Ile jesteście po rozwodzie, rozstaniach i jak sobie z tym radzicie?

Otwieram nowy wątek. Jestem ciekawa, ile jesteście po rozwodzie, rozstaniu? Jak radzicie sobie z drugą statystycznie traumą w życiu? Macie na to jakieś lekarstwo? Z jakich powodów się rozstaliście i najważniejsze, jeśli macie dzieci, jakie są wasze relacje?

Ja jestem w trakcie rozwodu i choć z Ex nie jestem 3 lata, od 7 miesięcy nie mieszkamy razem, jak się dowiedziałam, że ma inną, serce mi pękło.Tym bardziej, że mówił, że z nikim się nie spotyka, a tu proszę - przedstawił mi ją, jakby bardziej chciał zdołować. Co ja mam zrobić? Przeczekać, myślicie, że będzie lepiej? Jak wytłumaczyć dziecku, które mówi, że musimy być razem? Nie mam czasami sił.
popieram tę opinię 15 nie zgadzam się z tą opinią 4
Jest mi bardzo przykro że tak się ci potoczyło....
Ja jestem po rozwodzie już 4 rok idzie, na początku było trudno bo wywraca ci się całe życie. Na uporanie się ze wszystkim potrzeba czasu.Najpierw jest okres rozwodu który może potrwać kilka miesięcy nieraz kilka lat. Po tym okresie powoli już uświadamiasz sobie że nie chcesz być sama i szukasz partnera. Bardziej przyjaciela.
Ale to trzeba przetrwać.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 1
ja od 2,5 roku mieszkam osobno, pół roku jestem po rozwodzie.
Pierwszy rok był ciężki. Musiałam sobie wszystko od nowa poukładać, zarówno w sercu, w głowie, jak i fizycznie wszystko dźwignąć. Dopiero po roku dojrzałam do decyzji o rozwodzie.
I tu moje życie diametralnie się zmieniło. Z dwóch powodów. Po pierwsze rozpoczął się mój koszmar (ale o tym publicznie nie będę pisała), pod drugie paradoksalnie odżyłam.
Zmieniłam się bardzo, otworzyłam się na ludzi, na nowe znajomości (i nie mówię tu o nowym partnerze). Mam wielu nowych znajomych.
Po kilku miesiącach udało mi się uzyskać rozwód. Wierz mi, że był to dla mnie szczęśliwy dzień. Hucznie później świętowałam :D
Mam córkę. W momencie, gdy się rozstawaliśmy miała 6,5 roku. Oczywiście bardzo to przeżyła. Ale ja bardzo dużo z nią rozmawiałam, bardzo dużo czasu jej poświęcałam. Byłam u psychologa, sama, pytałam jak rozmawiać o tym z dzieckiem. Starałam się znaleźć plusy takiej sytuacji. I chociaż było to dla mnie osobiście bardzo trudne, dążyłam do tego, aby dużo czasu spędzała z ojcem. Udało się. Jej wychowawczyni mi powiedziała, ze nic po córce nie widać, żadnych zmian. Dziś jest bardzo szczęśliwa i myślę, że już by nie chciała, aby rodzice byli razem. Ma bardzo dobry kontakt z tatą i jest ok.
Uwierz, że naprawdę potrzeba czasu. Myślę, ze gdybym miała rozwód zaraz po odejściu, to bardzo bym go przeżywała, może byłby dla mnie traumą.
Gdybyś chciała pogadać, pisz na priv :-)
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 3
@mala
od tego są profesjonalne poradnie.
