stat

Streetwear w wersji premium. Wywiad z twórcami marki EVC DSGN

29 października 2019, 8:00
Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz

Projektują ubrania, obok których nie sposób przejść obojętnie. Ich ubrania noszą celebryci, a oni sami podkreślają, że moda streetwearowa, którą również tworzą, dyktuje trendy na całym świecie. Pozytywne i nietuzinkowe myślenie pozwala im pracować według własnych zasad. Oto kolejny wywiad z cyklu Trójmiejscy projektanci z twórcami marki EVC DSGN: Ewą Piątkowską i Dominikiem Wasilewskim.



Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz: Od kiedy projektujecie ubrania?

Dominik Wasilewski: Od 2012 roku projektujemy pod własną marką. Ewa jest projektantką, technologiem odzieży i grafikiem. Pracowała dla czołowych marek odzieżowych, takich jak Solar, Mohito, Cropp czy Coalition/Diverse. W końcu pojawiła się myśl o produkcji własnych koszulek z nadrukami.

Ewa Piątkowska: Tak! Pamiętam, że to miała być minikolekcja 3-4 wzorów koszulek. Chcieliśmy sprawdzić, jak zostaną przyjęte, a tym samym jak nam pójdzie sprzedaż. Jednak proces projektowania tak nas wciągnął, że powstała dużo większa kolekcja, w skład której weszły t-shirty, bluzy, legginsy czy nawet baseballówki.

Chyba mieliście jakąś przerwę w projektowaniu, prawda? Czy teraz wracacie z czymś nowym?

DW: Jesteśmy w trakcie przygotowywania nowych modeli i kolejną kolekcję planujemy na wiosnę. Natomiast nie można powiedzieć, że nic nie robimy. Projektujemy cały czas, lecz zmienił się trochę kontekst, bo robimy to teraz również dla firm.

EP: Jakoś tak naturalnie wyszło, że zaczęliśmy dostawać zlecenia na różne realizacje. Projekt oklejenia samochodu? Projekt odjechanej etykiety do jeszcze bardziej odjechanego piwa? Czemu nie! Początkowo traktowaliśmy to jako miły dodatek. Później jednak ciekawych zleceń było coraz więcej, aż stwierdziliśmy, że czas zaprezentować się szerszej publiczności. Tak, obok marki odzieżowej EVC DSGN, powstało studio graficzne EVC DESIGN STUDIO.

DW: Na naszym koncie mamy m.in. realizację tkanych etykiet do serii piw wymrażanych dla Browaru Spółdzielczego czy refresh logo oraz oklejenie floty aut dla Zakwasowni. Projekt szaty graficznej do samochodów dostawczych dla Lilu Fruits to również nasza sprawka. Został on tak dobrze przyjęty, że stał się częścią identyfikacji wizualnej firmy. W następnej kolejności stworzyliśmy designerskie kitle kucharskie i tym samym przyczyniliśmy się do powstania kampanii marketingowej "Moda na Lilu Fruits". Wśród naszych klientów są szkoły tańca, restauracje, kawiarnie czy nawet przedsiębiorstwa budowlane i biblioteki publiczne. Wachlarz jest szeroki.

EP: W zeszłym roku zostaliśmy również rodzicami, bo prywatnie tworzymy związek. Więc ostatnio naprawdę dużo się dzieje.

Wystawy i spotkania w Trójmieście


Czy bycie projektantem to wdzięczna praca?

EP: Poniekąd. Są takie momenty, że radość cię dosłownie rozpiera. Na przykład udany pokaz lub trafiony projekt dla klienta, którego udało nam się zaskoczyć. Takie sytuacje dodają skrzydeł. Jednak bycie projektantem wiąże się z ogromem pracy, często żmudnej, której większość jest nieświadoma. Bycie projektantem to jest również proces. Pamiętam, jak kończyłam SAPU w Krakowie i jak wydawało mi się, że mam swój styl i że zaprojektuję przecież coś z łatwością. A tu psikus. Wszystko, co wyszło wtedy spod mojej ręki, nie podobało mi się. To nie byłam ja w tych projektach. Z biegiem czasu nauczyłam się jednak wyrażać siebie i tworzyć modę, która naprawdę mi się podoba.

Czy można powiedzieć, że wasze ubrania są dla każdego?

DW: Wiedzieliśmy, że nie są dla każdego, bo jesteśmy bardzo wyraziści, a nie każdy to lubi. Początkowo myśleliśmy, że są to ubrania dla bardzo młodych ludzi. Jednak w rzeczywistości okazało się, że młodzież najchętniej ubiera się na czarno. To było dla nas zaskoczenie. Kiedy my byliśmy młodsi, to rzeczą naturalną była chęć wyróżniania się. I tak z czasem okazało się, że częściej przychodzą do nas dojrzalsi klienci, którzy są znudzeni tym, co oferują sieciówki.

EP: Faktycznie tak jest, że nasze ubrania noszą młodzi ludzie w wieku 12-15 lat. Drugą grupą są osoby po 30, które potrafią docenić jakość tych ubrań, wykonanie oraz dizajn. Dużo osób reaguje pozytywnie na to, że są to polskie produkty.

