stat

Jak rzemieślnik uratował festiwal w Sopocie

21 października 2019, 8:00
Robert Kiewlicz

Konstruktor, wynalazca, mistrz ślusarstwa, mechaniki precyzyjnej i mechaniki pojazdowej, hodowca psów, podróżnik, miłośnik Skandynawii, ale przede wszystkim rzemieślnik z pasją. Ryszard Stachura pomimo ponad 80 lat energią może obdzielić kilku młodych biznesmenów. Od kilkudziesięciu lat prowadzi też firmę Skraw-Met w Sopocie. Niezwykły zakład, dzięki któremu odbyła się najważniejsza edycja Festiwalu Interwizji.



Ryszard Stachura pracę w Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni rozpoczął w latach 50 XX. wieku.

- Nie miałem mieszkania, więc dojeżdżałem do pracy z Kartuz, a przedtem mieszkaliśmy z rodziną w Starogardzie Gdańskim. Byłem młodym, ale podobno zdolnym człowiekiem, więc z czasem dostawałem coraz bardziej skomplikowane roboty. Po pracy uczęszczałem wieczorowo do technikum. Po jakimś czasie dostałem mieszkanie na ul. Harcerskiej w Gdyni. Był jednak problem, bo najpierw trzeba było zapisać się do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Nie udało się, od zawsze miałem swoje poglądy, a dodatkowo ojca zabili mi Rosjanie, starszego brata - Ukraińcy - opowiada Stachura.

Od punktu usługowego do własnego zakładu



Stachura zwolnił się ze Stoczni Komuny Paryskiej i zatrudnił w Stoczni Marynarki Wojennej, gdzie dostał miejsce w hotelu robotniczym. Jako że matka pana Ryszarda była już w podeszłym wieku i chorowała, musiał się przenieść znów do Kartuz, gdzie pracował w Spółdzielni im. 1 Maja.

- Nie trwało to długo, bo wszedłem w konflikt z prezesem przysłanym z Warszawy. Był to klasyczny "czerwony pająk", który wszystkich wokół chciał umoralniać. Na szczęście w spółdzielni byłem dosyć lubiany, więc namówiono mnie, abym otworzył punkt usługowy. Projektowałem w nim i wykonywałem m.in. matryce i wykrojniki - wspomina Stachura.
W 1966 r. zaraz po uzyskaniu tytułów mistrzowskich w zakresie ślusarstwa, mechaniki precyzyjnej i mechaniki pojazdowej Stachura rozpoczął swoją działalność rzemieślniczą. Początki tej działalności to prowadzony w Kartuzach punkt naprawy maszyn liczących.

- Byłem zawalony robotą, nawet z Gdańska przywozili do mnie maszyny. Nie ukrywam, że zacząłem zarabiać całkiem dobre pieniądze. Kupiłem za nie obrabiarki i przerzuciłem się na obróbkę skrawaniem - mówi Stachura.
W 1968 r. zakład został przekształcony w Warsztat Mechaniki Precyzyjnej Ślusarstwa i Tokarstwa Metalowego oraz Mechaniki Pojazdowej w zakresie Produkcji i Regeneracji Części Samochodowych. W roku 1972 warsztat został przeniesiony do Sopotu, gdzie funkcjonuje do dzisiaj jako Zakład Mechaniczny Mechaniki Precyzyjnej Skraw-Met. Obecnie zakład zajmuje się głównie kompleksową regeneracją układów kierowniczych do wszystkich typów pojazdów.

Na ratunek Festiwalowi Interwizji



- Działalność szła mi coraz lepiej. Dodatkowo "przykleiło" się do mnie wojsko, powierzając mi najtrudniejsze prace. Miałem o tyle fajnie, że dzięki temu skarbówka nie mogła się do mnie przyczepić. Dodatkowo należałem do grupy firm produkujących na cele obronności państwa polskiego. Miałem specjalne pieczątki na zamówieniach. Firmy państwowe nie miały maszyn, a ja dostawałem nowe obrabiarki. Nie będąc nigdy komuchem - zaznacza Stachura. - Już rok później, w 1979 r., uratowałem sopocki Festiwal Interwizji.
Było to wielkie wydarzenie. Odpowiedź Bloku Wschodniego na Konkurs Piosenki Eurowizji. Na scenie pojawiły się wielkie, ówczesne gwiazdy. Zespół Boney M wystąpił z zakazaną w Polsce piosenką "Rasputin" (godziła ona w przyjaźń ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich), a piosenkarz Demis Roussos zatańczył na scenie z Ireną Dziedzic.

Firma Ryszarda Stachury była odpowiedzialna za całą scenografię.

- Okazało się bowiem, że dokumentacja techniczna dotycząca budowy scenografii, opracowana na Politechnice Warszawskiej, to była lipa. Pod dokumentami były podpisy profesorów, doktorów, docentów a na dwa miesiące przed festiwalem przyjechali do zwykłego rzemieślnika, aby ratował festiwal - opowiada Stachura. - Przejrzałem dokumentację i okazało się, że to straszliwa chała, za którą wzięto ogromne pieniądze.
Pan Stachura zdecydował się pomóc, ale zaznaczył, że nie może wziąć całkowitej odpowiedzialności za projekt, a dodatkowo są problemy z zaopatrzeniem. Cała konstrukcja miała być ruchoma i ważyła ponad 12 ton.