Dla Twego zdrowia emocjonalnego - sama musisz wiedziec co o tym myslec bo zaden "doradca " tutaj nie da Ci 100% przepisu no chyba, ze zyl z Toba i Twoim "ex" jak go okreslasz w trojkącie na miejscu z Wami i zna sytuację od podszewki.
Wtedy ten ktos bylby najbardziej obiektywny z nas wszystkich.
Pozdrawiam.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 7
Witam! Ja jestem po rozwodzie 5 lat.Z mężem bylismy 31 lat,2 dorosłych dzieci !!.Pierwszy rok to był koszmar.Nawet chodziłam przez 3 miesiace do psychologa.Rozmowy ,leki(tez nasenne),wyprowadzka do nowej dzielnicy.I jestem jak nowo narodzona.To była najlepsza decyzja w ostatnim okresie mojego dorosłego życia.Nie boję się wychodzić sama z domu,po prostu zaczęłam samodzielnie oddychać.Życzę wytrwałości i siły.Mówia że rozwód to jak żałoba trwa rok lub dwa lata.A potem będzie coraz lepiej.
popieram tę opinię 16 nie zgadzam się z tą opinią 3
do MAJKI:Twoja postawa to rzadki przypadek rozsądnej kobiety i matki. I dlatego pełen szacunek dla CIEBIE bo jestem w stanie sobie wyobrazić ile to wszystko CIEBIE kosztowało.
Pozdrawiam
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 3
@Mario -dziękuję bardzo. Ale z tym rozsądkiem różnie bywa, niestety. Staram się, aby dziecko w jak najmniejszym stopniu odczuło całą tą sytuację. Przygotowywałam się już przed wyprowadzką (po podjęciu decyzji musieliśmy jeszcze 2 miesiące mieszkać razem). Córce powiedziałam 2 dni przed wyprowadzką. Po co miała się stresować.
Przez dwa miesiące czytałam wszystko co popadnie na ten temat, jak rozmawiać o tym z dzieckiem. Byłam u dziecięcego psychologa sama, aby się dowiedzieć, jak rozmawiać z dzieckiem. Pani psycholog na koniec naszej rozmowy mi powiedziała, że myśli, iż wizyta z dzieckiem nie będzie konieczna, bo doskonale dam sobie radę w tej trudnej sytuacji. Rozmawiałam z jej wychowawczynią w szkole, prosiłam, żeby zwracała uwagę na zachowanie córki (oczywiście powiedziałam dlaczego). Ale całe szczęście nic się nie działo.
Jak napisałam wcześniej, mimo, iż serce bolało, zagryzałam zęby i dążyłam do, jak najczęstszych kontaktów córki z ojcem. Do dnia dzisiejszego pilnuję, aby mała pamiętała o tacie z okazji jego urodzin, imienin, dnia ojca, czy świąt.
Moje relacje z ex są bardzo, bardzo trudne niestety. Nie jestem idealna i mimo moich starań zdarzyło mi się niepochlebnie wyrazić o nim przy córce. Potem było mi głupio i starałam się wytłumaczyć młodej, że nie powinnam i moje relacje z jej tatą nie mogą mieć wpływy na ich relacje. Niestety wielu rodziców miesza w swoje konflikty dzieci. Traktują je jako kartę przetargową. Masakra.
Ja sobie pomyślałam: ja stara baba to rozstanie tak przeżywam, to co ma powiedzieć ta mała istotka, które przez całe swoje dotychczasowe życie mieszkała z mamą i tatą. I nagle jej cały świat się zmienia.
Dlatego mimo, iż od tego czasu minęło 2,5 roku cały czas staram się jej to wynagradzać i cały czas z nią o tym rozmawiam.

