stat

Sopockie korty - o co chodzi w sporze?

19 czerwca 2017, 6:00
Piotr Weltrowski

Ciągnący się od kilkunastu lat spór o korty w Sopocie to dla jednych dowód na istnienie tzw. "układu sopockiego", a dla innych walka o oczyszczenie tenisowego środowiska w mieście. Pewne jest to, że nawet dla sądów sprawa nie jest oczywista, bo wydają w niej orzeczenia korzystne dla obu stron: Sopockiego Klubu Tenisowego i prezydenta Jacka Karnowskiego. O co więc chodzi w tym konflikcie? Sprawdzamy.



Warta nawet 80 mln zł 4-hektarowa działka w centrum Sopotu, tuż przy pasie nadmorskim - to ona stanowi oś sporu między zarządem Sopockich Kortów Tenisowych a prezydentem Sopotu. Co prawda mieszczą się na niej korty, hale i budynki klubowe, a plany zagospodarowania przewidują tu jeszcze dodatkowe usługi hotelowe, ale - jak przekonują obie strony - nie o sport tu chodzi.

Zarówno Jacek Karnowski, jak i przedstawiciele SKT przedstawiają zresztą identyczny czarny scenariusz, który ziścić miałby się po przejęciu przez drugą stronę gruntów: komercyjna inwestycja - na przykład deweloperska bądź hotelowa - zamiast kortów.

Dziś - mimo wyroku Sądu Najwyższego, przyznającego część terenu w użytkowanie wieczyste SKT - formalnie korty należą do miasta, które dzierżawi je nowemu klubowi. Zarząd SKT od 1,5 roku jest zawieszony, ale nie składa broni - jeden wpis do KRS dzieli go od przejęcia terenu.

SKT chce przejąć korty w użytkowanie wieczyste, sąd mówi "tak"

Choć przedstawiciele SKT przekonują, że początków sporu szukać należy w czasach, gdy klubem rządził sam Ryszard Krauze, a miasto miało traktować tenis gorzej od innych dyscyplin, to pewne jest jedno: konflikt wybuchł z pełną mocą, gdy SKT postanowiło przejąć w użytkowanie wieczyste korty, które wcześniej dzierżawiło od miasta.

- Za czasów AWS weszły w życie przepisy, które umożliwiały takie uwłaszczenie. Pod koniec lat 90. wszystkim sopockim klubom sportowym i instytucjom kultury zaproponowaliśmy więc przedłużenie dzierżawy zajmowanych przez nie terenów o 30 lat, aby zagwarantować utrzymanie tam funkcji społecznych. Wszystkie przyjęły propozycję. Wszystkie poza SKT - mówi Jacek Karnowski.
Druga strona sprawę widzi inaczej i przekonuje, że prezydent nie tylko nie zaproponował 30-letniej dzierżawy SKT, ale wręcz odmawiał klubowi, gdy ten się o taką dzierżawę starał.

- Prezydent mieszał się non stop w sprawy klubu, próbował nam dyktować wszystko. Odmawialiśmy, dlatego nie dostaliśmy dzierżawy, wystąpiliśmy więc do sądu - uzyskanie użytkowania wieczystego było dla nas jedyną szansą, aby zakończyć te ciągłe ataki na klub - mówi Waldemar Białaszczyk, wiceprezes SKT.
Sądy pierwszej i drugiej instancji przyznały SKT prawo do przejęcia w użytkowanie wieczyste dużej części terenu, na którym znajdują się korty. W 2009 roku ostateczny wyrok w tej sprawie wydał Sąd Najwyższy, który również przyznał klubowi prawo do kortu centralnego, kilku mniejszych kortów oraz starej hali (w rękach miasta zostawił zaś nową halę i parking).

Karnowski: "Korty wciąż należą do miasta"

Choć od wydania tego wyroku minęło 8 lat, to Jacek Karnowski, kiedy pytamy go o aktualny status prawny kortów, bez wahania odpowiada, że wciąż należą one do miasta. Twierdzi też, że SKT nie dokonało przez ten czas skutecznego wpisu do KRS, dzięki któremu przejęłoby teren w użytkowanie wieczyste, głównie ze względów finansowych - klub musiałby wnieść opłatę w wysokości 800 tys. zł.

