W tym biegu najpierw spalasz kalorie, a potem... jesz pączki

20 lutego 2020, 21:50
Michał Jelionek

To już niemal tradycja, że w tłusty czwartek w parku Reagana biega się po... pączka. W trzeciej edycji tego nieszablonowego wydarzenia wzięło udział ponad 400 odzianych w latarki czołowe uczestników. Na mecie - oprócz pamiątkowego medalu - na łasuchów czekały pięknie wypieczone, lukrowane, wypełnione słodkim nadzieniem pączki. Bieg wygrał Marcin Kulczyk, który pokonał trasę w 12 minut i 9 sekund.




Co zrobić, żeby w tłusty czwartek z czystym sumieniem zjeść pączka? Wziąć udział w... biegu po pączka. Właśnie z takiego założenia wyszło 438 uczestników trzeciej edycji nietypowego biegu, którzy w czwartkowy wieczór mierzyli się na dystansie 3,5 km.

Po minięciu linii mety nagrody były dwie - pamiątkowy medal i kaloryczny pączek dla każdego biegacza. Dystans biegu nie był przypadkowy, bo według niektórych teorii właśnie tyle trzeba przebiec, aby spalić kalorie zawarte w jednym pączku. Przyznajcie, to niezbyt pocieszający fakt.

Małżeński dublet



Wieczorny bieg wygrał Marcin Kulczyk, który 3,5-kilometrową trasę pokonał w czasie 12 minut i 9 sekund. Drugie miejsce, ze stratą zaledwie 6 sekund do zwycięzcy, zajął Artur Kluczyk (12:15), a jako trzeci linię mety przeciął Sebastien Millette (12:23). Co ciekawe, najwyżej sklasyfikowaną kobietą w biegu po pączka była... żona Marcina Kulczyka - Ewa (14:05). Najszybsza z biegaczek zajęła 13. miejsce.

Ile pączków zjadłe(a)ś w tłusty czwartek?
18%

żadnego

15%

jednego

18%

dwa

17%

trzy

13%

cztery

15%

pięć

4%

nie wiem, nie liczyłe(a)m

zakończona

łącznie głosów: 191