A kosztowało, i nadal kosztuje, mnie to bardzo, bardzo dużo, ale moje dziecko jest tego warte :D
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
szkoda ze taka jak ty to rzadki przypadek, bo tak jak we wszystkim, kazdy kij ma dwa konce i czesto sie zdarza ze to kobieta w zwiazku jest ta 'zla'... tylko ze u nas jest takie prawo, ze zwykle dziecko zostaje przy matce a matki zgrabnie to wykorzystuja.. stad taki maz ktory chcialby normalnie zyc, 'siedzi' w toksycznym zwiazku.... bo kocha swoje dziecko
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Witam. Od mojego rozwodu mija trzy miesiace, a od rozstania ponad rok. Fakt pierwszy rok jest ciezki, ból rozmyslanie, lzy, złość i tak cidziennie. Kiedy wydaje sie nam, ze wracamy do codziennosci, ukladany sobie zycie. Wieczorami nastaje wielka pustka, samotność i kolejne rozterki i mysli... i to chyba w tym wszystkim jest najgorsze, samotność i zlamane serce...
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
Maleńka,

Najlepszym i sprawdzonym sposobem jest znaleźć nową miłość, nie ma co się dołować... wiem, że to jest ciężki okres dla Ciebie, ale myśl pozytywnie... mów sobie, że nie jesteś lewa i prowadzisz sobie w tym życiu... też przechodzę teraz małe rozstanie, może nie byłem aż tak długo co Ty ale było intensywnie...
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 8
@pozytywnie nastawiony - znalezienie nowej miłości chyba nie stanowi rozwiązanie problemu. Wydaje mi się, ze najpierw trzeba dojść do ładu z samym sobą, a dopiero potem myśleć o nowej miłości.
Według mnie powinno się zaczynać nowe relacje, związki, dopiero wtedy, kiedy stare są zamknięte. I to nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w naszej głowie i naszym sercu.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja przechodziłem już takie rozstanie .... koszmar ona znalazła nową miłość jeszcze przed odejściem .... po krótkim okresie się rozeszli , ona dziecko ze mną No i w ciąży z nim .... ja postanowiłem być sam bo ,, szmatą dziury nie zapchasz " !!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
to ja może powiem coś z innej strony, bo mam 24 lata, a moi rodzice rozwiedli się jakieś 4 lata temu.
na początku mamie było bardzo ciężko, ale po pewnym czasie zmieniła do siebie nastawienie. poszła na studia, jeździ na różne wycieczki po Polsce, często wychodzi ze znajomymi do kina, teatru - wcześniej tego nie było. po prostu w końcu zajęła się sobą, zaczęła robić to co lubi, a na co nie pozwalał jej czas, obowiązki.
bardzo się cieszę, że udało jej się wyjść z podniesioną głową z tego małżeństwa, że znalazła nowe możliwości, że znalazła czas na swoje zainteresowania.

