Prezes rezygnuje, związki listy piszą. W Port Gdański Eksploatacja znów wrze

22 lutego 2018 (artykuł sprzed 2 lat)
Wioletta Kakowska-Mehring
Najnowszy artukuł na ten temat

"Nasz zakład umiera". Pracownicy Portu Gdańskiego Eksploatacji znów protestują

Związkowcy z Port Gdańsk Eksploatacja znów napisali list do władz centralnych zaniepokojeni złą sytuacją spółki. Efekt? Rezygnacja ze stanowiska prezesa portowej spółki Piotra Karczewskiego, choć tak naprawdę załoga oczekiwała przed wszystkim szybkich działań właścicielskich, które uratują ich firmę.



Wczoraj poinformowano o zmianie na stanowisku prezesa spółki Port Gdański Eksploatacja należącej do Portu Gdańsk. Piotr Karczewski złożył rezygnację i obowiązki przestanie pełnić 28 lutego. Według oficjalnego komunikatu, przyczyną podjęcia takiej decyzji są tzw. powody osobiste. Rada Nadzorcza PGE rezygnację Karczewskiego przyjęła i jednocześnie deklaruje wszczęcie postępowania zmierzającego do wyłonienia nowego prezesa zarządu. Do tego czasu na czele spółki stanie wiceprezes PGE, dr Lechosław Rojewski. Karczewski był prezesem od czerwca 2016 roku. Wcześniej był m.in. wojewodą pomorskim z PiS i radnym sejmiku. Tyle oficjalnych informacji. A nieoficjalnie? Przyczyną mógł być pogłębiający się kryzys w spółce.

List do premier Szydło



Przypomnijmy. Na początku lutego 2017 roku załoga spółki Port Gdański Eksploatacja, reprezentowana przez dwa związki zawodowe, napisała wspólny list do ówczesnej premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z prośbą o podjęcie działań, które uratują przedsiębiorstwo. Podwyższenie stawek dzierżawy, które miał ponosić nowy właściciel spółki, a potem wstrzymanie sprzedaży spółki, które skutkowało sprawą w sądzie, a przede wszystkim brak rozstrzygnięć w sprawie przyszłości PGE, zdaniem związków prowadzi do pogorszenia wyników przedsiębiorstwa. List podpisali przedstawiciele zarówno Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej Port Gdański Eksploatacja, jak i NSZZ Solidarność w PGE.

Zarzuty zdecydowanie odrzucił Zarząd Morskiego Portu Gdańsk. Według władz portu sytuacja spółki PGE była stabilna, dysponuje ona "solidnymi zasobami finansowymi", spadek przeładunków to zaniedbania poprzedników, ale już udało się go zatrzymać, a przed spółką rok inwestycji. W marcu 2017 roku z interwencją przybył do PGE Marek Gróbarczyk, szef resortu gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Padły kolejne zapewnienia. Tak było rok temu.

Czytaj też: PG Eksploatacja. Marin Hili nie rezygnuje, a minister wizytuje port

List do premiera Morawieckiego



- O tym, że będzie lepiej słyszymy od lat. Jesteśmy wciąż karmieni obietnicami, a kondycja spółki stale się pogarsza. Świadczą o tym spadające wyniki. My przejadamy kapitał zapasowy i jak tak dalej pójdzie, to czeka nas upadłość, syndyk i sprzedaż za grosze. Przeładunki spadły i bardzo zmieniła się ich struktura, niestety na niekorzyść. Głównie wykonujemy przeładunki drobnicy, które są kosztochłonne, a za mało dochodowych przeładunków masowych. Nam brakuje strategii na przyszłość i gospodarza - mówi Janusz Nowaczkiewicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej Port Gdański Eksploatacja.
Oprócz obietnic przez ostatni rok nic więcej się stało. Dlatego związki zawodowe na początku lutego tego roku znów wysłały list do władz centralnych z prośbą o pomoc. Korespondencja trafiła do premiera Mateusza Morawieckiego, ministra Gróbarczyka i prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

- Rok temu minister Gróbarczyk osobiście obiecywał, że lada moment sytuacja się poprawi. Minął kolejny rok i nic się nie wydarzyło. Znów napisaliśmy list do władz z prośbą o interwencję. Staramy się rozwiązać trudną sytuację szukając dialogu. Jednak nastroje wśród załogi są bardzo złe. Niewiele brakuje, aby ludzie wyszli na ulice - dodaje Piotr Ratkowski, przewodniczący NSZZ Solidarność w PGE.
Pracownicy PGE widzą, że inne spółki operujące w porcie w Gdańsku, ale także w Gdyni, idą do przodu i rozwijają się. Czego ich zdaniem nie można powiedzieć o PGE.

Władze Portu znów uspokajają



- Dla mnie ten niepokój jest dziwny. Cały czas zapewniam pracowników, że nie mają się czego obawiać. Jest spółka i będzie. Prowadzimy rozmowy ze związkami zawodowymi, zarządem PGE jak naprawiać bieżącą sytuację. To nie jest tak, że ten okręt PGE płynie sobie w nieznanym kierunku, że dryfuje. On jest sterowany i ma obrany kurs. Na tę chwilę jednak jesteśmy związani procesem sądowym - mówi Łukasz Greinke, prezes ZMPG.

