeciwnie - powstaje coraz więcej miejsc, w których imprezy można organizować, a skoro tak się dzieje, to trzeba je później zapełnić wartościowymi propozycjami.

Kulturalne eldorado, jakim - przynajmniej w kwietniu - stało się Trójmiasto, wychodzi jednak bokiem miłośnikom muzyki, którzy oczywiście mają możliwość skorzystać z ciekawych propozycji, jednak tylko w teorii. Bo jak wybrać się na dwa znakomite koncerty, skoro oba odbywają się w tym samym czasie? Z gumy nie jest również portfel "imprezowiczów", a takie wyjścia, jak wiadomo, potrafią słono kosztować, że o wydatkach związanych ze świętami wielkanocnymi nie wspomnę.

Melomani żyją nie tylko klasyką, a ciekawych propozycji regularnie dostarcza im (często za darmo) Akademia Muzyczna. Zobacz naszą relację z koncertu, który wypełniły piosenki Justina Timberlake'a.



Choć mniejsze koncerty czy projekty mnożą się jak grzyby po deszczu, często mogą umykać naszej uwadze. Obserwatorzy życia kulturalnego nie przeoczyli jednak z pewnością potężnego gracza, który pojawił się w kwietniu i zamierza zabawić u nas na dłużej - wielkanocnej edycji festiwalu Actus Humanus Resurrectio. Melomani (a uściślając - miłośnicy wykonawstwa historycznego, bo to jednak mniej liczna grupa), nie posiadali się z zachwytu i niezwłocznie ruszyli do kas wykupując bilety na długo przed rozpoczęciem imprezy.

To, że Actus Humanus Resurrectio odniesie artystyczny i frekwencyjny sukces było niemal pewne. Filip Berkowicz, dyrektor festiwalu, jest najzdolniejszym i najskuteczniejszym promotorem wydarzeń kulturalnych w Polsce, więc porażka mu nie grozi. Może liczyć również na hojne wsparcie gdańskich włodarzy.

Nie są to oczywiście pieniądze wyrzucone w błoto, ponieważ wartość marketingowa marki Actus Humanus jest ogromna - miasto dostaje w zamian znakomitą reklamę w mediach, w tym lokalnych i branżowych, a dzięki współpracy z Europejską Unią Nadawców (EBU) festiwalowe koncerty będą mogły transmitować rozgłośnie z całej Europy, a może i świata.

Co jednak mają z tego gdańscy podatnicy, poza przeładowanym kalendarzem koncertowym? Jeśli są fanami dobrej muzyki, szczególnie dawnej, a do tego dysponują zasobnym portfelem, mogą uczestniczyć w jednej z najciekawszych imprez w Europie. Jeśli jednak finanse nie pozwolą im na zakup karnetu, czy nawet pojedynczego biletu (bo np. przepuścili pieniądze na bilety na wcześniejszy, również znakomity Gdański Festiwal Muzyczny), mogą wybrać się na któryś z tańszych, a nawet darmowych koncertów. No chyba że meloman okaże się katolikiem, dla którego w Wielkim Tygodniu znacznie ważniejsze od koncertów jest uczestniczenie w obchodach triduum paschalnego. Choć nie - tu również nie został pozostawiony sam sobie, ponieważ pasyjne koncerty Polskiego Chóru Kameralnego odbywały się po uroczystościach kościelnych.

Melomani ledwie złapali oddech po intensywnym koncertowo Wielkim Tygodniu, a już nadciąga Siesta Festival - kolejna, po Actus Humanus, impreza skierowana w dużej mierze do turystów kulturalnych. Jeśli tak intensywny będzie przyszłoroczny kwiecień, to lepiej już teraz zacznijmy oszczędzać pieniądze na bilety. Dobre koncerty to zawsze rarytas i choć nie wszystkie uda nam się "zaliczyć" (no chyba że ktoś posiadł umiejętność bilokacji), to jednak zawsze szkoda, kiedy okazja przechodzi nam koło nosa.

Tym bardziej cieszy, że organizatorzy Gdańskiego Festiwalu Muzycznego zdecydowali się przesunąć przyszłoroczną edycję imprezy o miesiąc - na mniej intensywny koncertowo maj. Miejmy nadzieję, że ich śladem pójdą nie tylko organizatorzy podobnych wydarzeń, ale przede wszystkim ci, którzy rozdzielają miejskie pieniądze. Bo jaki jest sens pompować granty i dorzucać dodatkową, wielką imprezę, w jeden miesiąc, skoro w roku mamy ich jeszcze jedenaście? Czy takie działanie nie doprowadzi do tego, że silniejsi gracze, w dodatku wspierani przez miasto, wygryzą z rynku tych mniejszych?

Znawcy z pewnością powiedzą, że przewaga festiwalu Actus Humanus Resurrectio nad np. Requiem Verdiego prezentowanym przez Operę Bałtycką, szczególnie jeśli chodzi o poziom artystyczny, jest olbrzymia i bezdyskusyjna - ja być może przyznam im rację. Miejmy jednak na uwadze, że jeśli opera nie sprzeda biletów, to nie zarobi. Jeśli nie będzie zarabiała, nie przetrwa, bo i na co komu instytucja, której nie chcą odwiedzać słuchacze?

A może jestem w błędzie i Trójmiasto jest wystarczająco duże, aby pomieścić wszystkie te imprezy, a nawet organizować ich jeszcze więcej? Czas pokaże...
Przeładowany kalendarz imprez:
48%

świadczy o dobrobycie i jest powodem do dumy

13%

pozostawia lekki niedosyt, ponieważ z udziału w niektórych ciekawych imprezach trzeba zrezygnować

5%

wyeliminuje z rynku małe imprezy, bo te większe przyciągną do siebie całą publiczność

34%

to głupota - powinno się rozłożyć imprezy równomiernie w trakcie całego roku, a nie kumulować w jednym miesiącu

łącznie głosów: 160