ze swojej strony po rozstaniu polecam więc odnalezienie w swoim życiu czegoś nowego, co wypełni pustkę, czy to będzie jakieś hobby, dalsze kształcenie się, a może pomaganie innym w jakimś wolontariacie. grunt to iść przed siebie i myśleć o sobie :)
popieram tę opinię 19 nie zgadzam się z tą opinią 0
mimo ze jestem facetem potrzebowalem 5 lat aby miec rozwod i zamknac temat podzialu majatku, wiecej do procederu malzenstwa nie bede sie pchal juz napewno !!!!
Za bledy rodzicow cierpia zawsze dzieci - niestety !!!
Schemat byl ten sam jak wszedzie - ne bedzie kasy nie bedzie dziecka.
Ale Dziecko juz jest dorosle wiec samo decyduje z kim chce sie widziec a z kim nie,
TO tyle :)
Powodzenia na nowych drogach zycia - Ja ja odnalazłem i jestem szczesliwy
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja też jestem od 2 miesięcy sama. Małżeństwem byliśmy 13 lat, razem 19. Ale ja zdecydowałam się odrazu na rozwód. Serce mi pękło gdy się dowiedziałam, że jest w jego życiu inna.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 5
Mam zupełnie inne doświadczenia niż większość tu piszących, co było powodem rozstania na pewno nie zdrada przynajmniej ja o tym nic nie wiedziałam, chyba raczej dziecko utwierdziło mnie w tym, że nie chcę go wychowywać w nie fajnej atmosferze (kłótnie, nie porozumienia itd) więc się spakowałam i do widzenia. Rozwód trwał rok, relacje były i nadal są ciężkie, ale od kilku lat jestem w normalnym związku. Jak dostałam papier to od dobrego pół roku byłam już z kimś innym. Moje założenie jest takie, iż szkoda życia na tracenie go, miłość to piękne uczucie i nie należy się go bać, trzeba tylko wyciągnąć wnioski z tego co było i iść do przodu. Po sobie widzę jak bardzo różni się mój poprzedni związek od tego co jest teraz. Rozwód to naprawdę nie koniec świata, to nowy rozdział życia, który może być dużo lepszym rozdziałem niż ten poprzedni. Rozwód to odważny krok, jeśli się go zrobi to trzeba iść do przodu, nie robić z siebie ofiary! Jestem bogatsza w doświadczenia od tych co są szczęśliwszymi małżeństwami niż moje poprzednie małżeństwo i jestem z tego dumna. Szczerze mówiąc moi znajomi którzy się rozwiedli są teraz w dużo zdrowszych związkach niż Ci którzy sa w pierwszym małżeństwie. Ja także w końcu mam to o czym całe życie marzyłam, kochającego, rozumiejącego, szczęśliwego DRUGIEGO MĘŻA :)
popieram tę opinię 18 nie zgadzam się z tą opinią 6
Jestem po rozwodzie,na który bardzo długo nie mogłam sie zdecydować ( alkoholizm traktowałam jak chorobę) miałam nowego partenra, z którym były ciagłe utarczki o jego córke i moja (dorosłe). Teraz uciekam drugi raz i z perspektywy czasu myslę, ze lepeij byłoby mi zostac w starym alkoholicznym związku, ale przynajmniej nikt nie wyganiałby moich dzieci, ciagle ich obrażał, albo miał pretensje ze przyjada czy cos dam do jedzenia, nie wspomne juz o świętach, ktore mi zepsuł bo przyjechały moje dzieci i wnuki. Zresztą...mysle sobie , że dla kogoś kto nie ceni rodziny, potrafi życ chwilą, zabawą to byłby fajny związek. Ale ja nie mogę sie bawić jak cos potrzeba moim dzieciom, gdy trzeba im doradzic, a święta tez chcą spedzac ze mną w kręgu rodziny a on chce układu ja i on. Dlatego czesto załuje rozwodu, choć całe zycie było mi bardzo ciężko i niestety mineły 4 lata ale ja sie nie podniosłam a raczej upadam coraz niżej.((
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 3
jestem prawie 2 lata po rozstaniu. Nie mam na mysli rozwodu. Byliśmy z moim ex 6 lat razem. To był związek na odległość, bardzo burzliwy, było w nim dużo złości, o którą i ja i on obwinialismy mnie. Wmawiałam sobie że go kocham, bo po prawdzie był to mój pierwszy facet i wierzyłam, chciałam wierzyć, że dobrze wybrałam. W międzyczasie podejrzewałam go o zdradę, ale "chciałamwierzyć" że jest dobrze.
Nie moglismy ze sobą wytrzymac więc w końcu podjęłam decyzję o rozstaniu ale zeszlismy się. Po kilku miesiącach wyjechaliśmy razem za granice, żeby ze sobą zamieszkac i mieć srodki do życia. Wtedy zaczął się mój koszmar.
Nie będe tego opisywała ze szczegółami, ale mój ex dręczył mnie psychicznie, zdarzyło mu sie użyć siły, nie dawałam sobie rady. W końcu postanowiłam że wyprowadzi się (miał tam zaplecze - rodzinę) niestety i wtedy nie dawał mi spokoju, nachodził mnie, szantażował, nawet ochrzanił moją mame, gdy ta przyjechała mnie odwiedzić.
W końcu udało mi się stamtąd wyjechać.
Wróciłam do Polski, ale miałam straszne problemy, żeby uniezależnić się od niego - przestac myśleć, obwiniac się o to, że tak a nie inaczej wyszło.
Ale im dłużej siedziałam w przyjaznym dla mnie środowisku, tym bardziej dostrzegałam jakim chorym był/jest człowiekiem.
Po jakims czasie poznałam fajnego faceta i dopiero przy nim odzyłam. Niczego w obecnym zyciu bym nie zmieniła, ale przesladuje mnie przeszłość. Przesladuje mnie mój były, pisze smsy o tym jak bardzo mnie kocha i że rozpad związku to moja wina a gdy go ignoruje wówczas zaraz dopisuje, jaka to jestem zła, okropna, bezrozumna i jak go zraniłam i nic nie rozumiem.
Spectrum sprawy jest szersze, nie da się tego na forum opisać, jednak wiem, że moją winą było to, że wogóle weszłam w ten związek. Doszło do mnie, że moja ówczesna miłość (czyli ex) zdradzał mnie od poczatku, nigdy nie był mi wierny, zawsze tez porównywał mnie do innych dziewczyn, twierdząc że nie jestem atrakcyjna a ja jak głupia wpatrzona w niego niestety mu wierzyłam. To zrozumie tylko osoba która tak jak ja była w takim związku.
Wiem, że może się to wydawac głupie, ja tez w taki sposób myślałam o kobietach, które w coś takiego się ładują a potem płaczą.

