Na swoim. Human, tech, team i fair play, czyli branża IT według "Jitowców"

31 maja 2020, 10:00
Wioletta Kakowska-Mehring

O tym, że firmy nie buduje się na grze z klientem, tylko na solidnej długoterminowej relacji, że najlepszy zespół, to nie zespół złożony z samych gwiazd, a także o tym, że "premium" w IT, to między innymi wysokie kompetencje pracowników rozmawiamy z Mariuszem Bessmanem i Bartoszem Cieślińskim właścicielami Jit Team, firmy z branży IT. W poprzednim odcinku "Jak to jest na swoim" rozmawialiśmy z Jarosławem Falkowskim, właścicielem firmy Prosta Forma Kwiaty i sieci kFiaciarnia.



"Na swoim" od zawsze, czy mają panowie za sobą epizod w korporacji?

Mariusz Bessman: - Nie od razu "na swoim", po drodze były polskie korporacje. Dojrzewaliśmy do bycia "na swoim". Poznaliśmy się jeszcze na studiach, na Politechnice Gdańskiej na ETI. Później razem pracowaliśmy, najpierw przez rok w Prokomie, a później w Computerlandzie. Tam przepracowaliśmy blisko dziesięć lat, obserwując jak się prowadzi firmę zorientowaną w głównej mierze na realizację krótkoterminowych celów.
W pewnym momencie przestało się to nam podobać. Pomyśleliśmy, że może nadszedł czas abyśmy stworzyli coś sami.

Bartosz Cieśliński: - W którymś momencie zaczęło nam to przeszkadzać, bo zupełnie inaczej wyobrażaliśmy sobie prowadzenie takiej firmy.

Czyli jak?

MB: - Dla nas było to myślenie do pierwszego zakrętu, taktyka wstawiania nogi w drzwi. My zawsze patrzyliśmy na firmę w perspektywie długoterminowej. Pod koniec naszej pracy na etatach prowadziliśmy naprawdę bardzo poważne projekty, głównie dla sektora telekomunikacyjnego. Zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego relacje między klientem a dostawcą usług IT oparte były często na fikcji, a współpraca polegała na pewnego rodzaju grze. W pewnym momencie przestało się to nam podobać. Pomyśleliśmy, że może nadszedł czas abyśmy stworzyli coś sami. Chcieliśmy uruchomić firmę, która będzie osadzona na prawych fundamentach. Bardzo zależało nam na tym, żeby ta firma oprócz tego, że będzie uczciwie współpracować z klientami, będzie również oferowała usługi klasy premium.

BC: - Chodziło o zbudowanie długofalowych relacji z klientami. Relacji opartych na szczerości i transparentności. Do tego miało to być po prostu fajne miejsce pracy. Takie miejsce, w którym sami zawsze chcielibyśmy pracować. To było dziesięć lat temu. W tym roku we wrześniu obchodzimy jubileusz.

Odeszli panowie z dnia na dzień, czy szykowali się do tego?

BC: - Nie odbyło się to nagle, to dojrzewało w nas. Tym bardziej, że Computerland przez kilka lat był naprawdę fajnym miejscem pracy. Dopiero po połączeniu z jedną z poznańskich firm, czyli przekształceniu się w Sygnity, poczuliśmy, że nie jest to już miejsce dla nas. Ta nowa formuła już nam nie odpowiadała. Dlatego zdecydowaliśmy się odejść, ale już nie do innej firmy, tylko "na swoje". Usiedliśmy i przygotowaliśmy listę kontaktów do firm, które mogą potrzebować naszych usług, do osób decyzyjnych, z którymi dobrze nam się pracowało przez te lata. Bardzo szybko okazało się jednak, że kontakty z naszej listy nic nie dały. Zauważyliśmy, że dużo łatwiej było nam rozmawiać z osobami, z którymi nie mieliśmy bagażu relacji. Te świeże, nowe kontakty były owocne, a te stare z listy nie wypaliły. Zawsze podkreślamy, że nie udałoby się nam, gdyby nie Nordea. Mieliśmy trochę szczęścia, ale nie będę też przesadnie skromny i przyznam, że wykorzystaliśmy naszą szansę. Po prostu bardzo dobrze zrobiliśmy dla Nordea nieduży projekt, który przyniósł spektakularne i szybkie efekty.
Od początku wiedzieliśmy, że nie możemy zbyt szybko rosnąć, a tym bardziej ponad miarę, bo mielibyśmy problem z utrzymaniem jakości, na której tak nam zależało.

