Ania biegnie po zdrowie

17 grudnia 2015 (artykuł sprzed 4 lat)
Marcin Dajos
Najnowszy artukuł na ten temat

Żeglarstwo w czasie koronawirusa. Jacek Chabowski samotnie z Lizbony do Gdańska

Kiedy w styczniu wpadała pod samochód, jej świat na chwilę się zatrzymał. Urazy "przykuły" Annę Kruczkowską do łóżka, a lekarze przewidywali, że czeka ją bardzo długa rehabilitacja. Wcześniej była aktywną osobą, do pracy dojeżdżała rowerem, startowała w różnych biegach, m.in. w gdyńskim parkrunie. Chęć powrotu do amatorskiego sportu oraz, jak sama podkreśla, wiara fizjoterapeuty sprawiły, że już w listopadzie wystartowała w marszu nordic walking podczas Biegu Niepodległości.



Otwarte, wieloodłamowe złamanie obu kości podudzia, złamanie kości ramienia prawego oraz wyrostka łokciowego, przedramienia lewej ręki, kości miednicy i wyrostka w kręgosłupie szyjnym - tak zaczął się dla Anny Kruczkowskiej 2015 rok. Wcześniej "wkręciła" się w bieganie. Startowała m.in. w Parkrun Gdynia, czyli cosobotnich, bezpłatnych biegach na 5 km odbywających się na Bulwarze Nadmorskim. Dla osoby spędzającej w pracy przy biurku po 8 godzin od poniedziałku do piątku, sport ten stał się pasją. Po wypadku pomógł także w rehabilitacji.

- Kiedy wróciłam do domu ze szpitala sądziłam, że za moment wrócę na trasę, że standardowy okres zrostu - 6 tygodni - szybko minie. Nie byłam jednak w stanie sama funkcjonować. Leżałam w gorsecie, w łóżku, u rodziców, którzy poświęcając wiele opiekowali się mną. A ja wpatrywałam się w sufit i w... żarówkę - wspomina mieszkająca w Gdyni Ania.
Tak czas spędzała do marca, słuchając jedynie radia, bo złamane obie ręce uniemożliwiały samodzielne trzymanie książki czy gazety.

Gdy znajomi z parkruna dowiedzieli się, że miała wypadek, zaczęli nagrywać filmy wspierające Anię w rehabilitacji, którą dzięki organizatorom parkruna zajął się Krzysztof Felski, fizjoterapeuta w activEK - centrum zdrowego człowieka.

ZOBACZ JAK UCZESTNICY PARKRUN GDYNIA WSPIERALI ANIĘ

- Nie zdawałam sobie sprawy, ile jest pracy przede mną. Wydawało mi się, że wstanę z łóżka i będę chodzić jak przed wypadkiem - tak, jak się wstaje z łóżka po nocnym odpoczynku. Tylko, że moja "noc" trwała tygodnie. A ja chciałam jak najszybciej wrócić do aktywności fizycznej, do biegania - dodaje Ania.
To jednak nie było takie proste. W kwietniu zaczęła się pionizacja, ale wciąż nie wolno było obciążać złamanej nogi. Tata skonstruował jej krzesełko na kółkach, aby mogła wybrać się do drugiego pomieszczenia w domu.

- Samo podjechanie do lodówki i wyjęcie z niej jogurtu sprawiało niesamowitą radość, taka namiastka samodzielności - mówi Ania.
Z czasem zaczęła uczyć się poruszać przy pomocy kul pachowych - w tamtym momencie łokciowe nie wchodziły jeszcze w rachubę ze względu na zrastające się kości ramienia, przedramienia i wyrostek łokciowy.

- Na początku Krzysztof, jak trener sportowy, mierzył mi odległości, które pokonywałam w przedpokoju. Każdego dnia starałam się bić rekordy - to motywowało do dalszej, cięższej pracy. Następnie zaczęliśmy uczyć się chodzić po schodach. Pamiętam to niesamowite doznanie - zapach powietrza, gdy pierwszy raz wyszłam na dwór. Zaczynała się wiosna, przyroda budziła się do życia a ja razem z nią - opowiada Ania.
Lekarze nie dawali jej szans na stawianie pewnych kroków co najmniej do roku czasu od wypadku. A ona za cel postawiła sobie start w listopadowej odsłonie Grand Prix Gdynia - Biegu Niepodległości na 10 km.

- W powodzenie tego planu wierzył Krzysztof. I to dawało niesamowitą moc. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, jak takie osoby są ważne przy powrocie do zdrowia. Oczywiście jego wszystkie decyzje konsultowane są z lekarzami, ale bez Krzysztofa zupełnie nie wiedziałabym, jak stawiać kolejne kroki w powrocie do zdrowia. Dosłownie i w przenośni - dodaje Ania.
Kiedy jednak okazało się, że bieganie w listopadzie nie wchodzi w grę, zaczęli przygotowania do... marszu nordic walking, który jest częścią Grand Prix Gdyni.

- Na początku byłam rozczarowana, że po tylu miesiącach wciąż nie mogę biegać. Krzysztof widząc moje zniechęcenie wymyślił udział w Grand Prix Gdyni w innym charakterze - zaproponował, że pomaszerujemy. Wcześniej nie znałam "kijów". Zaczęliśmy szkolić technikę i okazało się, że przy mojej formie aktywność ta pochłania niemal tyle energii, co kiedyś bieganie. I tak wystartowałam w marszu nordic walking - mów Ania.
Pierwszą próbę wykonali oczywiście podczas parkruna, wśród kibicujących biegaczy. Ania i jej fizjoterapeuta szli razem - on wyznaczał tempo, ona goniła. Było ciężko, bo każdy stawiany chorą nogą krok bolał, a zdrowa noga brała na siebie większe obciążenie, niż powinna.

W listopadowym marszu również wystartowali razem. Na mecie zjawili się po 34 minutach i 45 sekundach. Ani dało to 155. miejsce w klasyfikacji generalnej - na 270 uczestników, którzy pokonali trasę - i 18. w kategorii wiekowej 30-39 lat.

- Cieszę się z tego startu, bo jest to dla mnie zamknięcie pierwszego etapu wracania do sprawności. Jest to duże osiągnięcie, które nie byłoby możliwe bez fachowej pomocy Krzysztofa. Moim kolejnym celem jest start już w lutym, w Biegu Urodzinowym, który rozpocznie nowy cykl Grand Prix. Głęboko wierzę, że to się uda. W końcu pracuję ze świetnym fizjoterapeutą, który robi to wszystko z pasji i za dramo. Jestem mu za to bardzo wdzięczna - kończy Ania.
Wierzysz, że sport pomaga w szybszym powrocie do zdrowia?
59%

Ania jest tego najlepszym przykładem

19%

wierzę, sam/a tego doświadczyłem/am

10%

nie mam pojęcia

12%

ogólnie sport jest niezdrowy, więc w to nie wierzę

zakończona

łącznie głosów: 75