Odpowiadasz na:

Wyjaśnienia tej sytuacji są trzy. Pierwsze-ci sławni adwokaci od reprezentowania prezesów (w tym tego ze stolicy), przekonali prezesa BCT, żeby walczył (czyt. pogrążał firmę), bo być może wg. nich... Wyjaśnienia tej sytuacji są trzy. Pierwsze-ci sławni adwokaci od reprezentowania prezesów (w tym tego ze stolicy), przekonali prezesa BCT, żeby walczył (czyt. pogrążał firmę), bo być może wg. nich firma nie odpowiada za wyrządzenie ofierze mobbingu realnych, wymiernych strat finansowych. Po drugie-być może faktycznie z tym mailem od prezesa to była tylko podpucha dla zyskania na czasie ale to marny zysk czasowy i takie zachowanie nie bardzo jednak pasuje do tego akurat człowieka. I po trzecie-wg. mnie bardzo prawdopodobne-prezes nie ma tu nic do powiedzenia i to właściciel BCT (ICTSI) wybił mu z głowy jakiekolwiek spotkania, rozmowy z ofiarą i ugody, bo np. właściciel mierzy tę sprawę wg. filipińskich -jakże dalekich od europejskich- standardów. Szkoda, bo mogli jeszcze na stołek po byłym prezesie posadzić mobberkę a nie zostawiać ją na dotychczasowym stanowisku.
Nie ma się co z nimi głaskać, tylko trzeba im zorganizować kolejny sądowo-medialny kataklizm.
rozwiń

5 miesięcy temu ~
  • Polityka prywatności