Przepłynie Wisłę kajakiem. 1 tys. km zimą dla chorego żołnierza

26 lutego 2021, 7:00
Rafał Sumowski
Podczas poprzedniej charytatywnej wyprawy Szymon Machnowski pokonał 300 km. Teraz trasa będzie ponad trzykrotnie dłuższa i do tego do pokonania zimą. Więcej zdjęć (1)

Podczas poprzedniej charytatywnej wyprawy Szymon Machnowski pokonał 300 km. Teraz trasa będzie ponad trzykrotnie dłuższa i do tego do pokonania zimą.

fot. archiwum prywatne Szymona Machnowskiego

Podczas poprzedniej charytatywnej wyprawy Szymon Machnowski pokonał 300 km. Teraz trasa będzie ponad trzykrotnie dłuższa i do tego do pokonania zimą.

fot. archiwum prywatne Szymona Machnowskiego

Samotna zimowa wyprawa kajakiem przez Wisłę na dystansie 1 tys. km z Goczałkowic do Wisłoujścia. To wyzwanie, które postawił przed sobą Szymon Machnowski. Gdyński żołnierz swoim wyczynem zamierza nagłośnić zbiórkę charytatywna na rzecz kolegi ze służby. Swoją podróż rozpocznie 28 lutego.



Imprezy dla aktywnych - weekend 27-28.02.2021



Szymon Machnowski jest absolwentem Szkoły Podoficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie, obecnie pełni służbę w 43. Bazie Lotnictwa Morskiego w Gdyni-Babich Dołach, gdzie jest kontrolerem ruchu lotniczego. Gdynianin jest też zapalonym kajakarzem. W maju ubiegłego roku przepłynął 300 km, aby promować zbiórkę charytatywną na rzecz chorego synka swoich przyjaciół, 3-letniego Emilka.

Szymon Machnowski przepłynął kajakiem 300 km dla chorego Emilka



Teraz gdynianin planuje samotnie pokonać Wisłą aż 1 tys. km i zachęcić do wsparcia zbiórki na rzecz kolegi ze służby - Sławka, który przechodzi rehabilitację po udarze mózgu. Na ten cel potrzeba 280 tys. zł.

- Jest duże prawdopodobieństwo, że zostanę drugą osobą po podróżniku Marku Kamińskim, która zimą samotnie przepłynie Wisłę kajakiem. O innym przypadku nie słyszałem. Zresztą książka "Wisła 1047 tajemnic", w której zrelacjonował wyprawę, była dla mnie bardzo pomocna i rozwiała dużo wątpliwości - mówi Machnowski.
Żołnierz w dniach 28.02.-24.03. zamierza pokonać liczącą 1 tys. km trasę z Goczałkowic do Wisłoujścia. Swoją wyprawę zacznie o tydzień wcześniej, niż robił to Kamiński. Przez ostatnie tygodnie Machnowski pilnie studiował długofalowe prognozy pogody. Na szczęście zima zaczęła odpuszczać.



- Kluczowe jest to, aby Wisła nie była zamarznięta. Największe obawy budzi zbiornik włocławski za Płockiem. Tworzą się kry lodowe, a tam Wisła jest najszersza. Na szczęście lodołamacze mocno pracują, pogoda zaczyna sprzyjać, a ja powinienem dotrzeć tam 18 marca. W ogóle nie biorę pod uwagę, że miałbym odwołać wyprawę. W najgorszym wypadku przewiozę kajak około 40 km. Pochodzę z Włocławka, więc mogę tam liczyć na pomoc rodziny i znajomych - mówi Szymon.
Gdynianin noce będzie spędzał na łachach piachu pośrodku Wisły lub na jej trawiastych brzegach. Ekspedycyjny namiot pożyczyła mu firma Fjord Nansen wspierająca jego inicjatywę. Dwa, góra trzy noclegi Machnowski planuje w domach u przyjaciół blisko Wisły, u których będzie mógł się wykąpać i naładować powerbanki. Po drodze będzie też pięć śluz i gdyby któreś były nieczynne, kajakarz będzie zaopatrzony w wózek do przenosek swojego środku lokomocji.

Zwykli, niezwykli. Poznaj osoby z Trójmiasta, które po godzinach realizują sportowe pasje w różnych dyscyplinach



- Niestety Wisła nie jest na tyle czysta, aby się spokojnie w niej wykąpać, zwłaszcza na odcinkach warszawskich. Ogólnie tym razem biorę mniej rzeczy niż na ubiegłoroczną wyprawę. Na pewno wezmę dużo mniej ubrań. Nie będę brał też zbyt wiele jedzenia, gdyż wzdłuż trasy będę miał możliwość zrobienia zakupów - wyjaśnia bohater wyprawy.
Ważną częścią jego ekwipunku będzie tzw. "Suchar", czyli skafander pożyczony od gdyńskich strażaków.

- Skorzystam z niego, gdy będzie naprawdę zimno. W razie wpadnięcia do wody, pozostanę w nim suchy. Wisła jest mi dobrze znana i wątpię, aby coś mnie zaskoczyło, ale na wszystko trzeba być przygotowanym - tłumaczy Machnowski.
Jak podkreśla, w przygotowaniach do wyprawy najwięcej pracy czekało go przy samym planowaniu, pozyskiwaniu partnerów oraz nagłaśnianiu akcji, aby odbiła się możliwie najszerszym echem.

- Jeżeli masz kajak i wiosło, to nie jest droga wyprawa. Odpadł mi transport kajaka, gdyż udało się znaleźć taki, jakiego potrzebuję bezpośrednio w Goczałkowicach. W ramach przygotowań przyjmowałem dużo witamin i musiałem wzmocnić ramiona i barki, zwłaszcza po lewej stronie. Jestem praworęczny i przy poprzedniej wyprawie wyraźnie to odczułem, że lewa strona jest słabsza. Zaplanowałem też, aby nie przekraczać 50 km dziennie. Będę pokonywał nieco mniejsze odcinki, ale tym razem bez potrzeby stosowania środków przeciwbólowych - zaznacza gdynianin.