Re: Ekstremalne warunki
bk zeznał: Jak się koło nie zapada, to da rade jechać ;)
A skoro mowa tu o TRENINGU, to jest właściwe podejście ;-)
Mi zapadactwo średnio przeszkadza nawet na spacerze (tylko potem tragedia z doczyszczeniem wszystkiego, trza polubić brudek).
Co do zapadania się, są są różne XXIw myki:
np. trike jak tej chuderlawej Angielki, co rowerkiem skutecznie pojechała na południowy biegun
np. fatbike - raz by posłużył nie do pozowania na Masie, tylko do jazdy po grząskim
np. stare "bockiem bockiem panocku" - działa nawet na Kościerskiej
Niedawno testowałem w TPK moją Okrutną Ukrainę, szykowaną na zimę i śnieg. Rower najprostszy, zero zmian przełożeń, chrupiące torpedo, koła 28". Przyznaję, raz musiałem zsiadać, ale nie przez błocko, tylko przez podjazd za Mazurem, który jechał wolno, bo czekał na mnie ;-)
Kiedyś nie było alternatywy i ludzie takimi cudakami jeździli nie "dla treningu" (sorry że się naigrywam) ale dlatego, że nie było szybszej alternatywy. Taki "prostak" przejedzie wszędzie, najwyżej trzeba przepchnąć. Choć "dróg nie zbudowano dla samochodów" tylko dla wygody jazdy rowerami, to najpierw były rowery i kiepskie wozowe konno-wołowe drogi, obficie nawiezione łajnem. Ówczesne (XIX/XXw) rowery umożliwiały taki właśnie "trening". Dzisiejsze - gorsze?
0
0