Myślę o nim, myślę o rzeczach które mi zrobił, o tym jak mnie upokarzał, o tym, że czasem wymuszał na mnie pewne zachowania. O tym, że dałam sobie to wszystko wmówić. Chciałabym zapomnieć ale nie umiem, to zawsze czeka, żeby do mnie wrócić w najmniej oczekiwanej chwili.

Dobrze, że życie mi się układa teraz, ale ta przeszłość jest zbyt bolesna, żeby tak latwo o niej zapomnieć. Mój problem polega chyba na tym, że nie umiem sobie wybaczyć tego błędu, tego, że tak długo pozwoliłam soba poniewierać, że nie widziałam co się dzieje, albo bałam się zobaczyć....
Najsmieszniejsze, ze on wyglądał bardzo wiarygodnie, był przystojny, wysportowany, wygadany, zawsze uśmiechnięty. Ale to pozory. Ludzie nie chcieli mi wierzyć gdy opowiadałam co sie działo za granicą, dlaczego od niego odeszłam.....
Jak sobie w końcu raz a zawsze z tym poradzić????
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 3
Czas. Tylko czas tu pomoże i oczywiście zerowy kontakt z byłym. Powodzenia :)
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 1
w edycji się już nie zmieściłam -
chciałam dopisac, że postawił mnie przed swoja rodzina w takim świetle jakbym była wariatką, a ja po prostu tak nerwowo na niego reagowałam, wiedziałam do czego jest zdolny, bałam się go. W pracy rozpowiadał jaka jestem beznadziejna.

Przez cały czas naszego związku nie tylko nie był zadowolony z tego jak wyglądam (choć wiem, że wyglądam na prawde dobrze ale brak mi pewności siebie) ale i z mojej pracy, że zła, że powinnam mu załatwić coś fajnego skoro w takim dużym mieście mieszkam to on nie musiałby po innych krajach jeździć, gdy znalazłam na prawde dobrze płatna prace też było źle, bo wtedy na pewno bede zadzierac nosa i go zostawie, co najlepsze przez całe 6 lat zwiazku on nie znalazł nigdzie stałego zatrudnienia ani w Polsce ani za granica, zawsze ktoś był winny jego zwolnieniu.....