Podkreśla przy tym, że klub był przez ostatnie lata w tak złej kondycji finansowej (miał dług - prawie 400 tys. zł - u miasta), że nie był po prostu w stanie zapłacić.

Przedstawiciele SKT całą sprawę widzą jednak zupełnie inaczej. Twierdzą, że pieniądze problemem nie były, a winny, przynajmniej początkowo, był... sąd, który zagubił na blisko dwa lata akta sprawy i przez to dopiero w 2012 roku wydał niezbędną do realizacji wcześniejszego wyroku wykładnię.

I faktycznie, istnieje pismo datowane na początek 2012 roku, w którym ówczesny wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku przeprasza klub za to, że przez pomyłkę akta sprawy, zwrócone już przez Sąd Najwyższy, zostały podpięte nie pod te akta zastępcze, pod które miały być podpięte, co spowodowało opóźnienie. Dlaczego jednak o dokonanie wpisu do KRS członkowie SKT nie wystąpili później?

SKT: "Przed wyborami prezydent poprosił nas o wsparcie"

- Przed wyborami samorządowymi w 2010 roku pan prezydent znajdował się w dość trudnej sytuacji - miał postawione zarzuty prokuratorskie, walczył z Wojciechem Fułkiem, przyszedł więc do zarządu klubu, poprosił o poparcie i dogadał się z nami. Uznaliśmy, że nie będziemy walczyć, za to uzgodniliśmy, że dokonamy zamiany części gruntów - nowa hala z parkingiem trafi do nas, a kort centralny do miasta, w tej sytuacji wstrzymaliśmy się z dokonaniem wpisu - mówi Bartosz Białaszczyk, wcześniej członek zarządu SKT, a od 2013 roku prezes klubu.
Dziś przedstawiciele klubu twierdzą, że wszystko to było tylko formą "gry na czas" ze strony prezydenta Sopotu.

- Wszystko szło normalnym biegiem, wydawało się, że topór wojenny został dawno zakopany, spotykaliśmy się wielokrotnie z panem Karnowskim, dopinaliśmy szczegóły, aż pewnego dnia prezydent wezwał mnie do siebie i stwierdził, że się rozmyślił, że nie będzie żadnej zamiany - mówi Białaszczyk.
Karnowski: "Były sygnały, że w klubie źle się dzieje"

Prezydent Sopotu twierdzi, że owszem, rozmowy z klubem były prowadzone, ale w pewnym momencie zaczął otrzymywać sygnały, że w klubie źle się dzieje. Sygnały te dotyczyły m.in. postępowań prowadzonych przeciwko członkom zarządu SKT - Waldemarowi Białaszczykowi i jego synowi, ówczesnemu prezesowi - Bartłomiejowi (obaj zgodzili się na podanie w tym tekście swoich pełnych nazwisk).

Pierwszy z nich odpowiadał przed sądem m.in. za przywłaszczenie sobie klubowych pieniędzy i wydanie ich na remont swojego mieszkania (np. zakup blatu i parapetów do łazienki) - ostatecznie został jakiś czas temu prawomocnie skazany za przywłaszczenie sobie 33 tys. zł z kasy klubu.

Bartłomiej Białaszczyk - robiący wówczas karierę w państwowych spółkach - był dla odmiany... pod obserwacją ABW. Dziś ma zresztą w związku z tym właśnie postępowaniem sprawę w sądzie - chodzi o powoływanie się na wpływy w jednym z ministerstw.

Karnowski wymienia też kolejne powody zerwania rozmów z klubem, a później interwencji w sądzie. Chodzi o dług klubu względem miasta i informacje o tym, że członkowie zarządu pobierali procentowe prowizje od umów sponsorskich. Prezydent Sopotu mówi także o planach SKT, aby wybudować przy kortach hotel.

Karnowski: "Hotel? Była zgoda na dobudowanie pokoi, ale nie na burzenie hali"

- Nagle zaczęli do nas przychodzić członkowie klubu i alarmować, że władze SKT chcą zburzyć starą halę i wybudować hotel. Co prawda wcześniej pojawiała się koncepcja, wedle której mogli wybudować pokoje, ale nie niszcząc substancji hali - mówi prezydent Sopotu.
Jak dodaje, wszystkie powyższe informacje - kiedy je otrzymał w roku 2015 - "spakował i wysłał do sądu". Twierdzi, że późniejsze wydarzenia, już po tym, jak sąd zawiesił zarząd i ustanowił przedstawiciela klubu, potwierdziły w jego mniemaniu słuszność tej decyzji.

