Jest instytut Ordo Iuris będący zmorą marksistów magicznych, jak to Krzysztof Karoń nazywa ideologów gender (bo marksizm polega na utrzymywaniu rewolucyjnego wrzenia, a gender-marksizm jest magiczny, bo tworzy wrzenie na podstawie zupełnie nieprawdziwych, wyssanych z palca, fundamentów).
Ordo Iuris to są profesorowie, prawnicy po wszelkich możliwych stażach i aplikacjach. Nie są łatwe przeprawy z nimi. Dziennikarz Wątły, którego podejrzewam o zaburzenia psychiczne lub opętanie bardzo ubolewał, że lewica nie ma takiego swojego Ordo Iuris. Rozbawił mnie tym. Wyobraziłem sobie taką mocną ekipę: prof. Płatek prof. Środa, prof. Sadurski prof. Hartman, prof. Markowski i prof. Mikołejko. Do trollowania na twitterze i rozdzierania szat ta ekipa się nadaje, ale w sądach, gdzie teoretycznie liczy się znajomość paragrafów i rzeczowa retoryka, to ja ich specjalnie nie widzę.
Stary Testament... Jak ktoś usilnie chce czytać to w kluczu ustanawiania represyjnych i absurdalnych z dzisiejszego punktu widzenia praw, to na upartego znajdzie tam coś dla siebie. Ja, jakbym miał w skrócie opowiedzieć, o czym jest Stary Testament, to widze tam zupełnie inną, dominującą prawidłowość. To są przede wszystkim historie o tym, jak najsłabsze, najbardziej pogardzane wyrzutki zostawały królami i bohaterami. Bezdzietna Sara, Józef wrzucony przez braci do studni, Mojżesz czyli bękart wyrzucony do Nilu, Dawid o dziewczęcej urodzie, którego ojciec wstydził się i chował w stodole, pogardzana przez wszystkich, zbierająca ochłapy z pola Rut... i wiele, wiele innych. To są w zasadzie tylko takie historie.
Ale przede wszystkim to są proroctwa, które spełniły się wraz z narodzinami Jezusa. Zwłaszcza psalmy i księgi proroków. To jest dziwne, że żydzi jeszcze nie zorientowali się, że wraz z Jezusem całkiem zawiesił im się system. Nie nadeszli nowi prorocy, a do tego zburzono im świątynię, bez której ogromna część Starego Testamentu straciła sens. Część żydów poszła w Talmud, czyli księgę wewnętrznie sprzeczną i nawet nie napiszę, jaką jeszcze. Kto chce, niech poczyta sobie Talmud. Tylko że będzie ciężko, bo z pewnych względów on wcale nie jest wydawany. Część żydów poszła w kabałę, czyli poszukiwanie w Starym Testamencie tajnego, ukrytego przekazu. A największa część podążyła śladem przodków z pustyni i wyznaje stary dobry kult złotego cielca w nowym wydaniu (Bank Światowy, Bank Rezerw, Wall Street, City of London). Ideologiczne potrzeby zaspokaja im natomiast specyficzna "religia" holocaustu. Hollywood staje tu na wysokości zadania (Mel Gibson a ostatnio Clint Eastwood robią przepiękny rokosz, trzeba ich podziwiać i kibicować).
Jezus nie przyszedł znieść prawa, lecz je wypełnić. I w świetle Jezusa katolicy patrzą na starotestamentowe prawa. Naród wybrany działał po omacku, dostawał przekazy od Boga poprzez proroków, a poza tym musiał walczyć o przetrwanie, tworzyć struktury społeczne, działać intuicyjne. Upadał, podnosił się, znowu upadał, przychodził kolejny prorok, który to wszystko korygował, znowu się podnosił, znowu upadał. W końcu Bóg stał się człowiekiem, przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli. Nie da się tego wszystkiego syntetycznie wyjaścić w krótkim poście. Generalnie to Biblii nie powinno się czytać od dechy do dechy. Najpierw Ewangelie, potem Dzieje Apostolskie, potem listy, potem Stary Testament i na końcu Apokalipsa. Ale jeśli ktoś poprzestanie na Ewangeliach, a ze Starego Testamentu przyswoi sobie Dekalog, to też dobrze.
3
3