Odpowiadasz na:

Ok, wynajmie za 500 zł na prowincji, ale nadal budżet się nie spina - i co wtedy ? Zresztą każdy skrajny przypadek oznacza bycie w czarnej dpie.

Równie dobrze można przyjąć, że spłaci...
Ok, wynajmie za 500 zł na prowincji, ale nadal budżet się nie spina - i co wtedy ? Zresztą każdy skrajny przypadek oznacza bycie w czarnej dpie.

Równie dobrze można przyjąć, że spłaci połowę, potem coś się stanie - sprzeda mieszkanie, zostanie mu połowa (np. 150 tys.), którą może przejadać. Co zostanie w przypadku wydarzenia losowego na wynajmie ? Nie pisz tylko proszę o tym, że ludzie, a zwłaszcza Polacy, będą odkładać wszelkie nadwyżki ("będę wynajmował, a za wszystkie nadwyżki kupię sobie za 30 lat za gotówkę") - jak w reklamie - oszczędności to jest to, co masz na koncie :), oszczędnością nie jest to, że nie pojedziesz na wakacje, albo kupisz buty za 290 zł, zamiast 280 zł, bo te 10 zł i tak pewnie wydasz na jakąś pierdołę. Odkładanie małych kwot wygląda dobrze i jest miłe tylko do wyobrażenia sobie, że będziesz miał x jak przez y lat będziesz odkładać 37,40 zł miesięcznie - w praktyce, nie sr* jąc pieniędzmi oznaczać to będzie, że odmówisz dziecku np. loda, no bo przecież oszczędność. Osobiście widzę sens tylko w odkładaniu co miesiąc minimum kilkuset złotych i nie kosztem odmawiania np. dziecku lodów czy wakacji, reszta to żyłowanie i odmawianie sobie wszystkiego, które finalnie i tak kiedyś "wybuchnie".
rozwiń

3 lata temu ~danny
  • Polityka prywatności