- Do klubu wszedł przedstawiciel i co się okazało? Okazało się, że jest uchwała zarządu SKT, gdzie zgadzają się na położenie starej hali tenisowej i wybudowanie tam hotelu, niezgodnie z planami zagospodarowania przestrzennego oraz ze strategią miasta i sportowym przeznaczeniem tego terenu - mówi Karnowski.
SKT: "Spacerowaliśmy z panem prezydentem i pokazywał nam, gdzie ma stanąć hotel"

Ludzie z klubu nie ukrywają, że faktycznie chcieli wybudować obiekt hotelowy. Co więcej, demonstrują niemal gotowy projekt, a także dokumenty - podpisaną przez Karnowskiego decyzję o warunkach zabudowy oraz późniejszy, uchwalony przez Radę Miasta, plan zagospodarowania miejscowego, w którym przewidziana jest dla terenu kortów dodatkowa funkcja hotelowa.

- Wszystko było uzgodnione w 99 proc. z miastem, pozostawały do omówienia ostatnie szczegóły. Wiele razy spacerowaliśmy z panem prezydentem i rozmawialiśmy o tej inwestycji, na miejscu pytaliśmy go, gdzie według niego powinien stanąć hotel i jak ma wyglądać. Rozmowy na ten temat były też wielokrotnie prowadzone na komisji sportu Rady Miasta - mówi Białaszczyk.
Dodaje, że zarzut dotyczący rzekomych planów klubu, aby w tajemnicy przed miastem wybudować hotel, jest absurdalny.

- Chyba nawet dziecko będzie w stanie zauważyć, że to totalna bzdura. Proszę mi powiedzieć, jak można cokolwiek w Sopocie wybudować bez zgody miasta? Mieliśmy w ukryciu przygotowywać plany budowy hotelu, który stanąć miał bez wiedzy i zgody urzędników? Wbrew planom zagospodarowania? No przecież to się kupy nie trzyma - denerwuje się zawieszony prezes SKT.
Białaszczyk odnosi się także do zarzutów Karnowskiego dotyczących postępowań prokuratorskich i sądowych prowadzonych przeciwko niemu i jego ojcu.

- Przypominam, że pan prezydent pisał do sądu o tym, że "organ stracił zaufanie do klubu" w momencie, kiedy ów organ, czyli on sam, cały czas miał postawione zarzuty korupcyjne. Przecież to jest śmieszne - mówi.
Pierwsze decyzje sądu na korzyść miasta

W 2015 roku, po wniosku prezydenta Sopotu, sąd zawiesił zarząd SKT, zarazem ustanowił przedstawiciela klubu, którym został Wiesław Pedrycz - jeden z inicjatorów zmian, czyli osób zrzeszonych w SKT, które wcześniej prosiły Karnowskiego o interwencję.

Przejął on klub w towarzystwie ochroniarzy i straży miejskiej. Niemal od razu skierował też do prokuratury kolejne materiały dotyczące działalności wcześniejszego zarządu. Chodzi m.in. o prowizje pobierane przez członków zarządu od umów sponsorskich oraz o nierozliczone zaliczki.

Członkowie zawieszonego zarządu odpowiedzieli pisząc odwołania - zarówno do prokuratury, jak i do sądu. Mieli jednak utrudnione zadanie, bo - jak twierdzą - cała dokumentacja dotycząca działalności SKT znajdowała się w klubie... do którego nie byli (i nadal nie są) wpuszczani.

- Sytuacja wyglądała tak, że toczyły się różne postępowania w naszej sprawie, a my nie byliśmy w nich nawet stroną. Z jednej strony był prezydent Karnowski, a z drugiej pan Pedrycz, czyli w zasadzie człowiek prezydenta - mówi Bartosz Białaszczyk (Prezydent Sopotu zaprzecza w rozmowie z nami, że utrzymuje z Pedryczem jakiekolwiek stosunki prywatne - "to przecież kolega Wojciecha Fułka" - mówi).
Zarówno Pedrycz, jak i wyznaczona po nim kurator klubu nie złożyli ani wniosku o przedłużenie dzierżawy kortów przez klub, ani też nie domagali się dokonania wpisu do KRS, który sprawiłby, że SKT otrzymałoby część kortów w użytkowanie wieczyste. Nie odwołali się też w sprawie podatku, który klub miał zapłacić miastu (a powstał przed powołaniem skonfliktowanego z prezydentem zarządu SKT).

