Re: Do wszystkich panów :)
Miałem kiedyś, czerwonego jak Ferrari, Fiata 125p. Kupiłem go z myślą, żeby wytrzymał tydzień. Był na gaz, w cenie równowartości wzięcia auta na tydzień z wypożyczalni ;)
Najpierw kilka dni walczyłem z hamulcami, bo się zapiekały (widział ktoś kiedyś rozgrzaną do czerwoności tarczę hamulcową? Ja widziałem).
Po ich zrobieniu, w poniedziałek rano wyjechałem w trasę. Między Słupskiem a Koszalinem auto przestało jechać - na reduktorze gazu zrobiła się wielka bryła lodu :) Na szczęście, na benzynie pojechał dalej.
Nocleg miałem w Nowej Soli. Kupiłem sobie zapas browca i na parkingu hotelowym wieczorem rozbebeszyłem cały układ chłodzenia i udrożniłem rurki. Auto zaczęło grzać i jechać na gazie.
We wtorek, we Wrocławiu, zatrzasnąłem sobie kluczyki w stacyjce. Jako, że nie udało mi się sforsować zamka, zmuszony byłem wytłuc lewy tylny trójkąt.
Kawałek dalej, pod Żmigrodem, na szrocie kupiłem "nowy" trójkąt i gościu mi go od razu wymienił. Tuż przed Lesznem zerwało mi się mocowanie łożyska lewego tylnego koła i wyjechało mi ono wraz z tarczą i półośką, zrywając przy okazji zacisk hamulca wraz z przewodami.
I tu się skończył żywot tego auta, po raptem 2 dniach trasy.
Absolutnie nie czuję do niego sentymentu :D
0
1