Siłownie i kluby fitness wznowiły działalność

7 czerwca 2020, 7:00
Rafał Borowski
Zobacz, jak wygląda korzystanie z obiektów sportowych po ich ponownym otwarciu

Ograniczona liczba osób ćwiczących, zachowanie między nimi odpowiedniego odstępu oraz częsta dezynfekcja sprzętu i pomieszczeń. Oto główne wytyczne, do których musieli zastosować się właściciele siłowni, klubów fitness czy basenów, które zostały ponownie otwarte w sobotę 6 czerwca. Pierwszego dnia tłumów nie było, ale sale treningowe nie świeciły pustkami.



Zgodnie z zapowiedziami rządu w sobotę, 6 czerwca, wszedł w życie IV etap tzw. odmrażania gospodarki, czyli znoszenia obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa. Objął on m.in. zamknięte dotychczas obiekty sportowe: siłownie, kluby fitness, baseny, parki rozrywki i sale zabaw.

Właściciele wspomnianych obiektów mogli je ponownie otworzyć, jednak pod warunkiem zachowania ściśle określonych wytycznych, opracowanych przez Ministerstwo Rozwoju we współpracy z Głównym Inspektorem Sanitarnym i Ministerstwem Zdrowia.

Jakie zmiany wprowadzono?



Z listą wytycznych można w całości zapoznać się na stronie www.gov.pl. Warto podkreślić, że upoważnia ona personel do wyproszenia klientów, którzy w rażący sposób naruszają zasady bezpieczeństwa. Najważniejsze z nich, na które muszą przygotować się bywalcy obiektów sportowych to:


  • ograniczenie liczby klientów do 1 osoby na 10 m kw. i utrzymanie między nimi odległości przynajmniej 2 m
  • rozstawienie sprzętów do ćwiczeń w odległości przynajmniej 1,5 m od siebie
  • dezynfekcja każdego sprzętu po zakończonym ćwiczeniu przez klienta
  • dezynfekcja minimum raz na godzinę często dotykanych powierzchni, np. toalet, blatów, klamek, poręczy
  • udostępnienie klientom dozowników z płynem do dezynfekcji rąk przy wejściu na teren obiektu, przy wyjściu z toalet oraz każdej sali do ćwiczeń
  • zapewnienie preparatu do dezynfekcji przy każdej strefie treningowej w zasięgu wzroku

W sobotę szturmu nie było



W sobotę na siłowniach i w klubach fitness w Trójmieście tłumów nie było. Zresztą, jak wynika z powyższej listy, być nie mogło. Z drugiej strony, ponownie uruchomione obiekty nie świeciły pustkami. Już w chwilę po otwarciu drzwi, na salach treningowych pojawili się pierwsi goście. Tak również było w parku trampolin JumpCity przy ul. Wendy 7/9Mapka w Gdyni, dokąd wybraliśmy się z kamerą.

- Pojawili się już pierwsi klienci, z czego bardzo się cieszymy. Nie mamy pełnego obłożenia obiektu, ale zdajemy sobie sprawę, że rozruch po trzech miesiącach zamknięcia musi trochę potrwać. Mamy nadzieję, że sezon turystyczny i bariera na wyjazdy zagraniczne spowoduje, że będziemy mogli udostępnić naszą atrakcję nie tylko mieszkańcom, ale i turystom. Pierwsze dwa tygodnie po zamknięciu były bardzo trudne. Robiliśmy, co mogliśmy, żeby nie zatracić tego, co wypracowaliśmy przez ostatnie siedem lat. Udało się przetrwać, choć musiało dojść do redukcji etatów. Jednak mamy nadzieję, że to okres przejściowy i niebawem wrócimy do normalnego tempa pracy - komentuje Maciej Leśniak, właściciel gdyńskiego JumpCity.

Mieszane odczucia bywalców



Wśród osób, które odwiedziły siłownie czy kluby fitness już w sobotę dominowali oczywiście ci, którzy wiadomość o ponownym otwarciu przyjęli z ogromnym entuzjazmem. W pełni rozumieją oni konieczność wprowadzenia różnego rodzaju obostrzeń, ale nie ukrywają, że podchodzą do zagrożenia zakażeniem koronawirusem z przymrużeniem oka.

- Po prostu nie mogłem się już doczekać, żeby z powrotem móc pójść poćwiczyć. Dotychczas regularnie korzystałem z tego typu obiektów. Ćwiczenie samemu w domu szybko mi się znudziło, bo nie daje takich możliwości, jak na sali treningowej. Nie boję się zakażenia. Wszędzie stoją pojemniki z płynem dezynfekującym, a ludzi jest mniej. Poza tym chyba nie mamy takich dylematów, jak chodzimy na zakupy czy do knajpy. Moim zdaniem, przynajmniej przez jakiś czas, na siłownie będą chodzić tylko te osoby, które naprawdę przychodziły poćwiczyć, a nie tylko "pokazać się" - mówi pan Marcin.
Choć w mniejszości, w sobotę pojawiły się również osoby, którym wcale niełatwo było podjąć decyzję o skorzystaniu z kolejnego etapu poluzowania restrykcji.

- Nie będę ukrywać. Dla mnie to jeszcze za wcześnie, żeby chodzić na siłownię. Przyszłam poćwiczyć tylko dlatego, że usilnie namawiała mnie na to moja przyjaciółka i nie umiałam jej odmówić. Dobrze, że wprowadzono te wszystkie obostrzenia, ale nie daje mi spokoju myśl, że przecież pandemia się nie skończyła, a liczba chorych nadal wzrasta. Wszędzie powtarzano, że to w skupiskach ludzi jesteśmy najbardziej narażeni na koronawirusa. Gdyby to zależało tylko ode mnie, to jeszcze bym się wstrzymała z wizytą. Do czasu, aż krzywa zachorowań zacznie spadać - kwituje pani Marta.
Czy zamierzasz skorzystać z ponownie otwartych obiektów sportowych?
51%

tak, lada dzień odwiedzę siłownię czy basen

22%

tak, ale nie od razu, wstrzymam się z wizytą na jakiś czas

27%

nie, obawiam się zakażenia koronawirusem

zakończona

łącznie głosów: 525