Dlaczego nie moge sobie poradzić?
Bo nie moge wybaczyć sobie że mu wierzyłam. Że on to tak skrupulatnie wykorzystał. Że przez cały czas obwiniał mnie o swoja złość na mnie, o moja złość nawet o flirty z innymi kobietami.
Nie mogę dać sobie rady z tym że nie widziałam tego wszystkiego, z tym, że nikt nie trzymał mojej strony, dopiero gdy zaczeło dochodzić do dramatów moi rodzice przejrzeli na oczy i pomogli mi.
Ja go nienawidze, wiem, że to nie była żadna miłość, chciałam być kochana, chciałam wierzyć że własnie on mnie kocha. Ale wiem że w sercu nawet wtedy gdy pozornie było dobrze nie kochałam go. Ale bałam się być sama, bałam się, że być może zniszcze coś fajnego??
teraz, w obecnym związku widze jak sprawy powinny wyglądac. Dopiero teraz mając 30 lat.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
pani samochodzik!
Z czasem poradzisz sobie, ale tylko pozornie. Ukryjesz to bardzo głęboko w sobie, ale nigdy nie zapomnisz. Wierz mi, będą dni, kiedy wszystko będzie ok. Będziesz szczęśliwa, nie będziesz myśleć o przeszłości... Ale będą też dni i chwile, kiedy wystarczy mały impuls, gest, słowo- cokolwiek i "koszmar" wróci. Prawda jest taka, że to są konsekwencje naszych decyzji i musimy nauczyć się z tym żyć (ja uczę się od 2 lat i bywa ciężko). Życzę Ci szczęścia i powodzenia w "nowym życiu". Ciesz się każdą nową chwilą, nowym pięknym przeżyciem i żyj w myśl zasady CARPE DIEM.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
no i właśnie takie impulsy, pozornie nic nie znaczące nakręcają jakąś spiralkę, która wyciąga te rzeczy z mojej pamięci.
Przez jakiś czas po rozstaniu a własciwie po moim powrocie do kraju chodziłam do psychologa, ale niewiele mi to pomogło, może dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy z tego CO jest problemem?
Może spróbuję jeszcze raz.
Pozdrawiam
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Bidulka, jakie wy wszystkie jesteście skrzywdzone.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 10
Na dzien dzisiejszy jestem w identycznej sytuacji o takim samym stazu zwiazku,jednak roznica jest taka ze prze, 6lat jestesmy razem , od samego poczatku mieszkamy razem . I mam problem nie potrafie odejsc , duzo wywnioskowalam rozumiem wszystko uczucia wypalily sie ,bo jak mozna darzyc uczuciami takie bydlo ? Bo to nie czlowiek ...bo to nie ludzkie zachowanie tak strasznie ponizac druga osobe jednak jestem na tyle glupia ze nie mam odwagi odejsc!boze to straszne to tak boli..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Musisz znaleźć w sobie siłę. Jeśli Ci jej brak-poproś kogoś, żeby Ci pomógł, nie wiem, rodzica, przyjaciółkę, kogos komu ufasz. Ja tak zrobiłam. Wiedziałam, że nie wprowadzę się od niego, że w ostatnim, kulminacyjnym momencie złamie się i zostanę, mimo poniżen, złego traktowania, rekoczynow. Pomogła mi znajoma. 3 dni się do niej nie odzywałem, tak wściekła byłam na nią w pierwszej fazie po wyprowadzcce. Ale siła mnie stamtąd wyrwala.
Dałam sobie radę. Ale zajęło to kilka lat.
Moja droga, lepiej nie będzie, zostając z nim do reszty stracisz godność, on Cię zabija... niszczy, on się dobrze bawi a ty stajesz się coraz mniejsza.
Uciekaj.
Gdy to zrobisz nie daj się nabrać na bajeczki o poprawie i przeprosiny. Tacy ludzie się nie zmieniają.
Przede wszystkim - co Cię powstrzymuje przed odejściem? To bardzo trudne, ale musisz wiedzieć dlaczego mimo tego że cierpisz, decydujesz się w tym trwać?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
malzenstwo to nie zabawa na 5 lat
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
ja jestem rozwódką od pół godziny.......uff ale ulga.......jak ochłonę to napiszę więcej
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 3
a statystyki mowia ze 10-30% dzieci jest wychowywanych nie przez swojego ojca ktory mysli ze to jego

kobiety sa "normalne" do momentu zaplodnienia
potem natura wlacza gderanie i zrzedzenie

zawsze sie znajdzie facet bogatszy, przystojniejszy z wiekszym wackiem
ale baby tego nie rozumieja

a najgorzej jak maja nieprzecieta pepowine, ale to wina matki bo to ona powinna odciac
pepowina coreczki to najczestsza przyczyna rozpadow zwiazkow
najlepiej gdyby facet wyrzekl sie swojej rodziny i zamieszkal z mamusia swojej wybranki...
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 10
Nic nie jest bez przyczyny, jeśli wszystkie kobiety w twoim otoczeniu tak się zmieniały po urodzeniu dziecka, to coś musi być nie tak z twoim otoczeniem i z tobą ;)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 3
@j.b.
Coś Ci się chyba pomyliło - nieodcięta pępowina dotyczy facetów - zawsze pędzących do swojej mamusi i od jej zdania uzależnionych...
popieram tę opinię 13 nie zgadzam się z tą opinią 4
Polecam książke psychoterapeutki Katarzyny Miller "Kup kochance męża kwiaty". Niech Cię tytuł nie zniechęci. Można tez na youtube znależć z nią wywiad dla programu autograf. Życzę Ci wytrwałości, siły i życzliwych kobiet w okół. Siła sióstr:D
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
książkę muszę kupić - ja nowej pani ex, która pochwaliła się jacy są szczęśliwi w swoim związku podziękowałam, że zaopiekowała się nim i nawet nie wie jaka jestem jej wdzięczna, że go przygarnęła i jak wielką przysługę mi zrobiła.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Przede wszystkim przypomnij sobie jak zaczynaliście. Czy od razu poszliście do łóżka żeby się sprawdzić? Czy może żyliście w czystości przedmałżeńskiej żeby właśnie tak sprawdzić Waszą miłość? A dalsze Wasze życie jest tego konsekwencją - szkoda Was i DZIECKA!
30% małżeństw rozpada się - to jest tragedia!
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 5
Prawie półtora roku. Nie radze sobie.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
czytam Wasze wpisy i Wasze historie, za które dziekuję.

