Wchodzimy, pusto. Pytam w hotelu, czy restauracja działa. Tak, wiec siadamy przy stole z poplamionym obrusem. Po 5 minutach idę znów do hotelu. Dzwonią po Kelnerkę, która wychodzi z zaplecza. Mówimy, że wybraliśmy czekając, na co rozdaje nam menu. Składamy zamówienie. Pani szuka notesu. Pani potyka się o krzesło. Wreszcie przynosi zupę. Pytam czy można płacić kartą, Pani na to "Dobra!", więc idę do hotelu (?) zapłacić. Wychodząc z restauracji nie mam komu powiedzieć do widzenia, bo Pani już znów zniknęła.