mieszane uczucia
Po pierwszej części ciekawej i dającej do myślenia - ta jakaś taka infantylna, naciągana, mam wrażenie, że robiona z przeznaczeniem dla nieukształtowanej światopoglądowo młodzieży. Film w stylu starego familijnego serialu "Domek na prerii". Powaliła mnie scena ze świeczkami pod drzwiami nauczycielki. Walory artystyczne filmu - brak. Na szczególną krytykę zasługuje aktorska kreacja oskarżyciela - sztuczna i przerysowana, jak i samej nauczycielki - naiwna i bezradna - nieżyciowa, za to fajna rola obrońcy. Moim nastoletnim córkom się podobało - i o to chyba chodziło autorom tego filmu. Na pewno nie jest to film agitujący za wiarą katolicką, wręcz odwrotnie. Żaden poszukujący nie nawróci się po jego obejrzeniu.
1
1