Odpowiadasz na:

Wracam jednak do wątku, żeby zdac raport, po kilku miesiacach :)

Na części działki, gdzie bezowocnie próbowałem wysiać łubin a w końcu gorczyca sie udała, nadal gleba jest do bani. Wracam jednak do wątku, żeby zdac raport, po kilku miesiacach :)

Na części działki, gdzie bezowocnie próbowałem wysiać łubin a w końcu gorczyca sie udała, nadal gleba jest do bani.
Ale... nie do końca :)
W jej ciut lepszej części rośnie sobie topinambur, jak wsciekły. Dzisiaj go przycinałem. Miał miejscami prawie 3m i już się pokładał pod własnym ciężarem, chociaż łodygi sztywnością i grubością przypominają kije od szczotki :). Zostawiłem ok. 1,6-1,8m.
Udało mi się zwieźć kilka przyczepek obornika końskiego. Znalazłem wreszcie niechimeryczne źródło. Za darmo, trza tylko sobie samemu przywieźć i odpalić dwie dychy za załadunek przyczepy :D
Skołowałem też sporą hałdę zrębków. Głownie iglastych.
Jedno i drugie, regularnie nawilżane, kompostuje sobie pod przykryciem.
Na fragmencie tego najbardziej parszywego kawałka ziemi zrobiłem eksperyment. Wcześniej była gorczyca. Na etapie kwitnienia skopałem ją z obornikiem i sporą ilością zrebków. Wysiałem tam kabaczki.
I wyskoczyły mi krzaki wielkości porzeczek. Wiekszosć jeszcze kwitnie, ale mam już kilkanaście kabaczków, całkiem słusznych rozmiarowo (rzędu 30 cm długości i z 8 cm średnicy).
Na kawałku, gdzie była tylko gorczyca, wsadziłęm trochę ziemniaków. Rosły, zakwitły.. i zdechły. Ale z każdego krzaczka, nawet już całkiem martwego, mam młodych ziemniaczków na przynajmniej 1 obiad.
Rosną na tym najgorszym z najgorszych fragmentów. Gdzie czegoś, co w dużym przyblizeniu przypomina glebę, jest warstwa może z 15 cm. Dalej jest gliniany beton, który dopiero po wielu dniach deszczów dalo radę dziabnąć szpadlem.
Tutaj raczej nie uniknę dołożenia sensownej gleby. I o ile w miarę mam skąd ją wziąć, to gorzej będzie z pozbyciem się nadmiaru gliniastego betonu.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa na drugiej częsci działki, tej bardziej "czernoziemowej".
Tam wszystko rośnie bez problemów, a humusu mam od 40 do nawet 60 cm.
I ten kawałek eksploatuję ogrodniczo "na pierswzy ogień", walkę z gliną pozostawiając sprawa drugorzędną, choć nie zapomnianą.
Na pewno będę potrzebował na jesień jeszcze przynajmniej kilkanaście m³ zrębków. Na razie robią (wraz z roślinami poplonowymi) najlepszą robotę.
rozwiń

2 lata temu ~sa∂yl
  • Polityka prywatności