Ninja Warrior Polska. Policjanci z Trójmiasta obalają stereotypy

14 września 2021, 22:10
Rafał Sumowski
Katarzyna Warkoczyńska i Kamil Jurewicz na co dzień wspólnie dbają o bezpieczeństwo na trójmiejskich ulicach. W programie Ninja Warrior Polska chcieli się sprawdzić, a przy okazji obalić stereotypy związane z policjantami. Więcej zdjęć (15)

Katarzyna Warkoczyńska i Kamil Jurewicz na co dzień wspólnie dbają o bezpieczeństwo na trójmiejskich ulicach. W programie Ninja Warrior Polska chcieli się sprawdzić, a przy okazji obalić stereotypy związane z policjantami.

fot. archiwum prywatne

Katarzyna Warkoczyńska i Kamil Jurewicz na co dzień wspólnie dbają o bezpieczeństwo na trójmiejskich ulicach. W programie Ninja Warrior Polska chcieli się sprawdzić, a przy okazji obalić stereotypy związane z policjantami.

fot. archiwum prywatne

Policyjni ninja. Tak mogą mówić o sobie Katarzyna Warkoczyńska i Kamil Jurewicz. Na co dzień są funkcjonariuszami w ogniwie patrolowo-interwencyjnym w Trójmieście. We wtorek, 14 września można było ich oglądać w telewizyjnym programie Ninja Warrior Polska. Pomysł na start zrodził się po tym, gdy Jurewicz wspiął się na trzecie piętro, by powstrzymać samobójcę. - Ludzie myślą, że tylko jeździmy radiowozem i wystawiamy mandaty za przejście na czerwonym świetle, a wcale tak nie jest - mówi Warkoczyńska, polemizując ze stereotypami związanymi z pracą policjanta.



Ninja Warrior Polska. Reprezentanci Trójmiasta walczyli w finale drugiej edycji



Katarzyna Warkoczyńska i Kamil Jurewicz byli jednymi z bohaterów trzeciego odcinka czwartego sezonu Ninja Warrior Polska. 32-letnia, pochodząca z Mazur, mieszkanka Gdańska i 30-letni gdynianin, do programu zgłosili się wspólnie jako partnerzy z pracy. Na co dzień służą wspólnie w Policji jako funkcjonariusze w ogniwie patrolowo-interwencyjnym jednego z trójmiejskich komisariatów.

W nagrywanym kilka miesięcy temu, ale wyemitowanym 14 września odcinku, nie zdołali awansować do finału. W rywalizacji polegającej na pokonaniu toru z przeszkodami, musieli przełknąć gorycz odpadnięcia z dalszej rywalizacji.

- Przed nagraniami intensywnie się przygotowywałem. Próbowałem sprawdzić się na możliwie największej ilości przeszkód, jakie dotychczas pojawiały się w programie i z każdą sobie radziłem. No i niestety w dniu nagrań poznaliśmy nowy tor. I przeszkodę, której się nie spodziewałem tzw. "dancing Stones", kompletnie nie wiedziałem jak do niej podejść. I niestety właśnie na tym elemencie poległem. Nie miałem z nią wcześniej do czynienia. Pozostał ogromny niedosyt, ponieważ czułem, że gdybym przeszedł te "grzybki" to resztę toru bez problemu bym ukończył. Jednak i tak jestem z siebie zadowolony. A teraz wiem nad czym muszę popracować i kto wie, może jeszcze wrócę na najtrudniejszy tor świata - mówi Jurewicz.

Jan Tatarowicz z Gdańska rekordzistą toru Ninja Warrior Polska w trzeciej edycji



- Tor na żywo robi piorunujące wrażenie. Jest ogromny i te odległości między przeszkodami... W telewizji wszystko wydaje się łatwiejsze i mniejsze. Każdy z uczestników zapoznaje się z torem przed samym startem. Nikt ze startujących nie widział wcześniej przeszkód i nie może dokonać próbnego przejścia. To jest ogromną trudnością, bo nie ma miejsca na pomyłkę. Nie ma drugiej szansy. Wielu uczestników mówi, że często pierwsza przeszkoda jest najtrudniejsza, bo jest stres przed startem, napięcie, dochodzi publiczność, kamery i ta cisza. Niestety mi nie poszło tak jak chciałam, wiedziałam na co mnie stać, a zabrakło trochę szczęścia, trochę umiejętności. Mimo że nagrania były kręcone kilka miesięcy temu, do dziś czuję niedosyt i złość. Natura sportowca, umiem przegrywać, ale nie lubię jak przegrywam przez własny błąd. Jeżeli ktoś pyta co poszło nie tak, odpowiadam, że mam dziurę w głowie, to wszystko działo się tak szybko... - wspomina Warkoczyńska.
Kamil Jurewicz, Katarzyna Warkoczyńska i prowadząca Karolina Gilon w programie Ninja Warrior Polska. Więcej zdjęć (15)

