Jacek Pałubicki przepłynął ponad 2 tys. km kajakiem. Zbiórka na Dom Samotnej Matki

20 września 2020, 7:00
Rafał Sumowski
Najnowszy artukuł na ten temat

Kim jest Ninja Warrior z Gdańska? Mateusz Skrodzki: Aktywność fizyczna daje radość

2044 km liczyła pętla, którą w pojedynkę przepłynął kajakiem Jacek Pałubicki. Student Uniwersytetu Gdańskiego trasę pokonał w 62 dni, zatrzymując się po drodze w celach krajoznawczych przy mniej oczywistych atrakcjach turystycznych, a wszystko relacjonował w mediach społecznościowych. Celem wyprawy była internetowa zbiórka na Dom Samotnej Matki w Gdańsku Matemblewie, dzięki której już udało się pozyskać ponad 7500 zł.



Zbiórka charytatywna na Dom Samotnej Matki w Gdańsku Matemblewie



Jacek Pałubicki urodził się w Gdyni, mieszka w Rumi, a na Uniwersytecie Gdańskim studiuje Prawo i kryminologię. 24-latek jest też okręgowym sędzią koszykarskim. Jego największą pasją jest podróżowanie. Ciekawość świata zaszczepił mu dziadek, z którym w dzieciństwie zwiedzał rozmaite zakamarki Gdyni. Jego pasja rozwinęła się w szkole, gdy nauczycielka namówiła go na udział w Ogólnopolskim Młodzieżowym Turnieju Turystyczno-Krajoznawczym.

- W moim życiu pojawiły się marsze na orientację, nauka rozpoznawania rozmaitych zwierząt i roślin aż wreszcie pasja do podróżowania. Preferuję samodzielne podróże, które mnie nie ograniczają. Są na tyle czasochłonne i wymagające, że trudno znaleźć drugiego takiego wariata - śmieje się Pałubicki.
Jacek na koncie ma m.in. podróż rowerową przez Polskę na dystansie 2,5 tys. km. Od 13 lipca do 12 września przepłynął natomiast kajakiem w pojedynkę licząca 2044 km pętlę uwzględniającą m.in. Noteć, Wartę i Wisłę. Startował z Brdy pod Bydgoszczą, a pętlę kończył w Tczewie. To najdłuższa tego typu podróż w historii na terenie naszego kraju.

- Najdłuższa w naszym kraju Wielka Pętla Wielkopolski liczy 600 km. To ponad trzykrotnie mniej niż trasa, którą zaplanowałem sam. Pokonałem ją w 62 dni, choć mógłbym to zrobić w 40. Płynąłem jednak bez większej "napinki", z przerwami na zwiedzanie, bo to była podróż krajoznawcza. Relacjonowałem ją za pośrednictwem mediów społecznościowych. Chciałem pokazać mniej oczywiste miejsca, i tak na przykład w Krakowie celem wizyty nie był Wawel czy Sukiennice, a Muzeum Lotnictwa Polskiego czy Pomnik psa Dżoka, który jest symbolem wierności - opowiada 24-latek.

Na otwartym nurcie - relacje z wypraw Jacka Pałubickiego



Pałubicki na przygotowania do wyprawy sam wydał ok. 5 tys. zł, ale mógł też liczyć na wsparcie sponsorów, m.in. firmy Aquarius z Żukowa. Nocował głównie pod namiotem, ale zdarzało się, że zatrzymywał się na plebaniach lub u życzliwych, napotkanych po drodze osób. O ile wzdłuż nurtu nie napotkał pobliskiego sklepu, żywił się głównie orzechami, suszonymi owocami i konserwami.

- Miałem ze sobą także filtr turystyczny do wody. Niestety, nie filtruje on zanieczyszczeń chemicznych, więc nie wszędzie była taka możliwość. Niektóre odcinki były tak zanieczyszczone, że ludzie dziwili się, iż w ogóle się nimi przeprawiam. Zdarzyło mi się także zamówić pizzę, na przykład pod najbliższy most - opowiada Jacek.
Wyprawa miała cel charytatywny. Podróżnik zbiera środki na rzecz remontu Domu Samotnej Matki w Gdańsku Matemblewie. W sumie potrzeba na ten cel ok. 100 tys. zł. Jacek zaczynał zbiórkę od celu 3 tys. zł, ale już teraz w internetowej zbiórce widnieje ponad 7,5 tys. zł. Pieniądze będzie można wpłacać przynajmniej do końca września.

- To moje przesłanie, forma własnej ekspresji dotyczącej dyskusji o aborcji. Jestem katolikiem i ochrona życia jest dla mnie bardzo ważna, a jednocześnie patrzę na to prawniczym okiem. Widzę tu kolizję pomiędzy wartością życia oraz wolnością. Chcę je godzić, a nie konfrontować. Aborcja to ostateczność, ale czasami może być koniecznością. Najlepszą formą eliminowania problemu jest wspieranie życia już narodzonego. Jeśli kobieta, która waha się czy utrzymać ciążę zobaczy, że może liczyć na pomoc nawet w traumatycznej sytuacji, jest większa szansa, że jej dziecko przyjdzie na świat. Jednocześnie wpadłem na pomysł, aby wiosło, które służyło mi podczas wyprawy, przekazać na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Trafi tam, gdyż chcę pokazać, że można wspierać zarówno inicjatywy fundacji Caritas, która opiekuje się Domem Samotnej Matki, jak i WOŚP. Zupełnie nie rozumiem dlaczego wiele osób stara się konfrontować te fundacje, skoro obie robią wiele dobrego - wyjaśnia Pałubicki.

Zbiórka charytatywna na Domu Samotnej Matki w Gdańsku Matemblewie



Przygotowania do wyprawy utrudniła mu nieco pandemia. Zamknięte baseny i siłownie sprawiły, że trzeba było ćwiczyć w plenerze lub w domu. Forma była potrzebna nie tylko do przeprawy przez wodę. Czasami kajak trzeba było przenosić wzdłuż koryta, gdy woda była zbyt płytka. Najdłuższy taki kurs wyniósł Jacka aż 17 km. Co ciekawe, istotną część treningu stanowiło... przyzwyczajanie się do słońca.

- Nie jestem osobą, która przepada za wystawianiem się na promienie słoneczne, a podczas wyprawy byłem na to skazany. Musiałem stopniowo przyzwyczajać swoje ciało do ekspozycji, gdyż w innym wypadku mógłbym nabawić się udaru - wyjaśnia Pałubicki, którego wyprawę zdalnie wspierał kolega Mateusz Bińkowski.
Jacek podkreśla, że rower czy kajak to dla niego jedynie środki lokomocji. Największą satysfakcję daje mu po prostu turystyka krajoznawcza i poznawanie nowych miejsc.

- Hotelowa turystyka nigdy mnie nie interesowała. Przemierzanie kilometrów za pomocą własnych mięśni daje ogromną satysfakcję. Mam za sobą wyprawy rowerem i kajakiem - kto wie, może następną zaplanuję pieszo lub hulajnogą? - zastanawia się Pałubicki.