Wirus zmienia biznes. Działać odpowiedzialnie w trudnych czasach

27 października 2020, 8:00
Robert Kiewlicz

Uziemione samoloty, brak nowych zamówień z sektora stoczniowego, niepewność co do kondycji zagranicznych partnerów, a do tego obawa, że jeden zakażony pracownik może całkowicie zatrzymać produkcję firmy. Jaki los czeka firmy produkcyjne i czy pomimo pandemii można mieć odrobinę optymizmu co do przyszłości branży rozmawiamy z Kazimierzem Lewandowskim, współwłaścicielem i przewodniczącym Rady Nadzorczej spółki Cemet. W poprzednim odcinku cyklu "Wirus zmienia biznes" rozmawialiśmy z Arturem Sznekiem, dyrektorem sprzedaży, członkiem zarządu Gemini Polska. W kolejnym odcinku porozmawiamy z Michałem Seredzińskim i Darkiem Plizgą z firmy Baltrade.



- Wiadomość o pandemii początkowo nas przeraziła. Dochodziły do nas coraz bardziej niepokojące wiadomości z Chin, a cała sprawa stawała się powoli problemem ogólnoświatowym. Ograniczenie wszelkich kontaktów czy uziemienie prawie wszystkich samolotów na świecie robiły duże wrażenie. Dodatkowo pierwsze informacje na temat naszej służby zdrowia też nie były zbyt optymistyczne. Mówiło się, że może zabraknąć personelu i sprzętu. Byliśmy pełni obaw, że nas ta pandemia też dotknie, a pracownicy zarażą się wirusem - wspomina Kazimierz Lewandowski. - Nasza firma produkuje prawie wyłącznie towar przeznaczony na eksport. Perspektywa zamrożenia kontaktów z partnerami zagranicznymi była dla nas bardzo groźna. Przedstawiciele firm, z którymi współpracujemy, bardzo często nas odwiedzali. Prowadziliśmy na miejscu uzgodnienia techniczne i handlowe, odbywały się też inspekcje. Wizyty zagraniczne były dosyć częste i nagle wszystko się urwało.
Jak twierdzi Lewandowski, sytuacja stopniowo zaczęła się wyciszać i zaczęli wracać do normalności.

Trudne warunki rynkowe



Jeszcze przed pandemią większość produkcji Cemetu związana była z pracami na rzecz tzw. branż wrażliwych. Chodzi tu o produkcję samolotów oraz statków wycieczkowych.

- Pandemia spowodowała, że zapotrzebowanie na te właśnie środki podróży zostało prawie całkowicie wyhamowane. Zamówienia na komponenty, które my produkujemy, też mocno zmalały. Taka sytuacja stała się dla nas bardzo niebezpieczna. Na szczęście nasza produkcja jest zróżnicowana. Dzięki temu inne produkty, dla innych branż, cały czas były i są zamawiane. Dlatego dalej możemy funkcjonować - mówi Lewandowski.
Spółka Cemet jest przyzwyczajona do działania w trudnych warunkach rynkowych. Przed pandemią produkowała dla branży związanej z poszukiwaniami i wydobyciem ropy naftowej. Po załamaniu cen ropy naftowej szybko przestawiła się na inną produkcję.


- Zamówienia sięgały kilku miesięcy naprzód, więc można było planować i dobrze organizować produkcję.Obecnie klienci składają zamówienia na ostatnią chwilę, oczekują bardzo krótkich terminów realizacji. Mamy jednak obawy, czy część produktów jeszcze wróci. To wielka niewiadoma. Nasza uniwersalność powoduje jednak, że jesteśmy nieraz w lepszej sytuacji niż nasi zleceniodawcy. Często specjalizują się oni w poważnych, skomplikowanych produktach. Mają jednak bardzo zawężoną specjalizację. Cemet jest natomiast typowo usługową firmą. Jesteśmy więc w stanie robić bardzo różne rzeczy.

Trzeba efektywniej szukać nowych klientów



Trudna sytuacja na rynku spowodowała, że firma musi bardziej efektywnie poszukiwać zleceniodawców.