MB: - Wstrzeliliśmy się w potrzebę, którą miała Nordea. Oczywiście nie mielibyśmy takiej szansy, gdyby nie otwarci, świetni ludzie z Nordei, którzy nam zaufali. W trzy tygodnie wdrożyliśmy optymalizacje, które rozładowały awaryjną sytuację. Bank Nordea miał pilną potrzebę, a my mieliśmy receptę. Dziś wśród naszych stałych klientów z lokalnego rynku oprócz Nordei, jest chociażby LPP, Randstad, Jeppesen czy DNV-GL.

Gdybyście wówczas wiedzieli, że ta lista z kontaktami się nie sprawdzi, to i tak podjęlibyście ryzyko? W końcu etat w IT dawał dużą strefę komfortu.

BC: - Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy będąc już "na swoim". Pewnie ciężko byłoby nam podjąć taką decyzję. To wymagało pewnej odwagi. Jednak uważam, że warto było ją podjąć. Po tym trzytygodniowym projekcie dla Nordei, zapytano nas, czy chcielibyśmy dalej współpracować. Tak się zaczęła nasza docelowa działalność, czyli budowanie dedykowanych zespołów dla klientów i produkcja oprogramowania pod klucz.

Jak duża dziś jest firma?

MB: - Dziś pracuje z nami ponad 300 osób. Rośniemy organicznie. Staramy się rozsądnie reinwestować, bo jak się tego nie robi to firma się nie rozwija, ale robimy to spokojnie i systematycznie. Nam nie zależy na szybkich, krótkoterminowych sukcesach, my patrzymy na firmę w perspektywie wieloletniej. Od początku wiedzieliśmy, że nie możemy zbyt szybko rosnąć, a tym bardziej ponad miarę, bo mielibyśmy problem z utrzymaniem jakości, na której tak nam zależało. Przez pierwsze lata inwestowaliśmy własne oszczędności, a pierwsze wynagrodzenie wypłaciliśmy sobie dopiero po ponad roku funkcjonowania firmy.

BC: - Niestety, banki przez pierwsze dwa lata nie traktowały nas poważnie. Nie mogliśmy liczyć na jakąkolwiek linię kredytową. Nawet nie interesowało ich to, czym się zajmujemy, że działamy w przyszłościowej branży. Byliśmy nowi w biznesie i to wystarczyło, aby nas skreślić.

Zbudowanie tak licznego zespołu w branży IT, chyba nie należy do łatwych zadań?
U nas nigdy pracownicy działu sprzedaży nie podejmowali decyzji o tym jakie osoby będą delegowane do projektu. To nas wyróżnia.

BC: - Nie ma się co oszukiwać, wynagrodzenie to najczęściej główny czynnik, którymi kierują się pracownicy nie tylko w IT. Możemy sobie próbować wmawiać, że atrakcyjność zadań, że atmosfera. Jeśli pieniądze się nie zgadzają, to nie pomoże ani świetna atmosfera, ani brak nudy w pracy. Dopiero drugim w kolejności czynnikiem jest atrakcyjność projektu. Kolejna sprawa to różnorodność i szanse rozwoju. Tu też mamy przewagę, bo mamy klientów z różnych branż, różne technologie. Jak po jakimś czasie pracownik potrzebuje nowych wyzwań, to może zmienić technologię albo zmienić specjalizację, czyli na przykład z testera stać się analitykiem, albo z programisty liderem zespołu. Właśnie ze względu na różnorodność celujemy teraz w klientów z zagranicy. Wówczas nie musimy konkurować z żadną inną firmą z Trójmiasta. Do tego mamy ciekawe i wyjątkowe projekty dla naszych pracowników. Dlatego już od dawna działamy na rynku skandynawskim, a także pracujemy dla klientów z Grecji, Belgii czy Holandii.

MB: - Od początku zdecydowaliśmy, że stawiamy na najwyższą jakość. Wiedzieliśmy, że nasi klienci będą w stanie zapłacić większe pieniądze za wysoką jakość serwowanych usług. Dlatego celowaliśmy w dwa profile pracowników. Eksperci, czyli senior IT specjaliści oraz młodzi absolwenci z potencjałem na bardzo szybki wzrost kompetencji. Dla tych młodych seniorzy są mentorami, a seniorom ta dobrze zapowiadająca się młodzież, gwarantuje świeże podejście. To nie jest tak, że najlepszy zespół, to zespół złożony z samych gwiazd. Tak nie jest ani w sporcie, ani w IT, ani w żadnej innej branży. Przez te lata nauczyliśmy się budować zespoły składające się z osób o różnym poziomie wiedzy z ogromnym potencjałem twórczym, które pracują najefektywniej.

