stat

Rodzice zastępczy: Trudno się nie przywiązać. Ta "praca" to nasze życie

13 czerwca 2018, 13:00
Wioleta Stolarska

Przekonują, że nie są superbohaterami, ale żeby robić to, co oni trzeba być empatycznym, cierpliwym, ale też odpornym. Rodzice zastępczy przewijają, karmią, uczą i wychowują dopóki sytuacja prawna maluchów się nie wyjaśni, nie znajdzie się ktoś kto będzie chciał je na całe życie. Dzieci różnie się zachowują, boją się, płaczą, krzyczą, są obarczone chorobami, czasem nieuleczalnymi, traumami, ale każdego dnia dają im radość. - Ja bym chciał żeby każde dziecko na świecie było szczęśliwe - mówi syn Anny, żeby przekonać ją do wzięcia kolejnego dziecka. Ona od lat prowadzi specjalistyczną rodzinę zastępczą, ale też wspiera innych, którzy zdecydowali się poświęcić życie dzieciom, które nie miały spokojnego dzieciństwa.



Jagoda Tkacz, która od kilkunastu lat prowadzi pogotowie rodzinne pod swoją opieką ma teraz szóstkę dzieci w wieku od 7 miesięcy do prawie 4 lat. W sumie od początku było ich kilkadziesiąt. Dziecko przebywa w takim pogotowiu do czasu, aż sytuacja w rodzinie biologicznej się unormuje lub rozwiąże prawnie, a takie postępowania trwają od kilku miesięcy do nawet ponad 4 lat.

- Było u nas w rodzinie bardzo dużo dzieci. Pierwsze dziecko dostałam jak mój najmłodszy syn miał 5 lat, a najstarsza córka 17. Pamiętam, że był to dzień po moich urodzinach. To był Gracjan, bardzo fajnie się rozwijał i wiem, że teraz wszystko jest w porządku. To bardzo miłe, kiedy wiem, że te dzieci, które ja wychowywałam mają dobrze, że nowi rodzice ich kochają. Dla mnie to bardzo budujące, że wciąż są rodziny, które przyjmują dzieci do adopcji - opowiada.
Jak mówi, w podjęciu tej najważniejszej decyzji pomogła jej rodzina, która od początku bardzo angażowała się w opiekę nad dziećmi. Zaczęło się od ogłoszenia w gazecie o poszukiwaniu rodzin zastępczych, i choć miała pięcioro własnych dzieci pomyślała, że da radę. To, że dom był pełen ludzi paradoksalnie pomagało dzieciom, które wcześniej przeszły traumę, wiele widziały i przeżyły.

- Chyba lepiej było im się odnaleźć w nowym domu, przy nowych ludziach, a później pójść dalej. My dajemy im bezpieczeństwo, ciepło, pokazujemy jak wygląda życie w pełnej rodzinie, a później idą dalej. Zdarza mi się, że śpię z telefonem przy uchu, bo jestem pogotowiem i gdyby się coś zdarzyło to w każdej chwili przyjmę kolejne dziecko - przekonuje.
Pracuje 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nieraz zdarzyło się, że przyjmowała dziecko z interwencji od policjantów w środku nocy.

Pogotowie to też pożegnania, bo dzieci w końcu trafiają do innych rodzin, ale jak mówi Jagoda "trudno się nie przywiązać".

- Przychodzi dziecko i wiem, że nie jest moje, ale wychowuję je jak własne. Uczę się ich, a w zamian dostaję pierwsze ząbki, pierwsze kroki. Zawsze powtarzam dzieciom, że nie jestem ich mamą, tylko ciocią. I że mama pewnego dnia po nie przyjdzie - mówi.

Zaczęło się od prawdziwej miłości



Do rodzin zastępczych trafiają dzieci bite, molestowane, niepełnosprawne, upośledzone, z zespołem FAS (alkoholowy zespół płodowy, który jest nieuleczalną chorobą), z deficytami fizycznymi i umysłowymi, dzieci społecznie wycofane, z niską samooceną. Dzieci, które rozpaczliwie wołają o pomoc.

Tylko nieliczni podejmują się tego wyzwania, które jest trudne, ale jak przyznają zgodnie rodzice zastępczy, nikt tej decyzji nigdy nie żałuje. Choć przekonują, że to również ich praca, zwykłe życie i zwykłe radości, to pewne jest, że bez prawdziwego uczucia nie podoła się temu.

Marzena Kowalska prowadzi specjalistyczną rodzinę zawodową od 9 lat.

