Ironman - to się opłaca. Aktorzy-triathloniści potwierdzają

8 sierpnia 2016 (artykuł sprzed 4 lat)
Olga Miłogrodzka

Udział w triathlonie, na dystansie połowy Ironmana, to nie lada wyczyn. Oznacza przepłynięcie 2 km, przejechanie na rowerze 90 km oraz przebiegnięcie półmaratonu - jedno po drugim. Taki wysiłek podjęło w Gdyni ponad 2000 osób, w tym kilka publicznie znanych. O korzyściach, jakie płyną ze sportowego trybu życia, opowiedzieli nam Maciej Dowbor, Maciej Stuhr, Jakub Wesołowski, Krzysztof Wieszczek, Karolina Gorczyca oraz Beata Sadowska.



113 km - tyle dokładnie wyniosła trasa, jaką w niedzielę pokonali uczestnicy gdyńskiego triathlonu - wpław, na rowerze oraz biegiem. Wyzwanie to podejmują zawodowi sportowcy, ale nie tylko - także amatorzy, łączący treningi z życiem zawodowym i prywatnym. Nie jest to jednak łatwe. Ironman wymaga solidnego przygotowania, a sam w sobie jest morderczym wysiłkiem trwającym średnio ponad 6 godzin. Jeśli udział w zawodach to barter, jeśli się opłaca, oznacza to tylko jedno - w zamian daje równie wiele. Jakie jakości do życia wprowadza sport uprawiany intensywnie i konsekwentnie? Pytanie to zadaliśmy aktorom, którym ani praca na planie, ani rodzina, ani wewnętrzne opory nie przeszkodziły w wejściu na ścieżkę, którą podążają "ludzie z żelaza". Specjalnie dla portalu trojmiasto.pl wypowiedzieli się uczestnicy niedzielnych zawodów: Maciej Dowbor, Krzysztof Wieszczek, Jakub Wesołowski, Maciej Stuhr, Karolina Gorczyca i Beata Sadowska.

Przeczytaj także relację z tegorocznej edycji Ironmana w Gdyni.

Maciej Dowbor - prezenter telewizyjny, doświadczony triathlonista, za półtora miesiąca, na Majorce, debiutuje na pełnym dystansie Ironmana (4 km - pływanie, 180 km - jazda na rowerze i 42 km - bieg).

Polubiłem siebie znacznie bardziej w momencie, kiedy zabrałem się za ten sport. Pokonałem siebie - największą przeciwność losu.
- Sport taki jak triathlon, to oczywiście przyjemność, szczególnie w trakcie zawodów. Przede wszystkim jednak jest to gigantyczny wysiłek. Powiedzmy sobie szczerze - nie zawsze chce mi się wyjść na trening. Cel daje satysfakcję, ale droga do niego usłana jest cierniami. To ciężka orka. Sport jednak uczy mnie istotnej rzeczy - regularności, obowiązkowości, podporządkowania się wyznaczonemu celowi. Zmotywowanie się do wysiłku uświadamia mi, że mam charakter, mam przysłowiowe jaja i nie poddaję się z powodu byle jakich przeciwności, takich jak zła pogoda, złe samopoczucie, pozorne zmęczenie - czyli z powodu braku silnej woli. Cechą, którą najbardziej cenię sobie w ludziach jest silna wola - umiejętność przezwyciężenia swoich słabości, swoich pozornych niemożliwości. To jest moment, który mi najbardziej imponuje u innych i u mnie samego. Polubiłem siebie znacznie bardziej w momencie, kiedy zabrałem się za ten sport, kiedy - choć bez żadnych wielkich sukcesów - udało mi się dokończyć pierwsze zawody. To był ten moment, kiedy pomyślałem sobie "Maciek, kurczę, nie jesteś jednak pustym próżniakiem, który wykonuje jedynie swoją pracę, zarabia pieniądze i je konsumuje, którego życie kręci się wokół bezproduktywnej wegetacji - pokonałeś siebie, pokonałeś największą przeciwność losu". Bo pokonanie siebie jest najtrudniejsze tak naprawdę. Pokonałem siebie fizycznie i mentalnie - bo triathlon to głównie praca z głową - i po tym doświadczeniu inne wyzwania, czy to w życiu prywatnym, jako mąż, ojciec, partner, czy zawodowym, jest mi łatwiej podejmować. Poza tym triathlon to, poza rodziną i pracą, mój świat, w którym mogę się realizować.
Maciej Stuhr - aktor, po raz pierwszy w zawodach wystartował 3 lata temu, jako ambasador triathlonu Herbalife.