Trzy lata temu otworzyliśmy też oddział w Warszawie. Nie ze względu na nowych klientów, ale właśnie z powodu potencjalnych pracowników.

BC: - Dlatego zawsze mieliśmy rygorystyczny proces rekrutacji, każdy kandydat jest weryfikowany nie tylko pod kątem osobowości czy znajomości języków obcych, ale przede wszystkim od strony technicznej. Uważamy, że nie byłoby uczciwym względem naszych klientów delegować pracownika do projektu, o którym wiemy, że jego kompetencje są niewystarczające do realizacji tego, czego potrzebuje klient. Bo to premium, to między innymi wysokie kompetencje naszych pracowników. U nas nigdy pracownicy działu sprzedaży nie podejmowali decyzji o tym jakie osoby będą delegowane do projektu. To nas wyróżnia.

MB: - Chcąc być uczciwym wobec naszych klientów, mamy taką zasadę, że jak nie jesteśmy pewni, czy damy radę sprostać wymaganiom klienta, to otwarcie o tym mówimy i nie podejmujemy się ich realizacji. Klienci to doceniają. Szanują takie podejście i po czasie wracają z kolejnymi projektami. Taka długofalowa strategia naprawdę się opłaca.

BC: - Tak samo jak nie podejmujemy się projektów, w których decydująca jest cena, bo presja ceny, może obniżyć jakość. Stąd kolejna nasza zasada, czyli unikanie realizacji projektów w sektorze publicznym, bo tam się głównie wygrywa ceną. My nie wygrywamy ceną, nie chcemy.

MB: - Klienci doceniają tę naszą otwartość i uczciwość. Dlatego przez wiele lat nie mieliśmy działu sprzedaży. Sprzedaż była oparta na rekomendacjach. Zadowoleni klienci polecają nas kolejnym. Dziś mamy taki dział, ale wymusiła to skala naszego przedsięwzięcia.

A kadra to pewnie z Politechniki Gdańskiej?

BC: - Tak, ale nie tylko. Pracujemy również z absolwentami Uniwersytetu Gdańskiego i innych uczelni. Trójmiasto jest atrakcyjnym miejscem do życia i pracy, dlatego pracują z nami osoby z różnych regionów kraju. Od kilku lat pracujemy też z osobami, które nie są z wykształcenia informatykami. Sami je szkolimy i wdrażamy. Trzy lata temu otworzyliśmy też oddział w Warszawie. Nie ze względu na nowych klientów, ale właśnie z powodu potencjalnych pracowników. Dzięki temu możemy dotrzeć do kandydatów o innych kompetencjach niż w Trójmieście.

W branży IT popularna jest współpraca z uczelniami. Takie włączenie się w proces edukacji ma sens?
Nie mniej jednak większość osób w naszej branży to ludzie otwarci, nawiązujący szybko kontakty, które błyskawicznie łamią bariery pomiędzy "biznesem" i IT. Takie są dziś wymogi.

MB: - Tak. Współpracujemy zarówno z Politechniką Gdańską, jak również z Uniwersytetem Gdańskim. W obecnym semestrze prowadzimy w całości jeden z przedmiotów na kierunku Informatyka Praktyczna na Uniwersytecie Gdańskim. Pokazujemy studentom IT od strony użytkowej w oparciu o rzeczywiste doświadczenia z pracy. Poza tym, od trzech lat współpracujemy też z III Liceum Ogólnokształcącym w Gdyni. Co roku we wrześniu zapraszamy uczniów do wzięcia udziału w projekcie, którego celem jest wytworzenie konkretnego produktu, który będzie przez nich używany. Chcemy, aby uczniowie poznali cały cykl życia projektu od momentu zbierania wymagań, aż po wdrożenie.

BC: - Chodzi też o to, aby pokazać im, że informatyka to nie tylko tworzenie kodu. Pokazujemy, że informatyka to współpraca z ludźmi. Bo trzeba porozmawiać z klientem o jego oczekiwaniach i potrzebach, a następnie wraz z zespołem trzeba te oczekiwania przełożyć na system IT. Chcemy pokazać młodzieży, że jak się popełni błąd przy zbieraniu wymagań, potem się go zakoduje, przetestuje, wdroży, to ostatecznie każda naprawa bardzo dużo kosztuje.

