Okręt "Ratownik" reaktywacja czy tylko fakt medialny?

26 maja 2020, 8:45
Wioletta Kakowska-Mehring

Inspektorat Uzbrojenia MON zawiesza projekt budowy okrętu "Ratownik", ale już po miesiącu minister Błaszczak ogłasza na Twitterze, że "zatwierdził dokument o zamówieniu okrętu #Ratownik". Związkowcy ze Stoczni Wojennej, która projekt utraciła, piszą list protestacyjny do premiera, zlecenia uciekają, jest dług, a Stocznia wszczyna postępowanie kwalifikacyjne na stanowisko prezesa i wiceprezesów. O co w tym wszystkim chodzi?



W ub. tygodniu podczas uroczystości podpisania kontraktu na samobieżne moździerze Rak i umundurowania szef MON Mariusz Błaszczak poinformował o zatwierdzeniu przez jego resort dokumentów dotyczących zakupu okrętu "Ratownik". Zatwierdzenie nowej dokumentacji nastąpiło po rozmowach z prezydentem Andrzejem Dudą - poinformowano, a całość przypieczętowano stosownym wpisem na... Twitterze.

- Choć MON nie ujawnia szczegółów, to należy spodziewać się, iż decyzja ministra otworzy drogę dla Inspektoratu Uzbrojenia do rozpoczęcia postępowania w sprawie pozyskania okrętu, a następnie - po jego finalizacji - złożenie zamówienia w przemyśle stoczniowym - poinformował portal branżowy defence24.pl.

Gospodarka morska w Trójmieście



Problem w tym, że jeszcze miesiąc temu projekt budowy okrętu "Ratownik" zawieszono i zerwano umowę na jego budowę. Okręt miało zbudować konsorcjum złożone z Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA, Stoczni Remontowej Nauta, Stoczni Wojennej PGZOśrodka Badawczo-Rozwojowego Centrum Techniki Morskiej.

- W związku z przedłużającym się procesem realizacji i zadeklarowanym przez Wykonawcę wzrostem kosztów umowy na zaprojektowanie i budowę okrętu ratowniczego Ratownik Inspektorat Uzbrojenia odstąpił od realizacji kontraktu - poinformowano wówczas.

Nauta i Stocznia Wojenna straciły kontrakt na budowę okrętu "Ratownik"



Jak wynika z komunikatu Inspektoratu Uzbrojenia, konsorcjum zaproponowało aneks w zakresie zmiany terminu oraz wartości umowy. Jego treść ze względów formalno-prawnych nie mogła zostać zaakceptowana. Przypomnijmy. Początkowa wartość kontraktu opiewała na 755 mln złotych, z opcją budowy drugiego okrętu tego samego projektu. Jednostka miała być gotowa w listopadzie 2022 roku. Problem w tym, że budowa nawet nie ruszyła.

- Mając na uwadze obecną sytuację w kraju i na świecie oraz jej możliwy wpływ na budżet resortu obrony narodowej, aktualnie prowadzone są analizy w zakresie możliwości finansowych zabezpieczenia bieżących i przyszłych potrzeb Sił Zbrojnych RP. Wyniki pozwolą na wskazanie ponownego terminu uruchomienia postępowania, którego celem będzie pozyskanie okrętu ratowniczego. Dokładamy starań, aby uruchomienie postępowania było jak najszybciej możliwe - napisano jeszcze w tym komunikacie.
A co na to pozbawiony umowy wykonawca?

- Proces pozyskania sprzętu wojskowego w formule "zaprojektuj i wybuduj" zawsze wiąże się z koniecznością weryfikacji kosztów, zwłaszcza w przypadku tak skomplikowanego projektu. Przyjęte przez strony w umowie z 2017 r. założenia techniczne ulegały w toku prac uszczegółowieniu przez zamawiającego. Rozszerzony został zakres dotyczący funkcjonalności jednostki, w związku z czym strony uzgodniły wydłużenie jego realizacji, potwierdzone zawarciem stosownych aneksów. Wzrost ceny wynika z doprecyzowywania wstępnych założeń taktyczno-technicznych, przekazywanych wykonawcy w trakcie procesu opracowywania projektu wykonawczego oraz oceny poszczególnych jego elementów przez zamawiającego - poinformowało nas z kolei biuro prasowe Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Inspektorat Uzbrojenia zapowiedział jak najszybszy powrót do projektu i - jak widać - długo nie czekano. Pytanie jednak, czy kontrakt tym razem znów trafi do konsorcjum państwowych stoczni, a przede wszystkim do Stoczni Wojennej. To właśnie ta stocznia budowana na bazie majątku Stoczni Marynarki Wojennej miała być beneficjentem zamówień z MON.

