stat

Czy badać amatorów na doping?

7 września 2016 (artykuł sprzed 3 lat)
Rafał Sumowski

O kontrolach antydopingowych było ostatnio głośno przy okazji igrzysk olimpijskich, niestety również za sprawą polskich sportowców. Problem ten dotyczy jednak również imprez niższej rangi. - Testy antydopingowe prowadzone w zawodach masowych takich jak triathlon czy biegi maratońskie, dotyczą głównie elity. W serii Ironman 70.3 dwa lata temu wprowadzono także testy dla amatorów. Okazało się, że nie bez powodu - mówi Michał Drelich z firmy firmy Sport Evolution, organizatora m.in Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2016.



Ivan Tutukin miesiąc temu sięgnął po zwycięstwo w zawodach Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2016. Rosjanin triumfował z czasem 3:55.22. W ostatnich dniach Amerykańska Agencja Antydopingowa USADA poinformowała, że w organizmie zawodnika wykryto śladowe ilości meldonium. Środek wykorzystywany w leczeniu niedokrwienia i chorób krążenia, stosowany jest w sporcie wyczynowym do podnoszenia wydolności i przyspieszenia regeneracji. Od 1 stycznia 2016 roku jest zakazany przez Światową Agencję Antydopingową (WADA).

IVAN TUTUKIN ZWYCIĘŻYŁ W GDYŃSKIM IRONMANIE

Jego obecność w organizmie Tutukina wykryto w próbce moczu pobranej w kwietniu 2016, a więc jeszcze przed startem w gdyńskich zawodach. Rosjanin przyznał się do wieloletniego stosowania meldonium, ale jak twierdzi, tylko do października 2015 roku, czyli jeszcze zanim środek wciągnięto na listę zakazanych. USADA przyjęło to tłumaczenie, które współgrało ze śladowym stężeniem meldonium w moczu zawodnika. Rosjanin uniknął zatem długoterminowej dyskwalifikacji.

Jego przypadek sprawia jednak, że warto postawić pytanie o kontrolę dopingową w tego typu imprezach. Zawody serii Ironman 70.3, odbywają się na licencji World Triathlon Corporation, która ma swój program antydopingowy realizowany we współpracy z WADA. Rocznie WTC wydaje na kontrolę antydopingową około miliona dolarów.

- O tym, czy na imprezie zostanie przeprowadzona taka kontrola, nie decyduje zatem organizator, ale korporacja. Przed przystąpieniem do serii Ironmam 70.3 do kontroli typowaliśmy po czterech zawodników, w 2014 roku był wśród nich m.in. rekordzista świata Andreas Raelert. Dotychczas nie wykryto dopingu u żadnego z zawodników, który brał udział w naszej imprezie. Organizując PZU Gdynia Półmaraton, pobraliśmy sześć próbek i również nie mieliśmy żadnego przypadku dopingu. W przypadku różnych zawodów organizowanych przez 10 lat przez naszą firmę, na dopingu złapaliśmy tylko dwóch sportowców na kilkadziesiąt przebadanych osób - wyjaśnia nam Michał Drelich, szef firmy Sport Evolution, organizatora m.in. Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni i PZU Gdynia Półmaratonu.
W zawodach takich jak triathlon czy biegi maratońskie stopień kontroli antydopingowej zależy od rangi imprezy. Jeśli jest ona na przykład zweryfikowana przez międzynarodową federację lekkoatletyczną IAAF, to w zależności od przyznanego jej certyfikatu - brązowego, srebrnego lub złotego - liczba próbek jest z góry narzucona.

- W naszym przypadku kontrola była wyłącznie w zawodach triathlonowych na dystansie olimpijskim, przeprowadzana z ramienia odpowiedniego związku sportowego - mówi Grzegorz Pawelec z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Gdańsku, organizatora m.in. zawodów Triathlon Gdańsk, PZU Gdańsk Maratonu czy Biegu Westerplatte.
Badania antydopingowe przeprowadza się na podstawie próbki moczu lub krwi. Dokładniejsze są oczywiście te drugie, lecz procedura wszędzie jest bardzo podobna. Zawodnicy typowani do kontroli są informowani o tym po ukończeniu zawodów.

- Czasami wygląda to trochę komicznie, jak aresztowanie. Zawodnikowi wiesza się na szyi tabliczkę, która informuje, że jest on w procedurze kontroli. Od tego momentu aż do pobrania próbki nie może on przebywać sam, cały czas jest w towarzystwie kontrolera, który pilnuje, by nie doszło do nadużyć. Były sytuacje, że Rosjanie mieli ze sobą woreczki z "czystym" moczem i gdy szli do toalety, wlewali go do próbek. Zdarzało się też, że zawodnicy udawali omdlenie, byle nie wziąć udziału w badaniu. Repertuar tego typu sztuczek jest dość szeroki - zdradza Drelich.
KTO ROZSYPAŁ PINESKI NA TRASIE TRIATHLONU?

W masowych imprezach regularnie ramię w ramię startują profesjonaliści i amatorzy. Badania antydopingowe z reguły dotyczą jednak elity sportowej, a więc tych, którzy wygrywają nagrody finansowe. Sam koszt pojedynczego badania na obecność niedozwolonych substancji jest wysoki i waha się w granicach od 700 zł do nawet 1500 zł.

- Nikt nie bada zawodników, którzy są poza drabinką finansową, gdyż chodzi o to, by nagrody nie trafiały do tych, którzy oszukują - wyjaśnia szef firmy Sport Evolution.
Jeśli zawodnik jest licencjonowany, podlega przepisom federacyjnym danego związku sportowego. Każdy z nich posiada w zakresie dopingu odpowiednie regulacje prawne. Amatorzy startują jako osoby prywatne. Teoretycznie wiec mogą robić, co im się podoba. Ich z reguły nikt nie sprawdza.

- To szeroki temat, dyskutowany obecnie na całym świecie. Pytanie brzmi: czy organizator jest uprawniony do badania amatorów? Nawet jeśli wykryjemy u takiego zawodnika doping, to czy są przepisy, które pozwolą nam nałożyć skuteczną karę bez ryzyka bycia zaskarżonymi do sądu? To złożony problem. Ciekawostką jest, że w serii Ironman 2 lata temu wprowadzono testy antydopingowe dla amatorów. Okazało się, że nie bez powodu, bo problem istnieje - kończy Michał Drelich.
Zobacz film z tegorocznych zawodów Herbalife Triathlon 70.3 w Gdyni.
Czy amatorzy startujący w sportowych imprezach powinni być badani na doping?
64%

tak, oszustów trzeba eliminować wszystkich, bez wyjątku

31%

nie, szkoda ponosić koszty, powinno badać się tylko elitę

5%

trudno powiedzieć

zakończona

łącznie głosów: 154