Wchodzi facet do apteki i sepleni do sprzedawcy:
- fafyne pofrofę
- yyy... że co proszę?
- no... fafyne
Konsternacja... "To ja kierownika zawołam".
Przychodzi kierownik. "Słucham Pana"
Facet już z letka zjeżony:
- fce fafyne!
Kierownik szybko odnalazł się w sytuacji i poprosił sztyfta z zaplecza, który też seplenił, żeby się dogadał z klientem.
Sztyft przyniósł co trza. Klient zapłacił i wyszedł.
Kierownik stoi zadumany i w końcu pyta sztyfta: "Ty, co on właściwie chciał?"
- fafyne
0
1