stat

Instax i Polaroid: zdjęcia natychmiastowe

18 listopada 2013 (artykuł sprzed 6 lat)
Marek Nowak

Aparaty Polaroid, z których gotowe, wywołane zdjęcia wysuwały się od razu po ich zrobieniu, nie wytrzymały konkurencji cyfrówek i na pewien czas całkowicie zniknęły z rynku. Po kilkuletniej przerwie w sklepach pojawił się jednak nowy Polaroid Z340 oraz konkurencyjna seria sprzętu Instax od Fuji.



- Ludzie, którzy lubią analogową technologię i troszeczkę odmienną estetykę, z pewnością zainteresują sie tymi aparatami - uważa Adam Fleks, prezes Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego. - Nie każdemu odpowiada przecież masowa fotografia cyfrowa.

Aparaty cyfrowe, zwłaszcza kompakty, dają wprawdzie wiele radości przy minimalnych kosztach eksploatacji, jednak zdaniem osób traktujących fotografię jako sztukę, odarły ją z pewnej wyjątkowości i tajemnicy. Zwolennicy Polaroidów i Instaxów, w środku których nie ma superprocesorów analizujących i rozkładających obraz na piksele, doceniają także praktyczne możliwości rozdania wydrukowanych zdjęć od razu po ich zrobieniu.

Taki aparat może mieć także duże znaczenie towarzyskie podczas imprez, a zdjęcia, jakie przy tym powstają, są nawet bardziej unikatowe niż w tradycyjnej fotografii analogowej, gdzie oryginał zostaje na kliszy. W przypadku Instaxa nie mamy nic poza tym jednym wydrukiem, choć, oczywiście, możemy go później na przykład zeskanować.

- Dużą wartością takich aparatów jest także to, że zmuszają do myślenia przed naciśnięciem spustu migawki - podkreśla Fleks.- Kiedy w magazynku mamy 10 światłoczułych papierków, zaczynamy w naturalny sposób cenić je bardziej niż mając gigabajty wolnej pamięci. Zaczynamy być bardziej świadomi, wizualizujemy wstępnie efekt naszych działań.

Oczywiście, wielu osobom nie spodoba się zalecana przy fotografii natychmiastowej wstrzemięźliwość w naciskaniu spustu migawki.

- Każdy artysta znajduje swój indywidualny styl, zaś odkrycie na nowo starych technologii w kontekście sztuki współczesnej i nowych osiągnięć techniki, tak jak w przypadku lomografii, a nawet camera obscura, bywa interesujące i doceniane - mówi Małgorzata Ziembińska, fotografik. - Instaxy i Polaroid także mają ten potencjał.

Instant i Zink

Sam Polaroid Z340 (cena około 1,2 tys. zł), choć przypomina stare Polaroidy, jest urządzeniem wykorzystującym zupełnie inne technologie. Został wyposażony w cyfrową matrycę i zapisuje dane w pamięci wewnętrznej lub na kartach, posiada nawet możliwość wstępnego obrobienia zdjęcia bezpośrednio w aparacie (redukcja efektu czerwonych oczu, zmiana kolorystyki, przekadrowanie, filtry, ramki). Potrafi również nagrywać filmy w rozdzielczości HD 720p.

Skok technologiczny odbył się też w samych zdjęciach dzięki wynalazkowi amerykańskiej firmy ZINK, która opatentowała nową technologię druku (zero ink), do której niepotrzebne są klasyczne wkłady atramentowe. Barwnik umieszczony jest w papierze fotograficznym i zostaje wywołany termicznie przez głowicę drukarki. Papier Fujifilm Instant działa na podobnej zasadzie, choć japońska firma jest dużo bardziej wstrzemięźliwa, jeśli chodzi o podawanie szczegółów technologicznych.

W kontekście ewolucji Polaroida najnowsze produkty Fuji o różnych konstrukcjach i stopniu zaawansowania (Instax, Instax mini 8, Instax mini 90 Neo Classic) są dziś dużo bliższe oryginalnej idei zdjęć natychmiastowych. Instax mini 8, który możemy kupić już za 300 złotych (plus koszt baterii), to beczułkowata konstrukcja wykonana z plastiku, dostępna w pozytywnych, infantylnych wręcz kolorach. Zapewne nie bez powodu, gdyż nawet dziecko może poradzić sobie z jego obsługą.

Najbardziej zaawansowany jest Instax mini 90 (600 zł.) w stylowej obudowie retro, oferujący funkcje rodem z aparatów analogowych - samowyzwalacz, podwójną ekspozycję, tryb makro, opcję błysku dopełniającego, tryb B (Bulb) z wydłużonym czasem naświetlania, który pozwala uzyskać wyraźne ujęcia nocne i refleksy świetlne, a nawet panel LCD pokazujący między innymi dostępną liczbę zdjęć.

Na koniec warto przypomnieć, że w przypadku tego typu aparatów największy koszt to wkłady - za jedno zdjęcie, najczęściej porównywalne rozmiarami z kartą kredytową, zapłacimy około 3 zł.
Jak wiele zdjęć wywołujesz?
0%

wszystkie lub prawie wszystkie

0%

mniej więcej połowę

0%

kilka na sto

0%

w ogóle - wszystkie mam w formie cyfrowej