Tani kicz
1,5 godziny oglądania tych samych ujęć na zapłakane twarze w zapętleniu, przekładane smutnymi ujęciami chłopca, w rytm smutnego wycia Richtera - zero naturalnych emocji, każda ze scen agresywnie dostrojona, by tylko wskazywać widzowi kiedy ma płakać. Wątek z tworzeniem sztuki doklejony bez większego zainteresowania twórców (scena z być albo nie być wręcz śmieszna), prowadzący do oczywistego finału. Takie wzniosłe cierpienie jako zabawka reżyserki, do komfortowej egzaltacji, zahaczającej o fetysz.
2
2