Kamil Jurewicz, Katarzyna Warkoczyńska i prowadząca Karolina Gilon w programie Ninja Warrior Polska.

fot. Polsat/Maciej Piórko

Kamil Jurewicz, Katarzyna Warkoczyńska i prowadząca Karolina Gilon w programie Ninja Warrior Polska.

fot. Polsat/Maciej Piórko

Skąd pomysł na zgłoszenie się do programu, w którym trzeba wykazać się nadzwyczajnym refleksem, zwinnością, siłą i koncentracją?

- Zgłoszenie było pełnym "spontanem". Od najmłodszych lat uwielbiałem się wspinać i wyznaczać sobie nowe, coraz trudniejsze wyzwania. Nawet w służbie zdarzały się takie interwencje kiedy musiałem np. wskoczyć do płonącego domu i przez okno wyciągnąć nieprzytomną osobę. Kiedy Kasia wpadła na pomysł udziału w programie, to ja bez wahania zgodziłem się. Dopiero jak już okazało się, że dostaliśmy zaproszenie na casting, poczułem pierwszy stres - twierdzi Jurewicz.

Gdański wuefista w Ninja Warrior Polska - przeczytaj o pierwszej edycji



- Bardzo lubię oglądać programy sportowe, w tym Ninja Warrior. Podczas jednej z interwencji w pracy, kiedy trzeba było natychmiast wejść do jednego z mieszkań, Kamil zaczął wspinać się po balkonach na trzecie piętro, żeby szybko udzielić pomocy osobie chcącej popełnić samobójstwo. Kiedy interwencja skończyła się i opadły emocje, powiedziałam do niego, że jest niezłym wariatem i że powinien zgłosić się do programu Ninja Warrior. Kamil uśmiechnął się i odpowiedział "ok, ale idziemy tam razem" - dodaje Warkoczyńska, która w patrolu partneruje mu od dwóch lat.
Policyjny duet rozumie się bez słów. Katarzyna i Kamil niejednokrotnie powierzali swoje zdrowie, a nawet życie w ręce drugiego. Ich występ w programie miał też służyć próbie obalania stereotypów związanych z funkcjonariuszami Policji. Zwłaszcza tych, którzy jak oni pracują na pierwszej linii i przy zgłoszeniach są pierwsi na miejscach zdarzenia.

- Sprawność fizyczna w naszej pracy to podstawa. Ludzie myślą, że tylko jeździmy radiowozem i wystawiamy mandaty za przejście na czerwonym świetle czy picie alkoholu w miejscu publicznym, a wcale tak nie jest. Zdarzają się sytuacje, w których obciążeni sprzętem musimy za kimś ruszyć w pościg, używamy też siły fizycznej wobec agresywnych osób. Kilka miesięcy temu miałam śmieszną sytuację. Kiedy podchodziłam do młodego mężczyzny, ten naglę się zerwał i zaczął uciekać. Oczywiście ruszyłam za nim. Po ok. 800 m chłopak stanął i zaczął wołać "poddaję się". Znajomi i rodzina bardzo się ucieszyli z mojego zgłoszenia do Ninja Warrior Polska. Wiedzą, że jestem aktywna i nie boję się wyzwań. Koledzy z pracy byli bardzo zdziwieni, ale raczej z faktu, że naszej dwójce udało się przejść wszystkie etapy castingu i dostać się do tak popularnego programu. Teraz śmieją się, że mają "na rejonie" dwóch ninjów i nic nie jest im straszne - mówi Warkoczyńska.

Od skoków między garażami do Ninja Warrior



Opinie wybrane


wszystkie opinie (65)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.