Sport - zawdzięczam mu lepsze życie, lepsze fizycznie i psychicznie.
- Zastała mnie pani właśnie w drodze na kolejne zawody triathlonowe, co z mojej strony jest najlepszą ich rekomendacją. Trzy lata temu jechałem do Gdyni, jako ambasador tego sportu - człowiek zaproszony, sponsorowany, w celu udzielania tego typu wywiadów. Dziś powracam tu jako zwykły uczestnik, nienamawiany przez nikogo, tylko przez siebie samego. Te trzy lata, nie tylko zawody, ale przede wszystkim codzienny trening, codzienne spotkanie ze sportem, z samym sobą - czy to jest godzina w wodzie, czy bieg w lesie, czy to są dwie godziny na szosie, pod Warszawą - to jest taki czas, w którym dochodzę do formy fizycznej i nie w mniejszym stopniu do formy psychicznej. Mogę właściwie powiedzieć, że jest to jedno z moich największych uzależnień, może nawet i największe. W dzień bez treningu jestem zupełnie innym człowiekiem - bardziej zdenerwowanym, bardziej zestresowanym, czuję, że coś jest nie tak, że czegoś mi brakuje. Godzina sportu stawia do pionu. Mogę śmiało powiedzieć, że bardzo, bardzo wiele temu zawdzięczam. Mógłbym nawet użyć górnolotnych słów. Nie chcę opowiadać farmazonów, że sportowi zawdzięczam życie, to może przesada, ale na pewno zawdzięczam mu lepsze życie - lepsze fizycznie, to jest rzecz zrozumiała, bo nie jestem grubym czterdziestolatkiem z kuflem piwa w ręce, ale też, a nawet przede wszystkim, lepsze psychicznie. Podczas treningu spalam złą energię i choć jest to enigmatyczne stwierdzenie, to działa na wyobraźnię. Rzeczywiście - wszystkie moje problemy, stresy, których mam niemało w swoim życiu prywatnym i zawodowym, jak każdy człowiek - po tej dawce sportu i wysiłku ekstremalnego zawsze wyglądają zupełnie inaczej niż przed treningiem. To jest niesamowite.
Jakub Wesołowski - aktor, po raz drugi wystartował w gdyńskim triathlonie.

- Pewnie dla każdego z nas Ironman znaczyć będzie coś zupełnie innego. Dla jednych to zajęcie semi-profesjonalne, dwadzieścia parę godzin treningów tygodniowo tylko po to, aby złamać czas i pokonać kolejnego przeciwnika. Ja się do tych osób nie zaliczam. Dla mnie sport jest przeciwwagą do stresu dnia codziennego. W momencie, w którym powstałby znak równości między Ironmanem, a obowiązkiem, albo czymś, co jest mi nakazywane, wówczas cała przyjemność sportu uleciałaby i przestałbym go uprawiać. Dla mnie sport to cudowne uzupełnienie dnia - przyjemność i dzika frajda. Oczywiście pojawia się tu element rywalizacji i nie jest mi on obcy - udział w zawodach znaczy, że jesteś "gościem", w każdym mężczyźnie istnieje potrzeba atawistycznej rywalizacji, a Ironman niewątpliwie się w tej definicji zawiera. Proszę mi jednak wierzyć - Ironmanem czuję się o wiele bardziej w lutym, kiedy o 5:30, przy -10 stopniach wychodzę na trening, niż na samych zawodach, gdy przy 24 stopniach jadę rowerem po pięknej, malowniczej Gdyni.
Krzysztof Wieszczek - aktor, w tym roku w triathlonie stratował po raz pierwszy.

