Trener Stoczniowca podsumowuje sezon

Obłój: Ta drużyna ma wielki potencjał

Stoczniowiec Gdańsk

Trener Tadeusz Obłój po siedmiu miesiącach pracy w Gdańsku wywalczył z hokeistami siódmą lokatę. Dla wielu to tylko siódme miejsce, dla niektórych aż siódme miejsce. W rozmowie z naszym portalem trzykrotny polski olimpijczyk, jeden z czołowych napastników w historii ligi i reprezentacji podsumowuje okres swojej pracy w Gdańsku i snuje plany na przyszłość.



Gdański trener już w dwa dni po zakończeniu ligi w Polsce wyruszył do Niemiec, gdzie czeka na niego posada trenerska w Iserlohnie. W sierpniu Tadeusz Obłój pozostawił właśnie posadę za Odrą by zasiąść na ławce trenerskiej w Gdańsku. Wrócił do kraju po 25 latach i często przyznawał że, delikatnie mówiąc, zadziwiają go niektóre rozwiązania organizacyjne w polskim hokeju.

- Jesteś zadowolony z wyniku jaki osiągnęła drużyna na mecie rozgrywek?

- Ja zawsze stawiam sobie wysokie cele, w każdym meczu staram się tak ustawić drużynę aby walczyła o zwycięstwo. Lubię wygrywać i chciałem poprowadzić Stoczniowca do jak najwyższego miejsca. Teraz po sezonie musimy powiedzieć sobie szczerze, że plan minimum to było miejsce ósme, nie wiem skąd w przedsezonowych zapowiedziach mówiło się o pierwszej czwórce. Owszem przyszedłem do Gdańska by zbudować tu drużynę na medal, na walkę o złoto, jednak proces tworzenia takiej drużyny wymaga czasu. Ja określiłem go na trzy lata. Nie jestem cudotwórcą, nie można ode mnie wymagać, że już po siedmiu miesiącach pracy z drużyną wygram ligę. Widzę jednak, że potencjał drużyny jest tak duży, że stać ją przy dalszej systematycznej pracy, do włączenia się do walki o złoto - powiedział trener Tadeusz Obłój.

- Jednak siódme miejsce to gorsza lokata niż rok temu.

- Owszem, ale trzeba spojrzeć w jakich warunkach walczyła ta drużyna. Zawodnicy przez większość sezonu nie mogli skupić się na grze tylko myśleli, czy będą przelewy, czy będą mieli za co żyć, czy będą mieli odpowiedni sprzęt. Tak nie da się grać na wysokim poziomie. Ponadto miałem w drużynie większość młodych graczy, którzy jeszcze muszą się dużo uczyć. Graliśmy, jak ja to mówię, praktycznie bez obcokrajowców. Co to za obcokrajowiec, od którego lepszy jest junior, a tak było w Stoczniowcu. Jan Steber grał w miarę dobrze do grudnia, później prezentował się słabo, Petr Janecka to ogólnie mówiąc nieporozumienie. Romana nawet nie rozpatruję w kategoriach obcokrajowca, on tyle lat spędził w tym klubie, że praktycznie jest już Polakiem, ma ogromne doświadczenie. Obcokrajowiec, według mnie, powinien wziąć na siebie ciężar gry, pociągnąć zespół przy stanie 0:0 czy 1:1.

- Jaka rysuje się przyszłość przed Stoczniowcem?

- Wszystko zależy od tego czy uda się pozyskać sponsora, czy sponsorów. Moim zdaniem minimalny budżet, który pozwoliłby na przyzwoite przygotowania do sezonu do około 2 miliony złotych. Teraz zawodnicy mają roztrenowanie, powinno tak być do kwietnia, później drużyna powinna się spotkać w maju i już wówczas powinny rozpocząć się przygotowania do nowego sezonu. W wakacje znów zawodnikom należałyby się dwutygodniowe urlopy, po powrocie z których trzeba by ostro zabrać się do pracy. Chciałbym przeprowadzić około tygodniowe zgrupowanie na przykład w Cetniewie, gdzie pracowalibyśmy nad kondycją. Później powinniśmy rozegrać 6, 7 spotkań kontrolnych przed ligą. Pozostałą część przygotowań możemy spędzić na miejscu, tu jest świetna infrastruktura na hali. Mamy gdzie trenować, jest plaża i las. Tak powinny wyglądać przygotowania. Czy tak będzie? Nie wiem. Ja nie odżegnuję się od zadania zbudowania w Gdańsku silnej drużyny walczącej o medale, jestem gotów pracować ale muszą być spełnione określone przeze mnie warunki. Wówczas mogę wziąć pełną odpowiedzialność za wynik. Jestem po rozmowach z władzami spółki przedstawiłem im swój punkt widzenia i warunki, daliśmy sobie dwa, trzy tygodnie czasu na odpowiedź.

- Pojawiają się opinie, że Twoje przyjście do Stoczniowca to najlepszy ostatnio transfer w Gdańsku.

