Gdańsk Maraton 5.5 inny niż wszystkie. Blisko 600 osób ukończyło bieg

24 maja 2021, 7:00

Gdańsk Maraton 5.5 odbył się w formule innej niż zwykle. W czasie trzech dni blisko 600 zawodników mogło pokonać dystans 42 km i 195 m jednorazowo lub na raty, w dowolnym miejscu lub wyznaczonej trasie przy wsparciu pacemakerów. Biegacze nie byli klasyfikowani ani nagradzani za najlepszy czas. Wszyscy otrzymali ten sam zestaw upominków.



Imprezę zapowiadaliśmy w artykule i kalendarzu imprez.

Tegoroczny Gdańsk Maraton przyjął nietypową formę. Chętni pobiegli w formule hybrydowej, a do startu mogli przystąpić w dowolnej chwili w ciągu trzech dni. Natomiast szósta, tradycyjna edycja, która miała odbyć się 18 kwietnia, została przeniesiona na kolejny rok.

W zawodach udział wzięło blisko 600 osób. Wyniki i przebiegnięty dystans 42 km oraz 195 m weryfikowany był za pomocą aplikacji oraz urządzeń monitorujących czas i przebytą odległość. Można było ją pokonać jednorazowo lub na raty.

Biegacze tęsknią za wspólnym startem



Zdecydowano, że zawodnicy nie byli klasyfikowani ani nagradzani za najlepszy czas. Biegacze, którzy ukończyli Maraton w określonym terminie, otrzymali na mecie: medal, pamiątkową bawełnianą koszulkę finiszera oraz recovery bag - bawełnianą torbę zawierającą wodę, izotonik, banana i jabłko.

- Mój trzeci Maraton w Gdańsku z rekordem życiowym 3:27 z "kawałkiem". Jestem bardzo zadowolony. Wystartowałem o godz. 6:02. O tej porze biegam. Trenuję zazwyczaj przed pracą, więc to dla mnie normalna pora. Chciałem też uniknąć tłumów na alejkach, stania na światłach, a dodatkowo prognozy pogody były korzystne. Trasa była zaplanowana już wcześniej. Miałem plecaczek, jedzenie i picie, więc wszystko przygotowane. Brakowało wsparcia kibiców, chociaż mijałem ludzi w czerwonych strojach i innych uczestników, którzy dopingowali, i to było fajne - podsumował swoje osiągnięcie Filip Kisieliński.


Trasa nie była konkretnie wytyczona. Każdy startujący mógł pokonać dystans według własnego uznania. Uczestnicy mający numery startowe mogli skorzystać z punktów odżywczych umiejscowionych w kilku punktach miasta: przy Ergo Arenie, Operze Bałtyckiej, stadionie na Letnicy, Targu Węglowym oraz Hali Olivia. W tych punktach mieli do dyspozycji wodę, napoje izotoniczne, banany, można też było skorzystać z sanitariatów.

- Forma jest! Nie są to może takie miesięczne, wybiegane dystanse jak jeszcze rok temu, ale brak zawodów w tym okresie wpłynął na mniejszą motywację. Biegniemy na 4:30. Trasa jest piękna. Oczywiście będziemy też opowiadały naszej grupie o naszym pięknym Gdańsku. Jesteśmy lekarzami, psychologami, a na trasie też kolegami i dobrymi duszami. Cieszymy się, że możemy tu być wszyscy wspólnie i spędzić fajnie czas - opowiadały przed startem Ewa Kulczyk i Agnieszka Tomaszewska.

5. Gdańsk Maraton. Przeczytaj i zobacz relację z poprzedniej edycji



Na identycznych zasadach, w tym samym miejscu Gdański Ośrodek Sportu umożliwił wystartowanie w tradycyjnie towarzyszących Gdańsk Maratonowi imprezach: Biegu na Piątkę oraz Sztafecie Maratońskiej. Łączny dystans przebiegnięty przez członków sztafety musiał być równy co najmniej maratońskiemu, bez konkretnego podziału odległości do pokonania dla poszczególnych biegaczy.

Relacja z 5. edycji Gdańsk Maraton


Dla niektórych była to też okazja do poznania nowych miejsc.

- Wiedziałam, że jak pobiegnę na wybrany dystans z pacemakerem, to będę mogła zwiedzić Gdańsk, bo nie jestem stąd. Nie było obaw, że się gdzieś zgubię. Pogoda była fantastyczna, dodatkowo nasz pacemaker opowiadał o wszystkich rzeczach, które widzieliśmy po drodze. Przecudownie, za rok na pewno przyjadę tu na maraton, oby już w normalnych warunkach. W grupie zawsze się biegnie łatwiej. Cieszę się, że impreza się odbyła. Jestem ze Śląska, dwa lata temu wystartowałam tu pierwszy raz i obiecałam sobie, że będę tu wracać co rok, bo bieg jest świetnie zorganizowany, a trasa jest przepiękna - mówiła na mecie Daria Niewiadomska.
O tym, jak wyglądało prowadzenie takiej grupy, opowiedział Dariusz Kokiciński. Pacemakerzy wspierali na trasie zawodników w osiągnięciu ich celów.

- Czas jest bardziej męczący niż sam bieg i dystans. Można by było pokonać więcej kilometrów. Oczywiście pacemaker musi być przygotowany, to są lata treningów. Poza tym opowiadaniem różnych anegdot dotyczących dawnych biegów i mijanych miejsc odwraca się uwagę biegnących od zmęczenia. Powoduje, że te kilometry mijają szybciej. Potem zawsze jest zdziwienie: "o, już 15 kilometrów", "ooooo, już 30!". Dziś w mojej grupie było sporo osób z południa Polski: Katowice, Sosnowiec, więc wszystkie informacje dotyczące mijanych miejsc były dla nich bardzo interesujące - mówi jeden z pacemakerów.