Przypomnijmy. W 2014 roku władze portu obligowane ustawą o portach i przystaniach morskich podjęły kolejną próbę sprzedaży spółki Port Gdański Eksploatacja. Wyłączność na ustalenie z PGE szczegółów umowy przejęcia otrzymała spółka Mariner Capital Limited z Malty. Spółka była już pewna tej transakcji. Jednak w lutym 2015 roku najpierw Rada Nadzorcza Zarządu Morskiego Portu Gdańsk nie zaopiniowała pozytywnie uchwały rekomendującej zbycie składników aktywów spółki, a potem w głosowaniu na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu ZMPG zwołanym w tej samej sprawie uchwała nie uzyskała wymaganej większości głosów, w związku z czym nie została podjęta. Proces prywatyzacji zakończono. W tej sytuacji spółka Mariner Capital Limited wystąpiła na drogę sądową. Sprawa trwa, blokuje decyzje prywatyzacyjne, co również negatywnie odbija się na kondycji spółki.

Władze portu liczą na szybkie rozstrzygnięcie sporu w pierwszej instancji. Jednak wiele na to wskazuje, że sprawa jeszcze potrwa. Prawnicy maltańskiego inwestora od kilku miesięcy starają się udowodnić przed sądem, że za niekorzystnym dla inwestora rozwiązaniem prywatyzacji stali przedstawiciele polskiego rządu, że chodziło o coś więcej niż względy merytoryczne. Dowodem ma być tajna notatka, której nie chce ujawnić ministerstwo.

Notatka, czyli ministerialne tajemnice



Oficjalnie powodem zakończenia procesu prywatyzacyjnego PGE w 2015 roku bez rozstrzygnięcia było to, że umowa nie zapewniała realizacji zaoferowanej przez Mariner długoterminowej strategii rozwoju spółki, a wykonanie zobowiązań inwestycyjnych przewidzianych w umowie było niewłaściwie zabezpieczone. Mówiło się jednak, że oprócz oficjalnych powodów odstąpienia od dalszych negocjacji w tle pojawia się też wątek działań konkurencji, czyli przede wszystkim PKP Cargo i Węglokoksu. Według medialnych doniesień właśnie konkurencja miała działać na rzecz zablokowania oferty maltańskiej spółki.

Według Mariner Capital Limited istnieją przesłanki wskazujące, że prywatyzacja zatrzymała się po objęciu teki ministerialnej przez Marię Wasiak, która przez lata była związana ze spółką PKP. Według maltańskiej spółki istnieje notatka na temat tej prywatyzacji, którą na początku 2015 roku minister infrastruktury wysłała do ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego. Wasiak nadała jej klauzulę niejawności. Według prawników Marinera treść tej notatki mogłaby wykazać, czy istniał spisek mający na celu zatrzymanie prywatyzacji.

Sąd zwrócił się do resortu gospodarki morskiej, który w nowym rozdaniu przejął nadzór nad portami z wnioskiem o odtajnienie notatki. I tu pojawił się problem. Przedstawiciele resortu stwierdzili, że nie mogą odtajnić dokumentu, ponieważ nie są pewni, czy są następcą prawnym Ministerstwa Infrastruktury. Do tego uznano, że ujawnić notatkę może tylko osoba, którą ją utajniła, a więc w tym wypadku była minister. Na wniosek prawników Marinera Sąd ponownie zwrócił się do resortu gospodarki morskiej o odtajnienie notatki. Z kolei Mariner wysłał pismo do kancelarii premiera z prośbą o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego, czyli o wyjaśnienie sprawy ciągłości prawnej i tego kto może odtajnić notatkę. Według Marinera pomimo zmiany na najwyższych szczeblach wciąż komuś zależy na nieujawnieniu wszystkich okoliczności tej sprawy. Kolejna rozprawa odbędzie się w połowie marca.

A PGE pilnie potrzebuje pomocy



- Chcemy mieć sytuację klarowną. Jeżeli rozstrzygnięcie będzie na korzyść Marinera, to oddajemy akcje. Jednak sprawa jest trochę głębsza, ponieważ zasadnicze pytanie to to, czy Mariner może żądać zawarcia tej umowy. Jeżeli faktycznie sąd uzna, że ma takie prawo, to będziemy pracować z Marinerem. Nie wstrzyma to naszych inwestycji. Jeżeli rozstrzygnięcie będzie inne, to będziemy starali się pozyskać inwestora branżowego, który przyniesie ładunki za sobą. W jakiej formule? Zastanawiamy się, rozmawiamy - mówi Łukasz Greinke. - PGE zasłużyło na właściciela, na dobrego gospodarza, takiego który zainwestuje bardzo duże środki. Tam są konieczne inwestycje na kwotę powyżej 100 mln zł. Jeżeli dodać do tego inwestycje wykonane przez ZMPG w sąsiedztwie, to PGE może być w przyszłości prawdziwą perłą w koronie. Jednak decyzje będziemy podejmować po pierwszej instancji.
Port Gdański Eksploatacja
Spółka jest głównym operatorem przeładunkowym na terenie Portu Gdańsk w części portu wewnętrznego, umiejscowionego wzdłuż odcinka Martwej Wisły i Kanału Portowego i wyłącznym przeładowcą na Gdańskim Terminalu Kontenerowym. Operacje przeładunkowe wykonuje na 8 nabrzeżach: WOC I, WOC II, Oliwskie, Wiślane, Szczecińskie, Węglowe, Rudowe i Administracyjne.