A jacy są informatycy na dzisiejsze czasy? Przez lata pokutował obraz nudnego gościa w koszuli w kratę.

BC: - Wielu jest introwertykami, co absolutnie nie przeszkadza im być kluczowymi pracownikami firm IT. Nie mniej jednak większość osób w naszej branży to ludzie otwarci, nawiązujący szybko kontakty, które błyskawicznie łamią bariery pomiędzy "biznesem" i IT. Takie są dziś wymogi. Pracownik IT musi nawiązać relacje nie tylko z zespołem, ale też z klientem, dla którego pracuje.

MB: - Bo właśnie ten zespół jest najważniejszy. Chcieliśmy to podkreślić przechodząc kilka lat temu rebranding. Na początku firma nazywała się Jit Solutions, a w 2018 zmieniliśmy nazwę na Jit Team.

To bardzo odważna decyzja. Zmiana nazwy zawsze wiąże się z ryzykiem, bo nigdy nie wiadomo jak do tego podejdą klienci.
(...)dlaczego klienci nas wybierają. Zdefiniowaliśmy cztery główne filary, na których stoi firma - human, tech, team i fair play.

BC: - Tak, ale warto było podjąć to ryzyko. Pod koniec 2017 roku zabraliśmy się za opracowanie nowej strategii firmy na kolejne lata. Analizując dotychczasową i pracując nad nową stwierdziliśmy, że będziemy celować w rynki zagraniczne i zaczęliśmy się zastanawiać czym będziemy się wyróżniać. To zresztą zawsze pierwsze pytanie każdej agencji consultingowej - czym chcecie się wyróżniać?

MB: - Zaczęliśmy zastanawiać, dlaczego klienci nas wybierają. Zdefiniowaliśmy cztery główne filary, na których stoi firma - human, tech, team i fair play. Znamy się na technologii, jesteśmy fair w stosunku do klientów i pracowników, naszą wartością są ludzie, jesteśmy zespołem.

BC: - Taka zmiana, szczególnie nazwy, była odważnym posunięciem, ale najważniejsze zostało, czyli Jit. Teraz mamy cztery wersje logo naszej firmy, w którym rotowana jest litera "t". To ma symbolizować dynamizm jaki nas charakteryzuje.

MB: - Zawsze o nas mówiono "Jitowcy" i tak zostało. Cały przekaz i nowy wizerunek został bardzo dobrze przyjęty. Nie chodziło tylko o stronę graficzną, ale też o przesłanie, podkreślenie głównych wartości firmy. Dlatego w naszych materiałach promocyjnych, czy na stronie internetowej są zawsze zdjęcia naszych pracowników, a nie jakieś anonimowe postaci ze stocka. Zorganizowaliśmy profesjonalną sesję fotograficzną. Pokazaliśmy się inaczej. Pokazaliśmy prawdziwych Jitowców, którzy są wizytówką i największą wartością firmy. Elementem budowania naszej społeczności jest też identyfikacja wizualna - nasze logo, własna kolekcja odzieży, oryginalne upominki - wszystko projektowane i wykonane z dbałością o najmniejsze detale.
Po osiągnięciu pewnej skali wspólne pieczenie pierników już było trudne, dlatego my jako zarząd firmy przejęliśmy przygotowywanie świątecznych upominków. I tak zaczęliśmy robić świąteczne nalewki.

I do tego świąteczna nalewka. Słyszałam, że co roku zarząd przygotowuje ten trunek dla pracowników i klientów?

BC: - Dziś są nalewki, ale zaczęło się od pierników i spotkań wigilijnych. Tradycyjne imprezy znane z różnych firm z reguły wyglądają tak samo. Jedziemy, pijemy i z bólem głowy wracamy do domu. Nic z rodzinami. Dlatego w Jit Team są dwa wspólne spotkania w roku, czyli rodzinna wigilia i piknik rodzinny.

MB: - Od początku naszej działalności postanowiliśmy, że będziemy się starać kreować, a nie naśladować. Dlatego też zadecydowaliśmy, że nasze prezenty świąteczne zawsze będą wyjątkowe, czyli będą hand made. Każdy może iść do sklepu, kupić dobre wino czy whisky i wręczyć je klientowi czy pracownikowi. Wręczając własnoręcznie wykonany upominek dajemy coś więcej, kawałek serca włożony w jego powstanie. Pierwsze prezenty przygotowaliśmy wspólnie na rodzinnej wigilii i były to ludziki z piernika, które symbolizowały naszych specjalistów IT.

