"Syn Antares" odpłynie ze stoczni. Wznowiono prace

11 października 2012 (artykuł sprzed 9 lat)
Wioletta Kakowska-Mehring
Prace na "Syn Antaresie" rozpoczęto od przeglądu. Więcej zdjęć (1)

Prace na "Syn Antaresie" rozpoczęto od przeglądu.

fot. W.Jakubowski/KFP

Prace na "Syn Antaresie" rozpoczęto od przeglądu.

fot. W.Jakubowski/KFP

Statek "Syn Antares", który od kilku lat stoi na pochylni B3 w Stoczni Gdańsk już niedługo opuści stocznię. Sądowy spór, który toczył się m.in. o ten statek zakończył się pomyślnie, a stocznia wznawia prace przy tej jednostce.



- Teraz trwają prace przeglądowe. Statek był ukończony prawie w stu procentach, a stał przez kilka lat. Trzeba sprawdzić wszystkie urządzenia, agregaty, wały - mówi Aldona Dybuk, rzecznik Stoczni Gdańsk. - Statek był dobrze zabezpieczony, ale zawsze mogło się coś wydarzyć. Termin wodowania uzależniony jest więc od wyniku przeglądu. Jeżeli nie dojdzie do komplikacji, to mamy nadzieję, że zwodujemy go jeszcze w tym roku. Trzeba jeszcze wykonać prace malarskie, zamontować silnik, który już do nas płynie.

Gazowiec "Syn Antares" stoi na pochylni B3 od 2009 roku. Po zburzeniu stoczniowego muru jego masywny, czerwony kadłub doskonale widać od ulicy Jana z Kolna zobacz na mapie Gdańska oraz z kolejki SKM. Statek został zamówiony przez włoskiego armatora, który w czasie prac ogłosił upadłość. Majątek przejął syndyk, a stocznia musiała przerwać prace. Proces upadłości trwał długo. Toczyły się rozmowy między syndykiem, a potencjalnym odbiorcą oraz bankami, które finansowały budowę tego statku. Ostatecznie jednostkę dokończy włoski Synergas, czyli armator na rzecz którego budowała firma, która upadła.

- Starania o wznowienie budowy gazowca trwały ponad dwa lata - mówi Mateusz Filipp, dyrektor handlowy SG SA, który od początku był zaangażowany w ten trudny proces. - Statek był własnością naszego klienta, który zbankrutował, firmy Cantiere Navale di Pesaro. Odzyskanie tytułu prawnego do jednostki przez Synergas było bardzo skomplikowane. Ale udało się. Kontrakt z włoskim Synergas podpisaliśmy we wrześniu.

Dla stoczni obecność statku nie była dużym problem logistycznym, ponieważ stoi on na pochylni B3. To jest pochylnia, której zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej nie można używać do budowy statków. Poprzedni właściciel statku, ten w upadłości, zapłacił też większość faktur. Brakującą resztę oraz nowe koszty, np. związane ze składowaniem, pokryje nowy armator.

- "Syn Antares" stał się punktem wycieczek i wdzięcznym modelem do fotografowania, ale dla nas wygodniej byłoby zakończyć już jego budowę. Szczerze mówiąc mamy już dość uwag na temat tej niedokończonej budowy i ciągłego tłumaczenia, że statek utknął na pochylni nie z naszej winy - powiedział nam kilka miesięcy temu Arkadiusz Aszyk, członek zarządu Stoczni Gdańsk.

A co na to ci, dla których statek stał się "wdzięcznym modelem"? Zostało im już niewiele czasu na fotografowanie.
Czy będzie ci brakowało "Syn Antaresa"?
27%

tak, ładnie wygląda i przyciąga turystów

41%

wrósł w stoczniowy krajobraz, ale cóż skoro znalazł się armator

20%

nie, czy jest czy go nie będzie, nie robi mi dużej różnicy

12%

nie, nawet nie zauważyłem, że tam stoi

zakończona

łącznie głosów: 264

Opinie (29) 2 zablokowane

  • jedna merytoryczna uwaga.. (2)

    ,,Ostatecznie jednostkę dokończy włoski Synergas'' - to chyba błąd logiczny, budowę statku dokończy stocznia. Właścicielem jest Synergas...

    • 14 8

    • mądrala

      merytoryczna uwaga "to chyba błąd logiczny, budowę statku dokończy stocznia. Właścicielem jest Synergas...
      " - to chyba błąd logiczny , bo budowę statku dokończą stoczniowcy a nie stocznia. W stoczni zatrudnieni są stoczniowcy

      • 4 6

    • Masz 100% racji

      A bezmozgi klikaja na czerwone...

      • 6 1

  • do 3miasto

    -poinformujcie odpowiednio wcześniej o wodowaniu to się wybiorę:)

    • 17 2

  • Włosi to kapitanem na 100% Schetino!

    • 12 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.