Grono ludzi po związku czuje się oszukanych - ja rownież, w końcu dawal nadzieję do ostatniej chwili, tak, jakby pastwił się. Teraz jest z inną, ona sypia w moim łóżku, myje się w mojej łazience, gotuje w mojej wymarzonej kuchni - i powiem Wam, jakoś nic nie czuję. Zastosowałam technikę "wyparcia", zapisałam sobie wczoraj (przy 6 whiskey) jego wyczyny, co zrobił, jak poniżał. Tacy ludzie nie zmieniają się, po prostu pięknie udają kogoś kim nie są i tak jego związki trwały 3-5 lat, mój z nim również. Więc kolejna, jak kwiatuszek u kożuszka. Trudno. Napisałam pozew, szkoda mi dziecka. Ktoś z Was napisał, że "nowa miłość", tak chętnie i powiem Wam, że jestem gotowa, akceptuję siebie, wierzę, że nikt nie wyśmieje się ze mnie, nie zawstydzi wśród znajomych, nie upokorzy. Tylko powazniejszy problem jest taki, że nie wiem, gdzie spotkać jakiegoś mężczyznę, tak, by móc z nim porozmawiać, ale nie o przeszłości, tylko o sobie, pośmiać się itp. Wychodzę do sklepu, grono się uśmiecha, jadę samochodem, również. Ale tak, bym po prostu podeszła, albo ten ktoś i powiedziała, cześć, idziemy porozmawiać przy dobrej kawie? To nie. Mężczyźni, gdzie wy jesteście? Bylibyście genialnym antidotum na całe zło.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 1
No cóż, świat dzięki internetowi niby skurczył się do wielkości piłki, a jednocześnie rozszerzył do rozmiarów galaktyki. Do tego ludzie pracujący od rana do wieczora, potem jazda w korkach i dzień się kończy, na przyjemności czasu brak.
W mojej pracy bardzo dużo jest tzw. singli w różnym wieku, jeszcze bez żadnych doświadczeń małżeńsko-rodzicielskich. Szkoda życia, trzeba znaleźć czas na własne hobby, a wtedy na pewno pozna się kogoś fajnego.

Co do zmieniania się, to jest takie powiedzenie (trochę na wesoło teraz):
"Kobieta myśli, że facet po ślubie się zmieni, natomiast facet myśli, że kobieta po ślubie się nie zmieni" :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
około roku trwało uświadomienie sobie, że kobieta która zdradza nie kocha. mimo, że tak twierdziła. i doszło do rozwodu. następnie były pocieszycielki pierwsze lepsze na krócej czy dłużej, dopóki nie zrozumiałem jakim jestem fajnym facetem i czego oczekuję od życia. i mając 34 lata, będąc ojcem z doskoku 5cio latka (mieszka z mamą, do mnie na co 2gi weekend), nie narzekam ani na życie, poznałem cudowną partnerkę (panna, bez dzieci, akceptuje Młodego), ani tym bardziej nie jestem zły na byłą żonę, zwłaszcza, że ona leci schematem dalej i obecnie po 7-8 partnerze w ciągu 4lat po rozwodzie, znowu jest sama. mogę śmiać się jej w twarz do rozpuku. tylko, że ja taki nie jestem.

głupio przyznać, bo widziały gały co brały, ale po ślubie nie zdarzyło mi się nic cudowniejszego niż rozwód. a do ślubu było malinowo. coś w tym jest...

