stat

Chylińska w szczytowej formie w B90

11 grudnia 2016, 22:35
Łukasz Stafiej

Kilka tygodni temu Agnieszka Chylińska wróciła, po siedmiu latach przerwy, z nową płytą i od razu jest na topie - niedzielny koncert w klubie B90 w jej rodzinnym Gdańsku wyprzedał się do ostatniego biletu i okazał się spotkaniem pełnym emocji - zarówno dla publiczności, jak i samej artystki.



Agnieszka Chylińska na scenie jest już 22 lata. Przez ten czas fani mogli poznać jej różne tożsamości: od zbuntowanej nastolatki w rockowym O.N.A., przez telewizyjną celebrytkę, po autorkę tanecznych przebojów na świetnie sprzedającej się płycie "Modern Rocking" z 2009 roku.

Jej obecne wcielenie, które pokazała wraz z wydaniem kilka tygodni temu płyty "Forever Child", jeśli chodzi o muzykę jest najbardziej z dotychczasowych nieokreślone. To bardzo dojrzały krążek, świetnie wpisujący się we współczesne trendy, z kawałkami z pogranicza rocka, popu i i ciężkiej, klubowej elektroniki. To również bardzo osobista płyta 40-letniej obecnie artystki - pełna osobistych przeżyć i refleksji oraz emocji, od których wręcz kipi w każdym kawałku.

Najnowszy przebój Chylińskiej - "Królowa Łez".



Niedzielny koncert w B90 również nie był ich pozbawiony. Pochodząca z Gdańska Chylińska już na początku nie potrafiła ukryć wzruszenia. Mówiła ze sceny: "Witaj Gdańsk po latach. Ciągle ufam, że ktoś mnie jeszcze kocha w tym mieście". Publiczność oczywiście ani przez chwilę nie dała jej poczuć, że jest inaczej. Chylińska została przyjęta w swoim rodzinnym mieście niczym największa gwiazda.

Półtora tysiąca osób po każdej piosence nagradzało ją owacjami, śpiewało razem z nią teksty, a nawet w pewnym momencie chóralnie odśpiewało jej sto lat. Choć wokalistka zapewniała, że w kokietowaniu nie jest mocna, to zapewniała ze sceny: "Dzisiaj mam poczucie, że wróciłam do domu. Największa prywatka mojego życia odbywa się teraz w Gdańsku".

Nostalgiczne wspominki nie wzięły jednak góry nad artystyczną formą Chylińskiej. A trzeba przyznać, że wraz z wydaniem nowej płyty sięgnęła swoich wyżyn. Na scenie co chwilę wybuchała energią, miotała się w szalonym tańcu i wykrzywiała twarz w ekstatycznym grymasie. Była wściekła, agresywna i nieokiełznana, jakby wreszcie mogła wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje.

Zdawałoby się, że niemalże fizycznie przeżywa każdy dźwięk i słowo swoich piosenek. I to niezależnie od tego, czy akurat wykonywała najnowsze przeboje, takie jak "Klincz", "Borderline" lub "Królowa Łez" czy nieśmiertelne piosenki sprzed kilkunastu lat m.in. "Winna", "Drzwi" czy "Kiedy powiem sobie dość". Jakby naprawdę - jak śpiewa w jednym z nowych kawałków - "przebudziła się, by żyć".

Klasyka O.N.A. - "Kiedy powiem sobie dość" - w nowym wydaniu.