Re: Bezdomni na klatkach schodowych na Zaspie - jak sobie radzicie z problemem ?
~maniekmaniek
(11 lat temu)
W poprzednich latach było 2 stałych bezdomniaków, Wiesiek i Arek, teraz jest ich więcej. Z racji mojego miejsca pracy mam stały kontakt z nimi - jak się upiją i zalegną nietomni, to policja lub SM ma obowiązek wezwać PR. Co rusz trafiają do różnych izb przyjęć, dopiero po badaniach można ich odesłać do "wytrzeźwiałki". Wielokrotnie mają obitą głowę jak się po pijaku przewracają - i trzeba im zrobić tk. Ktoś pisał powyżej, że nie mają nawet dowodu. To nieprawda, wszyscy mają dowody i bardzo ich pilnują, do tego mają karty bankomatowe. Pytaliśmy się ich - po co? Mianowicie maja stałą rentę z powodu choroby alkoholowej, którą dostają na swoje konta! Również bezdomniaki mają swoje rewiry, miasto podzielone. Nie raz brali od nas skierowanie na Srebrzysko - ale oni wcale nie chcą się leczyć, szczególnie dużo skierowań biorą przed zimą, bo na Srebrzysku czeka się kilka tygodni na miejsce na odwyku, posiedzą tam jakiś czas, najedzą się, podtuczą i dają nogę, wracają na "swoje". Poza tym na odwyku zawsze znajdują sposób, żeby przemycić alkohol. Gdy nagle jest atak zimy, nie mają zapewnionej noclegówki, to kładą się na podjeździe izby przyjęć np: Zaspy czy Wojewódzkiego, a ludzie wtedy przylatują: tam leży człowiek i na pewno jest ciężko chory! Ci bezdomni alkoholicy wcale nie chcą korzystać z noclegowni bądź schronisk, bo tam trzeba być trzeźwym, zimą jest trochę inaczej, bo z małym promilażem (na Mostowej nawet do 1,5 promila) biorą, tylko musi być grzeczny i nie może się awanturować.
Generalnie patrząc z perspektywy ładnych kilku lat mojej pracy - to są ludzie, którzy lubują się w swoim alkoholiźmie - są bezczelni, awanturują się, że wszystko im się należy, bo mają papiery na swoją chorobę, potrafią nawet przy wyjściu żądać na zapas leków na padaczkę alkoholową z tekstem, że on ma padaczkę i kto mu da leki, jak na mieście złapie go napad i że mu się należy! Potrafią zwyzywać na propozycję, że dostaną receptę na relanium i niech sobie wykupią, nie wspominając jakie lecą z ich strony komentarze, jak mówimy - nikt wam nie każe pić. Są zawszawieni, wielokrotnie byli odwszawiani, jeszcze trzeba dać im czyste ubranie, bo stare idzie do spalenia. Po kilku dniach znów mają zwierzątka, bo wracają w swój rewir i zwierzyniec przechodzi od kolegów. Od kilku miesięcy też szerzy się wśród nich świerzb.
Mimo, że załatwialiśmy im różne ośrodki (finansowane przez miasto) odwykowe, niektóre są z rehabilitacją, bo też mają pilineuropatię alkoholową - wszyscy, dosłownie wszyscy po jakimś czasie pouciekali stamtąd i wrócili do starego trybu życia.
A najgorsze jest to, że system tylko im pomaga - bo mają renty od państwa, do zakonników chodzą sie najeść, nawet niektóre zakony wykupują im recepty, poza tym zawsze jeszcze coś użebrzą od ludzi, od mopsu dostają ciuchy, jeżdżą za darmo i żaden kanar im nic nie zrobi, itd. I po prostu coś mnie trafia, jak taki trafia do szpitala, zaczyna się awanturować i dla świętego spokoju załatwia się go w pierwszej kolejności, bo mega śmierdzi, rzyga i sika gdzie popadnie, zaczepia innych chorych. Perełka to jak leży w łóżku, nie chce mu się wstać do toalety, więc rozpina rozporek i sika wszędzie dookoła, albo robi kupę pod siebie i rzuca bobkami po sali, zeby mu w łóżku nie zalegały.
Wszystko w/w osobiście widziałam i znów będzie powtórka na kolejnym dyżurze, bo w tym chorym systemie nie można takiemu dać kopa na rozpęd w 4 litery, tylko k... wszytko mu sie należy!
17
3