Odpowiadasz na:

Re: Grzyby!

Hejka, nie ma obficie, ale idzie nazbierać.
Właśnie skończył się dwutygodniowy wysyp borowików, ale pojedyncze sztuki idzie znaleźć. Są kurki i podgrzybki brunatne, zaczynają wyglądać...
Hejka, nie ma obficie, ale idzie nazbierać.
Właśnie skończył się dwutygodniowy wysyp borowików, ale pojedyncze sztuki idzie znaleźć. Są kurki i podgrzybki brunatne, zaczynają wyglądać płachetki, sporadycznie koźlarze, są gołąbki.

Wczorajsze papu:
kaczka od rolnika, obcinamy kuper i dajemy sforze, obcinamy łapy i wycinamy szyję - przydadzą się na rosół. Kaczkę nacieramy solą i zmiażdżonym czosnkiem i zostawiamy na 2-3 dni w piwnicy, żeby skruszała.
Gotujemy 3/4 szklanki pęczaku na szklance wody na sypko - zagotować, pogotować i zawinąć w pierzynę.
Na patelni smażymy na wędzonej słoninie pokrojoną w grubą kostkę cebulę, wrzucamy 3 papryki chili pokrojone w plasterki, pokrojone kacze podroby (wątróbka, serce, żołądek) i cztery garście pokrojonych płachetek. Podlewamy winem z jabłek i dusimy do odparowania płynu. Na koniec wrzucamy ugotowany pęczak i wszystko ładnie mieszamy i zostawiamy do ostygnięcia.
Zimnym farszem napychamy kaczkę, otwory spinamy wykałaczkami, kaczkę z nadzieniem wkładamy w rękaw do pieczenia i obkładamy kawałkami jabłek, rodzynkami i czarnymi winogronami, dorzucamy garść świeżych kurek. Całość zamykamy i robimy dziurę w rękawie, żeby miała jak ulatywać para. Pieczemy w 190 stopniach 1 godz i 15 min na kilogram kaczki - moja ważyła 2,2 kg i piekła się 3 godziny.
Po upieczeniu wyciągamy na półmisek i zostawiamy na 20 minut, po czym raczymy się faczką faszerowaną. Smacznego.

A wracając do grzybów na porannym spacerze zbieram codziennie kobiałkę.
rozwiń

3 lata temu ~Manson the Forester
  • Polityka prywatności