- Naprawdę? To bardzo się z tego cieszę, jest to bardzo miłe. Starałem się dobrze wykonywać swoje obowiązki. Jednak jak już powiedziałem, w siedem miesięcy nie da się zbudować drużyny, to wymaga czasu. Zresztą przed tym sezonem drużyna nie miała normalnego okresu przygotowawczego, to było widać, w końcówce sezonu po prostu zabrakło nam sił. Przyczyniły się do tego wyjazdy i wąska kadra. Wiele razy nie mogłem skorzystać ze wszystkich zawodników, bo musiałem ich "oddawać" do drużyny juniorów. Mieliśmy za małą kadrę by myśleć o zwycięstwach w serii pięciu meczy. Często brakowało nam też szczęścia, jak na przykład w ostatnim meczu w Tychach, gdzie straciliśmy bramkę na dwadzieścia kilka sekund przed końcem meczu. Z Podhalem przegraliśmy decydujący mecz jedną bramką. Drużyna powinna składać się z 24 zawodników plus pięciu uzdolnionych juniorów, którzy "dobijaliby się" do pierwszej drużyny. Jeśli zostaną spełnione odpowiednie warunki finansowe, jestem w stanie w krótkim czasie sprowadzić do Gdańska byłych graczy Stoczniowca, którym zależy aby tu wrócić, "namiary" na nich mam w notesie, wystarczy zadzwonić.

- Wracasz do Niemiec, czy ktoś z obecnego składu Stoczniowca mógłby liczyć tam na angaż w ekstraklasie, kogoś mógłbyś zabrać ze sobą?

- Przykro mi to mówić ale niestety nie, polskie drużyny wyraźnie odstają od niemieckich. Jako byłemu reprezentantowi Polski jest mi z tego powodu niezwykle przykro, ja grałem z reprezentacją wówczas RFN i ogrywaliśmy ją, teraz niestety nie mielibyśmy większych szans. To złożona kwestia, szkolenia, przygotowania drużyn, finansowa. Zauważ zresztą, że w Niemczech do tej pory było tylko dwóch czy trzech Polaków w ekstraklasie. Specyfiką tamtejszej ekstraklasy jest to, że dyrektorami sportowymi, odpowiedzialnymi za transfery, są Amerykanie lub Kanadyjczycy, którzy naturalnie promują swoich rodaków, tam więc siłą rzeczy preferuje się ostry hokej. Nawet Rosjanom czy Czechom ciężko jest załapać się do tej ligi.

- Jedziesz na wakacje, czy do pracy?

- Zdecydowanie do pracy. W Iserlohnie czeka na mnie praca na stanowisku trenera, zresztą już w grudniu usilnie namawiano mnie do powrotu do Niemiec. Zdecydowałem się jednak pozostać w Gdańsku i dokończyć swoją pracę tutaj.

- Po przyjeździe do Gdańska mówiłeś, że wreszcie trafiłeś do Stoczniowca, choć mogłeś być w Gdańsku dużo, dużo wcześniej.

- Zgadza się. 40 lat temu "Papa" Csorich, który przyjechał do Gdańska budować silny ośrodek hokejowy, zaproponował m.in. mi przejście z Baildonu Katowice nad morze. Namawiała mnie również do tego, wówczas moja narzeczona, a dziś żona, Krystyna. Nie posłuchałem ani jej, ani trenera. Nie wiem, może byłem zbyt młody i bałem się zmiany otoczenia. Po 40 latach zadzwonił do mnie Marek Kostecki proponując posadę trenera, teraz się zgodziłem. Nie żałuję. Potwierdziło się, że Gdańsk to kuźnia talentów, że jest tutaj drużyna z dużymi możliwościami, że warto na nią stawiać.

Tyle trener, teraz najcięższe zadanie, o czym już pisaliśmy, stoi przed władzami spółki, które jednocześnie muszą prowadzić rozmowy sponsorskie a także rozmowy z dotychczasowymi zawodnikami. W najbliższym czasie kontrakty zakończą się: Przemysławowi Odrobnemu, Mateuszowi Rompkowskiemu, Pawłowi Skrzypkowskiemu, Arturowi Kosteckiemu, Filipowi Drzewieckiemu, Janowi Steberowi, Petrowi Janeczce, Romanowi Skutchanowi.

Ważne umowy z klubem mają natomiast: Sylwester Soliński, Marcin Kabat, Filip Kwieciński, Michał Smeja, Wojciech Jankowski, Mateusz Strużyk, Marek Wróbel, Tomasz Ziółkowski. Kolejnych czterech graczy kończy w tym sezonie wiek juniora: Bartosz Maza, Krzysztof Wróblewski, Maciej Rompkowski i Krzysztof Kantor. Juniorami pozostaną jeszcze Aron Chmielewski i Dawid Maciejewski.

Poznaliśmy już wstępne decyzje personalne dotyczące obcokrajowców. - Biorąc pod uwagę duży potencjał krajowych graczy jakich posiadamy, w porozumienie z trenerem postanowiliśmy zrezygnować z usług obcokrajowców. Oczywiście nie zamykamy drzwi przed obcokrajowcami, jednak musi być to zawodnik wybitny powiedział prezes hokejowej spółki Adam Petrasz.
autor