- U mnie przygoda z rodzicielstwem zastępczym zaczęła się troszkę inaczej. Zakochałam się w Sebastianie, moim najstarszym dziecku, które teraz będzie miało 11 lat. W 2008 roku odbywałam praktyki na Abrahama i tam poznałam właśnie Sebcia, miał wtedy rok. Przez kolejny przychodziłam do niego jako wolontariuszka, po ośmiu miesiącach stwierdziłam, że myślę o nim jak o własnym dziecku i wiedziałam już, że zabiorę go do domu - opowiada.
Sebastian był od początku dzieckiem niepełnosprawnym, ale wcześniej jego stan był o wiele lepszy. Teraz chłopiec jest karmiony dojelitowo, przeszedł wiele operacji, jest też pod opieką domowego hospicjum.

- Po dwóch latach od kiedy zabrałam Sebastiana do domu stwierdziłam, że mogę mieć kolejne dziecko. Wtedy pojawił się u nas Kacperek, okazało się, że jest bardzo chory. Przez pierwszy rok było bardzo ciężko. U Kacpra zdiagnozowano zespół FAS, padaczkę, miał bezdechy, reanimowaliśmy go trzy razy, ale teraz to pełne energii dziecko - opowiada Marzena.
Później pojawiła się jeszcze dziewczynka z FAS, padaczką, zespołem złego wchłaniania. Kolejna dziewczynka była tylko cztery miesiące, udało jej się wrócić do biologicznej mamy. Był jeszcze Antoś, który po trzech latach został adoptowany.

- Miałam to szczęście, że widziałam jak to jest kiedy dziecko i rodzice nawiązują takie więzi, zakochują się w sobie. Jest ciężko, ale fajnie, że można dać dzieciom takie szczęście - dodaje.
Marzenie w prowadzeniu rodziny pomaga syn i cała bliska rodzina.

- Dzieci niepełnosprawne są wspaniałymi i kochanymi dziećmi. Też zasługują na miłość, na dom, na akceptację. One po prostu chcą być kochane. Myślę, że ja im to daje, chce zapewnić im najlepsze warunki i one odwdzięczają się za to, na przykład Sebastian nie mówi, ale jego uśmiech wynagradza wszystko - przekonuje.
Czytaj też: Adopcja w Trójmieście. Mniej dzieci, chętnych też brakuje

"Te dzieci czasem chciałyby żebyśmy byli ich mamami i tatami, ale one już mają rodziców"



Każde dziecko ma prawo do wychowania w rodzinie, potrzebuje stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa, troskliwej opieki ze strony dorosłych, akceptacji i miłości. Nie wszystkie dzieci jednak mają zapewniony prawdziwy ciepły dom i właściwą opiekę ze strony swoich rodziców.

Wiesława Kołeczka rodzinny dom dziecka prowadzi z mężem od 2013 roku. Pod opieką mają teraz dziewięcioro dzieci.

- Mamy trzech chłopców, którzy są z nami od początku. Jak przywiozłam dzieci w ogóle nie płakały, ale wtedy okazało się, że one po prostu nie mówią. Patryk miał 5 lat, ale nie było z nim kontaktu, mówiły raczej w swoim języku. Sama nauczyłam się go po dwóch tygodniach. To był największy nasz trud - jak spowodować, żeby dziecko zaczęło mówić - opowiada.
Udało się. Chłopiec w tej chwili chodzi do drugiej klasy. Pomogła terapia z logopedą.

- Był u nas też Bartek, który odszedł do swojego taty. To była piękna historia, bo ten ojciec się naprawdę starał, przyjeżdżał i naprawiał relację. Do tej pory mamy kontakt. Wiktorię wychowywaliśmy cztery lata, jej adopcja była dla nas trudna, ale cieszę się, że trafiła do kochającej rodziny i tak wspaniale się rozwija. Są jeszcze Bartek i Paulinka, którzy zostali zgłoszeni do adopcji, ale na razie nikt się nie zgłosił - mówi.
Wiesława Kołeczka przekonuje, że w budowaniu nowego życia dla tych dzieci nie pomagają sprawy sądowe, które ciągną się nieraz latami przekreślając szansę na adopcję.

- Rodzice próbują ich odzyskać, często nie wnosząc tak naprawdę nic, a to wszystko się ciągnie. Dzieci, które mają obciążenia, orzeczenia o niepełnosprawności też mają trudniej jeśli chodzi o adopcję - ocenia.
Starają się budować więzi, żeby dzieci wiedziały, że są ważne nawet jeśli są tam tylko przez kilka miesięcy, lat, że jak każde inne maluchy mają przyjęcia urodzinowe, przyjaciół.