- Kilka solidnych miesięcy przygotowań do startu dało mi wiele cennego czasu dla siebie samego. Trening to jest mój czas. Skupiając się - tu i teraz - na ćwiczeniach, zdobywaniu nowych umiejętności, odciążam swoje życie, odcinam się od stresów dnia codziennego. Przy okazji to moment, który umożliwia obserwowanie siebie z innej strony. Uczenie się nowych rzeczy, odnajdywanie w nowej sytuacji, niejednokrotnie trudnej - ja np. w trakcie pływania konfrontowałem się z różnymi lękami - to ciekawy punkt odniesienia do tego, co spotyka mnie po treningu, w życiu zawodowym i poza planem.
Karolina Gorczyca - aktorka, triathlon uprawia od kilku lat.

- Sport kształtuje charakter, rozwija ambicję, wzmacnia determinację, uczy pokory. Triathlon wniósł do mojego życia pewien porządek, regularność oraz dyscyplinę. Ironman to poważna przeprawa przez własne słabości oraz lekcja wytrwałości w dążeniu do celu. Pokazuje, że jeśli się uczciwie pracuje, to faktycznie przynosi rezultaty. Osiągnięty cel daje wiele zadowolenia z siebie, a przez to również pewności siebie. Na mecie pojawiają się łzy wzruszenia i duma, do której się tęskni i dlatego m.in ja zapisuję się na kolejne start, żeby jeszcze raz przeżyć te momenty. Bo życie składa się z emocji, które się zapamiętuje na długo.

Moja przeprawa przez dystans ½ Ironmana to ok 6h. W tym roku spodziewam się dłuższego czasu z uwagi na bardzo trudną trasę kolarską w Gdyni. To nowa trasa, która będzie wyzwaniem nie tylko dla amatorów, ale również dla profesjonalnych zawodników. Myślę, że wielokrotnie pojawi się we mnie zwątpienie. Suma przewyższeń to ponad 700 m, co oznacza że jakieś 60% trasy jest pod górkę. Potem jest cały szereg zjazdów, bardzo stromych i ostrych zakrętów. Osobiście nigdy nie przejechałam takiej trasy. To będzie w pewnością wielkie wyzwanie. Nie ukrywam swojego przerażenia tą trasą, ale w głowie powtarzam sobie ciągle słowa: "dam radę!" Jeśli uda mi się zrobić tegoroczną połówkę, to uznam to za swój wielki sukces. Wrócę do domu jeszcze silniejsza i znowu podniosę sobie poprzeczkę swoich możliwości.

Beata Sadowska - prezenterka telewizyjna, ambasadorka sportowego i zdrowego stylu życia.

Ruch to lepsza, zdrowsza i szczęśliwsza ja.
- Ruch to lepsza ja. Spokojniejsza. Z większą cierpliwością, z wypoczętą głową. Ruch to zdrowsza ja: z lepszą odpornością, krążeniem, sylwetką. Ruch to w końcu szczęśliwsza ja: z uśmiechem na twarzy i walizą endorfin w pakiecie.

7 godzin wysiłku non stop to czas dogadywania się ze sobą, negocjacji, że dam radę, przekonywania, że każdy kilometr przybliża mnie do mety. To czas załatwiania spraw i pojawiania się nowych pomysłów. To czas tęsknoty za Pawłem i dwoma synkami. Czas wdzięczności dla kibiców. Czas emocji, wzruszeń i decyzji: za rok też chcę!