1 lipca 2020 roku praktycznie wychodzimy z NATO - mówi komandor Maksymilian Dura



Na to też liczyli stoczniowcy, którzy coraz bardziej obawiają się o przyszłość swojego zakładu. Bo nie dość, że zerwano umowę na budowę "Ratownika", to jeszcze ostatnio powierzono budowę patrolowca dla Straży Granicznej stoczni francuskiej. Dlatego komisja międzyzakładowa NSZZ Solidarność PGZ Stoczni Wojennej wystosowała w ub. tygodniu apel adresowany do prezydenta, premiera, wicepremiera ds. aktywów państwowych Jacka Sasina, szefów resortów obrony narodowej praz gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, a także odpowiadających im komisji sejmowych.

- Zakres planowanych projektów ze strony wojska, wcześniej potwierdzonych, uległ drastycznemu okrojeniu. MON wycofał się z budowy okrętu "Ratownik" (mimo podpisanej umowy i poniesionych kosztów), programu Miecznik i Czapla oraz z modernizacji okrętów rakietowych typu Orkan (trzy jednostki), a także modernizacji trałowców typu 207 (trzy jednostki) - piszą związkowcy.
Przyznają, że rząd postanowił doinwestować Stocznię kwotą 300 mln zł poprzez wykupienie Stoczni Marynarki Wojennej przez PGZ, co "uratowało potencjał morski, produkcyjno-remontowy o charakterze obronnym i większość miejsc pracy wysoko kwalifikowanej załogi specjalizującej się w budowie i remontach okrętów wojennych". Działalność stoczni w nowym kształcie rozpoczęła się dopiero nieco ponad dwa lata temu, w styczniu 2018 roku, czemu towarzyszyło zwolnienie 100 osób z jej załogi, a nowe zamówienia - poza trzema naprawami głównymi-dokowymi okrętów ORP Arctowski, ORP Czernicki i ORP Kościuszko - albo się nie pojawiły, albo zostały w ostatnim czasie wycofane. A brak zamówień generuje problemy finansowe. Tylko za 2018 roku strata wyniosła ponad 26 mln zł.

Inspektorat Uzbrojenia MON daje nadzieję na Magneto



Czy apel stoczniowców zostanie wysłuchany? Czy jest plan dla Stoczni Wojennej? A może tylko chodziło o nową umowę? Po informacji o zerwaniu jej w kwietniu pojawiły się komentarze w branży, że tak naprawdę chodziło o ewentualne kary za opóźnienia lub o zmianę składu konsorcjum, więc trzeba było zerwać, aby potem podpisać od nowa. A może jednak deklaracja ministra MON z Twittera to tylko komunikat, który ma dać nadzieję i uspokoić nastroje? A może okręt "Ratownik" stanie się niczym słynny "prom ze Szczecina" jedynie faktem medialnym?

Do tego Stocznia Wojenna w ub. tygodniu poinformowała o wszczęciu postępowania kwalifikacyjnego na stanowisko prezesa i dwóch wiceprezesów. Według komunikatu chodzi po prostu o wybór zarządu II kadencji. Obecnie stocznią kierują Konrad Konefał, prezes zarządu, Cezary Cierzan, wiceprezes zarządu, i Piotr Nowak, członek zarządu ds. ekonomiczno-finansowych. CV można zgłaszać do 29 maja.

Przypomnijmy. Prototypowy okręt "Ratownik" miał służyć do zabezpieczenia ratowniczego działalności szkoleniowej i operacyjnej sił własnych oraz sprzymierzonych (nawodnych, podwodnych i lotniczych), w tym udzielanie pomocy załodze uszkodzonego okrętu podwodnego (SUBSAR) oraz prowadzenie podwodnych prac awaryjno-ratowniczych.