- Tego samego dnia po południu zjawia się u mnie facet i prosi o rozmowę na osobności. W biurze wyciągnął legitymację i poprosił mnie, abym przeczytał, co jest tam napisane, a napisane było: Służba specjalna Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Następnie otworzył teczkę, z której wyciągnął telefon wielkości cegły. Pokazał mi dwa guziki: czarny i czerwony. Stwierdził, że gdy nacisnę o drugiej w nocy ten czerwony, to on natychmiast się do mnie zgłosi - mówi Stachura.
Dochodziło do śmiesznych sytuacji.

- Zawracałem się o jakąś rzecz o trzeciej po południu, a rano o ósmej pod zakładem stoi samochód z Ostrzeszowa ze sprzęgłami do dział szybkostrzelnych i to 26 sztuk, choć ja potrzebowałem tylko 12 - mówi Stachura.
Boney M. na Festiwalu w Sopocie, 1979 rok

Superlatywy i wizyta na komendzie



Zaopatrzenie było błyskawiczne - wspomina Stachura. - Władze stawały na głowie, bo i Boney M, i Demis Roussos byli opłaceni, a sprawa była prestiżowa dla towarzyszy z Polski, ale i z ZSRR.

- Festiwal się odbył. Wszyscy byli zadowoleni, a w warszawskiej prasie ukazało się wiele artykułów opisujących mnie w samych superlatywach - mówi Stachura. - Tylko że kilka tygodni później dostałem wezwanie do Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej, gdzie poinformowano mnie o toczącym się postępowaniu karnym. Okazało się, że po zakończeniu festiwalu i rozliczeniu materiałów oddałem ich więcej, niż pobrałem.
Podczas prac nad festiwalem do zakładu pana Ryszarda zwożono z Opery Leśnej wszystkie materiały, bo tam po prostu wszystko kradli.

- U mnie można było przechowywać rzeczy w zamkniętym magazynie, którego strzegły dodatkowo bardzo czujne sznaucery. Jeden z pracujących przy festiwalu rzemieślników nakradł i złożył te rzeczy w moim magazynie. Następnie zgłosił, że to ja je ukradłem. Ja nieświadomie kradzione rzeczy spakowałem i odesłałem do Telewizji Polskiej - mówi Stachura. - Na szczęście wszystko się szybko wyjaśniło.

Sabotaż na szkolnictwie zawodowym



Jak twierdzi Stachura, żeby odtworzyć szkolnictwo zawodowe trzeba przynajmniej 15 lat.

- Ktoś dokonał sabotażu w tym kraju, likwidując je - denerwuje się Stachura. - Przed laty robiłem bardzo skomplikowane rzeczy do statków. Miałem umowę ze Stocznią Marynarki Wojennej. Nagle to wszystko stało się nikomu niepotrzebne. Teraz wszystko sprowadzamy.
Jak twierdzi Stachura, obecnie, jeśli wspomina się o rzemiośle, to głównie mówi się o fryzjerach, którzy też mają problemy z zatrudnieniem. Tylko że ten zawód jest o wiele prostszy.

- W rzemiośle są różne kierunki, jednak jednym z najtrudniejszych jest obróbka skrawaniem. Silniki, mechanika precyzyjna - wszędzie obecna jest obróbka skrawaniem. To wszystko są zagadnienia trudne - procesy technologiczne, duża liczba narzędzi, materiałoznawstwo. Nie da się nikogo ot tak nauczyć tokarstwa. Tak naprawdę po 10 latach tokarz czy frezer wie, że nic nie wie. W tej dziedzinie po pięciu latach przerwy w zawodzie człowiek jest wtórnym analfabetą - twierdzi Stachura. - W ostatnich latach umarło mi czterech dobrych fachowców, jeden po drugim. Pracowali u mnie po 20 lat i wykończył ich rak. Od trzech, czterech lat nie udało mi się nikogo nowego zatrudnić. Dałem ponad 30 ogłoszeń. Nawet gdy ktoś do pracy przyszedł, to była to kompletna katastrofa.

Jak wakacje, to tylko w Skandynawii



Ryszarda Stachurę najbardziej zajmuje praca. Przez prawie 30 lat hodował też sznaucery, które zdobywały regularnie medale na najważniejszych wystawach. Teraz jednak zostały mu koty, ale za to trzy, które na co dzień rezydują w biurze.

Raz do roku Ryszard Stachura pozwala sobie na wypoczynek. Wyjeżdża i nie odbiera telefonów.

- Zjeździłem cały świat, jednak najbardziej lubię Skandynawię. Spokój, przepiękna przyroda, fiordy, puste przestrzenie. Wyobraża pan sobie, że tam ludzie żyją w domach oddalonych od siebie o całe kilometry, w bliskości z naturą - mówi Stachura.
Stachura często wybiera się z bliskimi do Skandynawii. W Szwecji łowi ryby albo podróżuje po Norwegii. W 2012 r. dotarł nawet skuterze na przylądek Nordkapp, który jest jedną z najdalej wysuniętych na północ części Europy. W biurze pana Ryszarda na ścianie wisi powiększone zdjęcie norweskiego fiordu. Na nim mały domek i wijąca się wśród zieleni droga nad brzegiem fiordu. To zdjęcie zrobione podczas jednej z wypraw. Pytany o to, czy nie myśli o tym, aby przenieść się do Skandynawii na stałe, wzrusza ramionami.

- Chyba już nie, jak to mówią - starych drzew się nie przesadza - dodaje.