BC: - Cała firma robiła te ludziki z pierników. Potem je pakowaliśmy i dodawaliśmy karteczkę z napisem "Dostarczamy wam na święta naszych najlepszych specjalistów". Prezent od naszej firmy bardzo się wyróżniał wśród tych wielu toreb z winami i herbatami.

MB: - Po osiągnięciu pewnej skali wspólne pieczenie pierników już było trudne, dlatego my jako zarząd firmy przejęliśmy przygotowywanie świątecznych upominków. I tak zaczęliśmy robić świąteczne nalewki.
To nie jest tak, że my nie odczuliśmy tego co się wydarzyło. Jednak straciliśmy dużo mniej niż inne branże, a mamy szanse w najbliższym czasie na duży wzrost.

BC: - Od tej pory grudzień bywa bardzo wesoły. Nalewki wręczamy koleżankom i kolegom z Jit oraz naszym klientom. Później w mediach społecznościowych krążą zdjęcia, na których obok świątecznych potraw stoi butelka z naszą nalewką. To bardzo miłe.

Branża IT od paru lat ma się świetnie. A jak pokazały ostatnie tygodnie, ma szansę na jeszcze większy rozwój. Pandemia to dobry czas dla IT?

BC: - I tak i nie, bo nie ma co ukrywać, u nas też pewne projekty zostały zawieszone. To nie jest tak, że my nie odczuliśmy tego co się wydarzyło. Jednak straciliśmy dużo mniej niż inne branże, a mamy szanse w najbliższym czasie na duży wzrost.

MB: - Przez chwilę było jak po knock downie i wszyscy zastanawiali się jak będzie wyglądała przyszłość. Po pewnym czasie firmy zaczęły się odnajdywać w nowej rzeczywistości i próbować przenosić swoją działalność do Internetu. Każdy inaczej, było widać jak firmy z tych samych branż różnie sobie radzą. Wiele firm było kompletnie nieprzygotowanych do obsługi tej wyjątkowej sytuacji.

BC: - Dlatego branża IT zyska. Nasza firma z dnia na dzień przeszła w tryb pracy zdalnej i dla naszych klientów nic się nie zmieniło. Nie wszystkie branże jednak miały taką możliwość. Jesteśmy pewni, że jak firmy się otrząsną z pandemicznego szoku, to zaczną weryfikować swoje strategie i modele biznesowe. Będzie jeszcze większy popyt na usługi IT, bo ostatnie miesiące pokazały, że jest wiele do zrobienia.
Tworzenie firmy to niesamowita przygoda, która każdego dnia daje mi dużo radości i satysfakcji. Oczywiście nie zawsze było kolorowo(...)

MB: - Przez wiele lat często pokutowało takie przeświadczenie wśród managerów wysokiego szczebla wielu firm, że IT w niewielkim stopniu wspiera biznes. Byli nawet tacy co twierdzili, że IT jest tylko kosztem. Dlatego niechętnie inwestowali w rozwiązania IT. Dzisiejsza sytuacja pokazała, że takie podejście będą musieli zrewidować. My z dużym optymizmem patrzymy w przyszłość.

A tak na koniec. Lepiej jest na etacie czy "na swoim"?

BC: - Po tym co nam się udało zbudować przez te dziesięć lat mogę powiedzieć szczerze, że nie tęsknię za etatem. Należy podkreślić, że mieliśmy to ogromne szczęście, że spotkaliśmy na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi, którzy dołączyli do Jit i każdego dnia pomagają nam się rozwijać.

MB: - Tworzenie firmy to niesamowita przygoda, która każdego dnia daje mi dużo radości i satysfakcji. Oczywiście nie zawsze było kolorowo, ale możliwość obcowania z wyjątkowymi ludźmi, którzy stoją za sukcesem Jit Team, pozwala mi cieszyć się każdym dniem spędzonym w biurze. Cieszę się, że wspólnie tworzymy coś wyjątkowego. Tworzymy Jit Team.
Podobno najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Zdecydowanie lepiej słuchać mądrych rad. Własny biznes to często trudny kawałek chleba, ale - jak postaramy się pokazać - warto spróbować. Dla tych, którzy wolą rady, mamy nasz cykl rozmów z doświadczonymi przedsiębiorcami - "Jak to jest na swoim", czyli garść wiedzy od praktyków w biznesie. Cykl nagrodzony w konkursie Narodowego Banku Polskiego.