Festiwalowy weekend w Gdańsku

podziel się na Facebooku

Chociaż największym wydarzeniem minionych trzech dni był koncert Marcus+, w Gdańsku działo się bardzo dużo. W tym samym czasie odbywały się aż cztery festiwale - od rockowo-elektronicznego Fląder Festiwalu, przez taneczny I Festival, Gdańskie Noce Jazsowe czy finał Mozartiany.





Fląder Festiwal z plaży do parku

W piątkowe popołudnie wiele wskazywało na to, że tegoroczna edycja Fląder Festiwalu może się nawet nie odbyć. Ogromna wichura, deszcze i wiadomości z zagranicznych mediów o festiwalach, na których z powodu wiatru zapadały się sceny, niejedną osobę odstraszyły przed pójściem na brzeźnieńską plażę. Ale było warto - podczas całego festiwalu odbyło sporo rewelacyjnych koncertów.
Na scenie plażowej świetnie wypadł żywiołowy Wojtek Mazolewski Quintet, metalowe Blindead i poznaniacy z Plum, którzy zagrali soczyście i garażowo. Ale najwięcej działo się na scenie w Parku Haffnera, na iście tanecznych imprezach do późnych godzin nocnych. Świetne sety dali Hatti VattiTsar Poloz, a w sobotę klimatyczny koncert zagrał duet Fuka Lata. Fląder w tym miejscu sprawdził się znakomicie, co doceniła nie tylko przyjezdna publiczność, ale także tłumnie zgromadzeni mieszkańcy Brzeźna.



Stocznia pełna basów

W sobotę w Centrum Stocznia Gdańska po raz pierwszy odbył się I Festival. Impreza z założenia prezentująca taneczną elektronikę wypadła świetnie. Cały klub wypełniony był ludźmi spragnionymi tańca i zabawy, a tych obu nie brakowało. Miłośnicy muzyki drum'n'bassowej wytrwale mogli bawić się na scenie głównej, gdzie najjaśniejszymi punktami wieczoru był set Brookes BrothersThe Qemists. Ci drudzy w pięcioosobowym składzie (laptopy, perkusja, gitara i dwóch wokalistów) zaprezentowali koncert będący na styku d'n'b i rockowego show. Zwolennicy spokojniejszych dźwięków (ciężko mówić tak o dubstepie, ale w porównaniu z drum'n'bassem różnica jest wyraźna) mogli bawić się na mniejszej scenie, gdzie przed północą świetny set zagrał Nexus Eight, czyli jedno ze wcieleń DJ Snake'a. Ale to był dopiero półmetek imprezy - po drugiej na scenie głównej zagrał State of Mind, a ostatnie sety skończyły się ok 5 rano.



Mozart w Parku

W Parku Oliwskim kolejny rok z rzędu Mozartiana przyciągnęła nieprzebrane tłumy. Każdego roku utworów słynnego Salzburczyka przychodzą słuchać melomani, rodzice z dziećmi, jak również ludzie zupełnie nieobeznani z muzyką klasyczną. Mozart, jak się okazuje, jest kompozytorem "popowym". Park dosłownie pękał w szwach. Widzowie zbierali się już na godzinę przed rozpoczęciem spektaklu, by zapewnić sobie miejsce siedzące.
W piątek odbył się tam koncert "Mozart po Góralsku" i "Academia" z Polską Orkiestrą Sinfonia Iuventus, a w sobotę w Katedrze Oliwskiej miał miejsce koncert finałowy. Na wielu występach ci, którzy nie przyszli punktualnie (bo na przykład obejrzeli do końca poprzedni koncert), musieli stać daleko od sceny. Od przybytku głowa nie boli, ale być może to dobry czas, by pomyśleć o tym, jak poprawić komfort podziwiania muzyki wiedeńskiego klasyka.



Jazz w zielonym lesie

W miniony weekend serią koncertów zakończyły się obchody stulecia Teatru Leśnego. W piątek wystąpiły trzy składy: z Niemiec, Estonii i Stanów Zjednoczonych, w sobotę na scenie pojawiły się przeszło dwa tuziny muzyków jazzowych z Trójmiasta w rozmaitych składach. Można było usłyszeć m.in. Leszka Dranickiego, Przemka Dyakowskiego, Cezarego Paciorka, Sławka Jaskułke, Irka WojtczakaMacieja Sikałę.
Niedziela, zwieńczenie imprezy, należało do dwóch najbardziej zapracowanych trójmiejskich muzyków, Wojtka MazolewskiegoMikołaja Trzaski. Mazolewski najpierw zagrał genialny koncert w duecie z Olem Walickim na dwa kontrabasy, a potem drugi raz w ciągu trzech dni wystąpił w Gdańsku z kwintetem. Trzaska w trio z Kenem VandermarkiemWacławem Zimplem na trzech saksofonach brzmieli potężnie, ostro i wyraziście a potem zagrał ze swoim nowym składem: Per Ake Holmlander na tubie, Olie Brice na kontrabasie i Mark Sanders na perkusji - zagrali zdecydowanie najmniej "przebojowy" koncert, ale publiczność słuchała go z zaciekawieniem, bo kunszt muzyków i ich improwizacje były tego zdecydowanie warte.
autor autor