Obraz PRL-u w pigułce. Recenzja "Betonu" Teatru Miniatura

7 czerwca 2021, 7:05
Łukasz Rudziński
Wojciech Stachura z "Betonu" czyni imponujący one man show, mając do pomocy dobre zaplecze inscenizacyjne. Więcej zdjęć (4)

Wojciech Stachura z "Betonu" czyni imponujący one man show, mając do pomocy dobre zaplecze inscenizacyjne.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Wojciech Stachura z "Betonu" czyni imponujący one man show, mając do pomocy dobre zaplecze inscenizacyjne.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Spektakl "Beton" Miejskiego Teatru Miniatura zaczął drugie życie. Pierwsze rozpoczęło się w listopadzie ubiegłego roku, gdy do sieci trafiła jego wersja online. Od 4 czerwca można zobaczyć spektakl "na żywo" na Sali Prób Miniatury. Adaptacja książki o gdańskim falowcu zyskuje nico inny charakter.



Na co iść do teatru?


Taka konfrontacja bywa ryzykowna, ponieważ "Beton" został odebrany bardzo entuzjastycznie i z pewnością jego realizacja online znacznie wyprzedziła inne tego typu przedsięwzięcia w Trójmieście. Formuła, w której jeden aktor - Wojciech Stachura - wciela się w planie żywym we wszystkich bohaterów spektaklu opartego na głośnej książce Moniki Milewskiej "Latawiec z betonu", staje się bardzo nośna.

Stachura animuje przeróżne przeważnie nietypowe lalki, sam odgrywa dialogi i sceny pełne dowcipu, ale też momenty dramatyczne (jak pobicie przez milicjantów). Tworzy one man show, odpowiadając w ogromnej mierze za powodzenie całego przedsięwzięcia. Za tę błyskotliwą kreację w wersji online spektaklu aktora (i reżysera Michała Derlatkę) uhonorowano nagrodami teatralnymi marszałka województwa pomorskiego i miasta Gdańska. Dużym wsparciem są wizualizacje falowca i mieszkań przygotowane przez Sebastiana Łukaszuka.

W najsłynniejszym gdańskim falowcu naprawdę wiele się dzieje. Podróż przez jego klatki i segmenty okazuje się podróżą w czasie i przestrzeni. Więcej zdjęć (4)

W najsłynniejszym gdańskim falowcu naprawdę wiele się dzieje. Podróż przez jego klatki i segmenty okazuje się podróżą w czasie i przestrzeni.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

W najsłynniejszym gdańskim falowcu naprawdę wiele się dzieje. Podróż przez jego klatki i segmenty okazuje się podróżą w czasie i przestrzeni.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Wystawienie spektaklu dla publiczności zgromadzonej w teatrze, a nie śledzącej niewiarygodne przygody Inżyniera falowca na urządzeniach multimedialnych, wcale nie musiała okazać się sukcesem. Podczas wersji online kamera obecna była bardzo blisko - wiele detali śledzić można było w bardzo dużym przybliżeniu. Teraz perspektywa się zmienia, chociaż miniaturowa scenografia, z makietą gdańskiego falowca na Przymorzu pozostają takie same. I faktycznie wpływa to na odbiór spektaklu.

Rzecz dotyczy niezwykłych przygód w czasie i przestrzeni. Falisty charakter falowca i fenomen drugiego najdłuższego bloku mieszkalnego w Europie stały się dla autorki książki pretekstem, by opowiedzieć o podróży przez epoki i społeczeństwo. Inżynier ze zdumieniem odkrywa, że każda klatka i segment funkcjonują w innym czasie historycznym. Inżynier mieszka w klatce A w segmencie pierwszym w 1975 roku. Kolejne klatki funkcjonują już jednak w latach późniejszych.

W spektaklu bierze udział wiele niestandardowych lalek, animowanych przez aktora. Więcej zdjęć (4)

W spektaklu bierze udział wiele niestandardowych lalek, animowanych przez aktora.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

W spektaklu bierze udział wiele niestandardowych lalek, animowanych przez aktora.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Dzięki temu Inżynier nie tylko dowiaduje się o tym, co wydarzy się w przyszłości, ale też staje się świadkiem przemian społecznych. W jednej z klatek dowiaduje się o wyborze papieża Polaka, w innej o strajkach w sierpniu 1980 roku czy transformacji ustrojowej po upadku komuny. O ile jednak w wersji online to sam falowiec znalazł się w centrum uwagi, to w kontakcie z publicznością akcent rozłożony jest nieco inaczej.

Już nie tylko poznajemy specyfikę falowca i dane na jego temat. Jesteśmy również świadkami pełnego humoru obrazu epoki PRL-u, którego osobliwy budynek przy ul. Obrońców Wybrzeża w Gdańsku jest przykładem. Falowiec staje się Polską w pigułce, głosem mieszkańców budynku nie tylko o perle architektury socjalizmu, ale też o Polsce, w której żyją.

W przemyślany sposób ograna jest cała przestrzeń spektaklu. Więcej zdjęć (4)

W przemyślany sposób ograna jest cała przestrzeń spektaklu.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

W przemyślany sposób ograna jest cała przestrzeń spektaklu.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Wojciech Stachura ma trudne zadanie, by utrzymać bardzo dużą dynamikę spektaklu. Udaje mu się to również przed publicznością, chociaż aktor (wspierany przez puszczane z offu głosy Zofii Bartoś, Edyty Janusz-Ehrlich i Piotra Srebrowskiego) odpowiada za niemal wszystkie elementy przedstawienia, włącznie ze scenografią, w której imponuje misterna konstrukcja meblościanki pełnej niespodzianek dla widzów. Jednak spektakl nie ma takiej mocy i precyzji jak rejestracja filmowa. Niektóre miniaturowe laleczki są słabiej widoczne, a Stachura wydaje się nieco przytłoczony obecnością widzów i nie nawiązuje kontaktu z publicznością.

Recenzja "Betonu" online



"Beton" pozostaje jednak bardzo wartościowym przedstawieniem dla nieco starszego widza (wulgaryzmy i jedna drastyczna scena wypadku przesądzają, że powinna to być przede wszystkim młodzież z najstarszych klas szkoły podstawowej i szkoły średniej). Dzięki wielu zabiegom inscenizacyjnym reżysera Michała Derlatki i nieoczywistym lalkom użytym w spektaklu godzinne przedstawienie Miniatury jest nie tylko pouczającą lekcją historii, ale też spotkaniem z fascynującym, żywym teatrem.