- Wiadomo jednak, że nie tylko my szukamy zleceń. Wiele firm jest w gorszej sytuacji od nas. Nam, mimo przeciwności, udaje się cały czas funkcjonować na 100 proc. Firma nie zwolniła ani jednej osoby od czasu ogłoszenia pandemii. Nie zmniejszyła się też znacznie produkcja - mówi Lewandowski. - Najcięższymi miesiącami dla Cemetu były maj i czerwiec. Odczuliśmy wówczas największe załamanie produkcji, ale wróciliśmy do normalnego trybu pracy.
Cemet zatrudnia 120 pracowników o wysokich kwalifikacjach w zakresie spawania i obróbki stali, szczególnie inżynierów mechaników, jak i ślusarzy, monterów i spawaczy.

Jak twierdzi Lewandowski, jego firma cały czas jest niepewna co do przyszłości.

- Obawiam się, że najgorsze cały czas przed nami - twierdzi Kazimierz Lewandowski. - Pomijając znaczny wzrost zachorowań w naszym regionie, ważne jest też, jak odczują pandemię nasi klienci zagraniczni. Na razie wszystko działa, bo poszczególne kraje zapewniają finansową pomoc. Poza tym kontynuowane są liczne projekty długofalowe, rozpoczęte jeszcze przed pandemią. Nie wiem, czy z rozpoczynaniem kolejnych dużych inwestycji nie będzie gorzej - mówi Lewandowski.

Trzeba działać odpowiedzialnie w trudnych czasach



Kazimierz Lewandowski nie ukrywa zaniepokojenia obecną sytuacją, gdy prawdopodobieństwo zakażenia jest o wiele większe niż wiosną, a nawet możliwy jest paraliż zakładu.

- Taki mały optymizm gdzieś tam we mnie jest. Szczególnie kiedy rozmawiam z kolegami z podobnych branż. Wiem, że branża stoczniowa rozmawia z kolejnymi armatorami o nowych projektach i podpisywane są kolejne kontrakty na statki. Być może rynek statków wycieczkowych także się rozrusza - stwierdza Lewandowski.
Jak twierdzi Lewandowski, najgorsza jest nieprzewidywalność.

- Nie wiadomo, w którym kierunku pójść. Jednak staramy się, w miarę możliwości, podchodzić do całej sytuacji bardzo odpowiedzialnie - mówi Lewandowski. - Kiedy dowiedzieliśmy się, że służba zdrowia ma problem ze sprzętem, to już pod koniec kwietnia postanowiliśmy zakupić respirator, który trafił do Szpitala im. Kopernika "Copernicus". Chcieliśmy dołożyć swoją małą cegiełkę - choć w tym samym czasie nastąpiło u nas wyhamowanie produkcji.

Pandemia zmieni nasze przyzwyczajenia



Prezes spółki Wojciech Huebner już w kwietniu 2020 r. określił i wdrożył zasady postępowania w okresie pandemii.

- Nasi pracownicy przyjęli trudną sytuację, w której się znaleźliśmy, z dużą powagą i zrozumieniem. Przesunęliśmy czas rozpoczynania i kończenia pracy części zatrudnionych tak, aby w szatni nie było tłoku. Tak samo przesunięte zostały przerwy śniadaniowe. Dodatkowo obowiązuje u nas zasada, że każdy, odchodząc od swojego stanowiska pracy, musi nakładać maseczkę. Wszędzie są też rozlokowane środki dezynfekujące. Wszyscy pracownicy są świadomi, że igranie z możliwością zarażenia byłoby straszne w skutkach dla całej firmy - twierdzi Lewandowski.
Według Lewandowskiego mamy duże szanse na wyjście z niepewnej sytuacji gospodarczej, spowodowanej pandemią, w nie najgorszej formie.

- Sytuacja na pewno się za jakiś czas uspokoi, choć część rzeczy nie będzie taka sama jak przed pandemią. Przykładem może być praca zdalna. W "biurowych" firmach często będzie wykonywana online. Takie firmy już zapewne doszły do przekonania, że nie wszyscy pracownicy muszą być zgromadzeni w jednym miejscu. Zaoszczędzą tym samym na wynajmie powierzchni biurowej. Jeśli chodzi o firmy produkcyjne, jak nasza, to na pewno będzie mniej wizyt handlowo-technicznych. Dotychczas mieliśmy częste wizyty zagranicznych kontrahentów. Oszczędności jednych odbiją się jednak na innych branżach - stratach linii lotniczych, hoteli, gastronomii. To wszystko jest przecież obiegiem zamkniętym.