Sędzia przeniesiona na niższe stanowisko w związku ze sprawą SKT?

Przedstawiciele SKT podczas rozmów często wspominają o "układzie" na skraju władz lokalnych, sądów i prokuratury. Twierdzą też, że wielokrotnie interweniowali w sprawie dwóch sędzi, które orzekały w sprawach dotyczących klubu - orzekały niekorzystnie dla zarządu.

Obie nie będą już zresztą więcej orzekać. Jedna przeszła w zeszłym roku na emeryturę, a druga - Anna Kozierska - przestała pełnić funkcję przewodniczącego Wydziału Gospodarczego KRS Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ i trafiła - jako szeregowy sędzia - do Wydziału Cywilnego.

W międzyczasie sąd wyższej instancji uznał też jedną z jej decyzji - wyznaczenie kuratora SKT - za błąd i cofnął ją.

Czy przeniesienie sędzi Koziarskiej ma związek z jej orzekaniem w sprawie SKT? Na tak zadane pytanie udzielono nam dość wymijającej odpowiedzi.

- Pani sędzia Koziarska zakończyła kadencję przewodniczącego wydziału i Prezes Sadu Okręgowego na wniosek Prezesa Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ powierzył obowiązki przewodniczącego innemu sędziemu - mówi sędzia Rafał Terlecki z Sądu Okręgowego w Gdańsku.
Kolejne decyzje sądów coraz bardziej korzystne dla SKT

Ostatnie miesiące przyniosły kolejne rozstrzygnięcia sądów badających poszczególne wątki sporu o SKT. Większość z nich jest korzystna dla klubu, choć przedstawiciele miasta nie do końca godzą się z taką ich interpretacją.

- Sąd Apelacyjny stanął po naszej stronie. Zadecydował, że syndyk musi ujawnić prawo użytkowania wieczystego, które przysługuje SKT. Syndyk może teraz dokonać wpisu do księgi wieczystej, mimo że prezydent Sopotu, nie wydając wypisu i wyrysu, blokuje to działanie - mówi Bartosz Białaszczyk.
Sukcesem SKT nazwać trzeba też decyzję sądu w innym z postępowań - rejestrowym - wedle której wyznaczono nowego przedstawiciela klubu. Została nim była minister sportu - Elżbieta Jakubiak, czyli osoba, którą przedstawiciele SKT akceptują.

Jak poinformował nas sędzia Terlecki, prezydent Karnowski złożył już zażalenie na tę decyzję. Nie zostało ono jednak jeszcze rozpatrzone.

Co dalej z kortami?

Dziś kortami rządzi nowy klub. Sopot Tenis Klub - bo tak się nazywa - ma wsparcie miasta, organizuje zawody, próbuje zająć miejsce po SKT.

Z kolei prezydent Sopotu złożył ostatnio do Pomorskiego Konserwatora Zabytków wniosek, aby wpisać cały teren kortów do rejestru zabytków. Ma to - jego zdaniem - ochronić korty.

- Robię to, aby nikt nie postawił tu żadnej mieszkaniówki, a co robi SKT? Oprotestowuje to, twierdząc, że sopockie korty nie są żadnym zabytkiem - rzuca Jacek Karnowski.
Bartosz Białaszczyk ma jednak na ten temat zupełnie inne zdanie.

- Na kortach nie ma żadnych zabytków, to wszystko obiekty, które powstały w latach 70. Dla nas oczywistym jest, że wpis do rejestru zabytków służyć ma tylko jednemu - kontroli prezydenta nad klubem, bo dzięki takiemu wpisowi będzie mógł klubowi dyktować nawet to, jaka reklama może zawisnąć na trybunach, a jaka nie - mówi prezes SKT.
Osobną kwestią jest też wpis do KRS i to, co stanie się z kortami, jeżeli syndyk wpisze je do masy upadłościowej SKT. Zdaniem miasta może to oznaczać, że teren zostanie wystawiony na sprzedaż i nie wiadomo, czy Sopot będzie stać, aby go wykupić. Zdaniem klubu - oznaczać to będzie umorzenie postępowania upadłościowego.