Re: Aleksander Czapnik
Nie zdążyłem poznać Olka osobiście , widywałem Go tylko przelotnie na trasie , czasem ja wracałem a On dopiero ruszał w drogę , innym razem było na odwrót ( jesteśmy z tej samej dzielnicy ). Tylko raz gdzieś między Przodkowem a Łebnem kręciliśmy parę minut razem i pogadaliśmy chwilkę - teraz dopiero wiem że to był Olek . Pytam o miejsce wypadku i okoliczności bo mnie kiedyś spotkało coś bardzo podobnego na zjeżdzie z Łężyc do Rumii - na szczęście dla mnie obyło się bez poważniejszych obrażeń - był czerwiec godzina 19 z minutami , jasno jeszcze , wręcz dzień ale w lesie był półmrok a ja nie miałem nawet pasywnego oświetlenia . Kierowca który mnie potrącił a raczej zepchnął z drogi do lasu twierdził że zobaczył w ostatniej chwili tylko migoczące szprychy kół i było za pózno na hamowanie . Pomógł mi się pozbierać , użyczył apteczkę i odwiózł do domu - miałem po prostu więcej szczęścia . Od tamtego zdarzenia ZAWSZE w lesie włączam migotki , przednią i tylną . Muszę niestety stwierdzić że spora część szosowców , szczególnie tych młodszych uważa że wieszanie jakiegokolwiek aktywnego oświetlenia na rowerze to obciach a przecież komplet mikro - diodek mocowanych na gumkę lub rzep waży kilkanaście gram i mieści się w pudełku od zapałek .
0
0