- Mamy jeszcze trzy dziewczynki, które trafiły do nas w ubiegłym roku. Jedna z nich ostatnio zapytała czy nie mogłabym być w ciąży, zapytałam dlaczego. "Bo byś mnie urodziła" - usłyszałam. Ja wiem, że te dzieci czasem chciałyby, żebyśmy byli ich mamami i tatami, ale one już mają rodziców. Cieszę się, że nas kochają. Mam dzieci z różnych rodzin i myślę sobie, że tak naprawdę dzieli ich tylko nazwisko, które każdy z nich ma różne w metryce - mówi.
Czytaj też: Dzieci z Gdańska czekają na nowy dom. Kto może założyć rodzinę zastępczą?

Rodziny zastępcze poszukiwane



Pogotowiem rodzinnym nie staje się ot tak. Najpierw są spotkania z psychologiem i pedagogiem, po tym wstępnym etapie kwalifikacyjnym przychodzi czas na szkolenia. Z kolei procedura przygotowująca rodzinę niezawodową trwa ok. 3,5-4 miesięcy. Zawodową pół roku dłużej. W tym czasie rodziny przechodzą szkolenia praktyczne - albo w rodzinnym domu dziecka, albo rodzinie zastępczej zawodowej, np. w pogotowiu rodzinnym. Tak, by w realnych warunkach mogły zobaczyć, co je czeka.

Rodziny zastępcze mogą liczyć na wsparcie fundacji, które organizują spotkania, szkolenia i pomoc jeśli ktoś zdecyduje się na taką przyszłość. Z taką pomocą przychodzi m.in. Anna, założycielka Fundacji Mamma Mia, która sama prowadzi specjalistyczną rodzinę zastępczą.

- Chcemy, żeby rodzicielstwo zastępcze stawało się bardziej znane i pozytywnie kojarzone, żeby rodzice zastępczy byli funkcją szanowaną publicznie. Chętnych nie ma, bo tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy kim jest rodzic zastępczy, rodzicielstwo zastępcze to jeszcze w wielu kręgach to abstrakcja - mówi Anna Leduchowska. - Chcemy żeby było jasne kim jesteśmy, że nie gryziemy, jesteśmy normalnymi rodzinami i bardzo kochamy te dzieci - dodaje.
Rodzina zastępcza, przyjmując dziecko pod swoją opiekę objęta zostaje również wsparciem koordynatorów rodzinnej pieczy zastępczej, pomocą psychologiczną, pedagogiczną i prawną.

- Poszukujemy do współpracy odpowiedzialnych, empatycznych ludzi, którzy chcą i mogą zapewnić dzieciom pozbawionym opieki biologicznych rodziców właściwe, rodzinne wsparcie. Dadzą im poczucie bezpieczeństwa i pomogą w trudnym, życiowym czasie. Zapraszamy do współpracy przede wszystkim kandydatów na zawodowych rodziców zastępczych, chcących opiekować się m.in. dziećmi niepełnosprawnymi lub rodzeństwami, osoby chętne do założenia rodzinnego domu dziecka. Oferujemy pełne wsparcie finansowe (m.in. wynagrodzenie za pracę, pokrycie kosztów utrzymania małych podopiecznych, dofinansowanie do wypoczynku), rzeczowe, asystenckie, psychologiczne czy prawne. Zachęcamy również do zakładania rodzin zastępczych niezawodowych - dzieci czekają na taką pomoc - mówi Sylwia Ressel z gdańskiej Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
Ważna jest motywacja i predyspozycje przyszłych rodziców oraz możliwość zapewnienia dziecku należytej opieki i możliwości rozwoju.

- Dzieci, które przychodzą z bagażem trudnych życiowych doświadczeń, otoczone troskliwą opieką i miłością rodziców zastępczych stają się radosne i szczęśliwe. Warto zostać rodziną zastępczą. To najpiękniejsza misja - podzielić się miłością i swoim domem - zachęca Andrzej Czekaj, z-ca dyrektora sopockiego MOPS-u.
Czy młodzi ludzie powinni ubiegać się o status rodziny zastępczej?
40%

tak, chociaż takie przypadki powinny być rozpatrywane indywidualnie

30%

tak, ale pod czujnym okiem odpowiednich instytucji

20%

nie, opiekę nad dziećmi powinny sprawować osoby dojrzalsze

10%

nie mam zdania, podobnymi sprawami powinien zajmować się wyłącznie sąd rodzinny

łącznie głosów: 215