stat

Polscy projektanci w Atelier

10 grudnia 2011 (artykuł sprzed 7 lat)
Jakub Jakubowski

Kreacje sylwestrowe, ubrania casualowe na każdą porę roku, stroje do medytacji i ekstrawaganckie nakrycia głowy - impreza Fashion Music Matters w sopockim klubie Atelier była bardzo różnorodna, a na wybiegu zaprezentowano kreacje projektantek hołdujących modowej alternatywie.



Imprezę otworzył pokaz Iriny Panichevy. Pochodząca z Azerbejdżanu, a mieszkająca w Gdyni projektantka pokazała swoją najnowszą, zimową kolekcję inspirowaną sztabkami złota. Zapowiadane były też kreacje sylwestrowe, ale takich nie dojrzeliśmy. Chyba, że projektantka ma zupełnie inne, mocno alternatywne spojrzenie na modę sylwestrową. Trzeba jednak przyznać, że cała kolekcja była piękna i efektowna. Jesienne kolory idealnie komponowały się z bardzo kobiecymi kreacjami.

Bardzo byliśmy ciekawi drugiego pokazu autorstwa Anny Patrini, która bardziej znana jest ze swoich dokonań muzycznych. Pokaz zaskoczył. Anna Patrini zaprezentowała kreacje nadające się bardziej na salę do medytacji niż na ulicę. W taki też klimat wprowadziła widzów oprawa pokazu - rytualna muzyka, kadzidełka, nietypowa choreografia. Na wybiegu zobaczyliśmy między innymi Joannę Krochmalską. Żona Liroya prezentowała się zjawiskowo.

Dużo dobrego można powiedzieć o kolekcji Joanny Bielenicy. Szczecińska projektantka udowodniła, że minimalizm może być nie tylko elegancki ale i seksowny. Piękne, zwiewne, niezwykle kobiece suknie, głównie w beżowych odcieniach z czarnymi dodatkami, wzbudziły szczery aplauz publiczności. Podobała się także kolekcja Magdaleny Wójcik - zimowe płaszcze, kombinezony, wieczorowe sukienki - ale największym jej atutem były efektowne dodatki wykonane głównie z piór.

Głównym punktem wieczoru był pokaz duetu Shumik 100% słynącego głównie z niekonwencjonalnych nakryć głowy. Także i tym razem projektantki Anna Leszkiewicz i Karina Góźdź, zaskoczyły prezentując nakrycia głowy wykonane z materiałowych rur, powyginanych w różne, dziwne formy. Czy było to zaskoczenie in plus, czy in minus, nie odważymy się rozsądzać. O gustach się bowiem nie dyskutuje.

Ogólnie cała impreza mogła się podobać aczkolwiek można było odnieść wrażenie, że niektóre pokazy zupełnie nie pasowały ani do specyfiki klubu Atelier, ani też do gości, którymi w przeważającej większości byli ludzie bardzo młodzi, bardziej klienci sieciówek niż ubierający się u znanych projektantów mody. Ale w sytuacji, gdy trójmiejski rynek modowy, po sezonie zamiera, każdej takiej inicjatywie należy przyklasnąć.