Nie boicie się odważnych wzorów, wyrazistych kolorów. Można powiedzieć, że wasze ubrania aż krzyczą. Dlaczego wybieracie takie grafiki i czy w tym wszystkim jest miejsce na jakość?

EP: To upodobanie do śmiałych kolorów i grafik jest najpewniej kwestią charakteru. Jestem z tych projektantów, którzy chodzą we własnych projektach, więc tworzę to, co czuję, by móc to później założyć. Kluczem do powstania naszych modeli jest fakt, że nie kombinujemy za dużo z krojem, tylko bawimy się nadrukiem.

DW: Jeżeli chodzi o jakość, to nie idziemy na żadne kompromisy. Tkaniny, dzianiny i dodatki muszą być najwyższej jakości. Nie oszczędzamy na projekcie. Jeżeli nie możemy znaleźć odpowiedniej tkaniny, to wolimy nie wyprodukować danego modelu. Wszystkie nasze ubrania powstają od zera. Opracowujemy formy, dobieramy tkaniny i dodatki, projektujemy grafiki i szyjemy to wszystko w Polsce.

Pozwalacie sobie na zabawę graficzną z dziełami sztuki, uprawiacie też pastisz współczesnych reklam, sloganów. Jaki jest cel tych zabiegów?

EP: W ten sposób komentujemy rzeczywistość. Czasem ten komentarz ma charakter prześmiewczy, a czasem jest on zabawną interpretacją czasów współczesnych. Tak jest w przypadku dzieła Leonardo da Vinci "Dama z gronostajem". Nasza wersja to jest Dama z mopsem podczas sesji tatuażu. Zinterpretowaliśmy również "Ostatnią Wieczerzę" autorstwa Philippe'a de Champaigne. Myślimy, że tak mogłoby wyglądać spotkanie Jezusa i jego apostołów przy stole w ten ostatni wieczór. Bo przecież to też byli ludzie, więc czy nie mogli nosić Air Maxów i jeść pizzy? Przy okazji chciałam podkreślić, że nie wykorzystujemy tematów religijnych, żeby kogoś obrazić.

DW: Lubimy wrzucić w jeden worek elementy z różnego świata czy kilka trendów modowych. Po wstrząśnięciu tworzymy z tego nową jakość, która pojawia się pod postacią grafiki.

Wasze ubrania podchodzą pod modę streetwearową. Czym dla was jest streetwear i za co go lubicie?

EP: Streetwear to moda uliczna. To odzież sportowa, ale ze sznytem modowym. I tu ciekawostka: najwięksi projektanci czerpią właśnie z tego, co się dzieje na ulicy. Trendsetterzy fotografują stylizacje ludzi, potem z tych materiałów wyciąga się tendencje i dopiero to ląduje na wybiegu. Więc tak naprawdę trendy dyktuje streetwear, a nie projektanci. Wiele osób o tym nie wie.

DW: Dla nas definicją streetwearu jest wygoda i fakt, że na szarej ulicy powinieneś się wyróżniać.


Co jest największym sukcesem EVC DSGN?

DW: Stali klienci, przyjaciele marki, którzy kupują nasze ubrania od początku i nadal w nich chodzą.

Czy Wasze ubrania noszą celebryci?

DW: Tak, możemy wymienić całkiem długą listę gwiazd, które pokazały się w naszych ubraniach, są to m.in: Agnieszka Woźniak-Starak, Patrycja Kazadi, Margaret, Ania Wyszkoni, Natalia Kukulska czy Dawid Kwiatkowski. Z Sarsą stworzyliśmy kolekcję Sarsa for EVC DSGN, w której połączyliśmy współczesny streetwear oraz charakterystyczny styl sceniczny artystki. Nasze modele pojawiały się m.in. w TVN w takich programach, jak "You Can Dance", "Mali Giganci", "Top Model" i "Na Językach". Współpracowaliśmy też z prasą i stylistami.

Jakich nowości możemy się spodziewać teraz?

EP: Zawsze inspirowały nas lata 90. i w tym klimacie nadal będziemy tworzyli. To jest takie DNA marki. W sprzedaży pojawił się właśnie nasz nowy model, który jest inspirowany starymi rysunkami owoców i warzyw rodem z książek botanicznych. Pojawią się również nowe interpretacje dzieł malarskich, o które najczęściej pytają nasi klienci. Wszystkie nowości zawsze dostępne są w naszej pracowni na Garnizonie, jak i w sklepie Elska w Galerii Bałtyckiej.

DW: Od dłuższego czasu chodzi mi też po głowie kolekcja inspirowana gdańską Zaspą, na której się wychowałem. Mam nadzieję, że już niedługo modele te ujrzą światło dzienne. Po bardzo dobrym przyjęciu naszych kitli kucharskich zaprojektowanych dla Lilu Fruits chcemy iść za ciosem i pokazać, jak według nas powinien wyglądać dobrze ubrany kucharz. Ale zawsze z tyłu głowy mam to, że Ewa jest tylko jedna, więc mierzymy siły na zamiary.