reasumując, rozwód, zdrada to nie nowotwór złośliwy. można wyleczyć, ale trzeba się odciąć od przeszłości, poznać własne JA, zrozumieć ile jest się wartym.
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 3
Przeżyć rozwód to tak naprawdę zamknięcie pewnego etapu.Aby do niego dotrzeć,trzeba przejść naprawdę wiele.Ten czas,to rozczarowania,żale,wyrzuty,oskarżenia,szukanie w samym sobie winy.Aż w końcu po długim czasie bliska osoba staje się naszym najwiekszym wrogiem.Zapominamy o przeżytych pięknych chwilach,o romantyzmie,miłości,o potrzebie drugiej osoby.Rodzi się nienawiść,do osoby,która nas skrzywdziła.Szukamy pocieszenia wśród znajomych,przyjaciół itp.Lecz po 20 latach w związku nie jesteśmy gotowi by wybaczać.Ktoś kto tego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć jaka cieńka nić jest między miłością,a nienawiścią!Nie wszyscy godzą się z losem,lecz trzeba dalej żyć.Zyć współcześnie,lecz okaleczonym przez najbliższą osobę-bo nikt nie potrafił zranić ,taj jak Ona!
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
a co jesli ma sie poczucie ze jestem nic nie warta? stara , brzydka , zdołowana?
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jestem po rozwodzie 12 lat, początki były trudne, ale już od 11 lat jestem w nowym, bardzo udanym związku i codziennie dziękuję, że te pierwsze małżeństwo się rozpadło.
Wiem, że to nie jest proste, ale dziewczyny głowa do góry i pozytywnie myślcie, a z pewnością wszystko dobrze się ułoży.
Po rozwodzie zostałam z dwójką malutkich dzieci (2 i 4 latka), nie mam w okolicy rodziny więc musiałam sobie sama radzić, ale miałam wielką siłę napędową - moje dzieci.
Dzieci potrzebują czasu żeby to wszystko zrozumieć, ale jak będą widziały Was szczęśliwe to będzie im łatwiej.
Trzymajcie się.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Jestem po rozwodzie ponad 2 lata. Nawet tego jakoś specjalnie nie liczyłam. Jestem zadowolona z tego rozstania i wiem że on jest szczęśliwszy beze mnie. Przez te 9 lat strasznie nasze drogi się rozeszły, mimo wielu rozmów nie potrafiłam spełniać swoich marzeń i realizować się. W tym okresie psychicznie doznawałam z nim rozstania, piłam, imprezowałam i robiłam szalone rzeczy. chciałam ukoić ból tego co nadejdzie.. Kiedy żal odszedł, przyszedł spokój i pojawił się promy słońca.
Bardzo mi przykro że musisz z tym sama być, ja odnalazłam spokój i szczęście dzięki innym osobą- wsparcie przyjaciół jest bardzo ważne. Może wspólne koleżanki z dziećmi(i bez) trochę wyrwa Cie z czarnych myśli. Zawsze jest dużo fajnych atrakcji które można wspólnie porobić.
Przyjdzie czas że dziecku wszystko wytłumaczysz, na razie zajmij sie Sobą ! Koniecznie !
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Myślę, że każda sytuacja jest indywidualna i tak trzeba ją rozpatrywać.
Rozwody - wielu z nich można było uniknąć, bo część małżeństw nie powinna w ogóle być zawarta i ludzie mają tego świadomość. Ślub z powodu zajścia w ciążę, z powodu presji rodziny/otoczenia, z powodu strachu przed byciem starą panną itp. A nawet, jeśli ślub był z miłości, wiele osób zapomina, że to dopiero początek. Zapominają zabiegać, walczyc, troszczyć się itp.
Rozwód - każdy przeżywa inaczej, zależy to też na pewno i od jego przyczyny, od czasu trwania związku, od posiadania dzieci, wspólnych spraw/zobowiązań, obecnych uczuć wobec małżonka.
Myślę, że każdy powinien "oderwać" się choćby na krótki czas od myślenia o swoim rozstaniu i postawić na skupienie się na sobie. Czego ja chcę? Czego oczekuję? Co mogę zrobić z nową sytuacją? Warto wyjść do ludzi, może spełnić swoje choćby małe marzenia, które się odkładało.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
siedzcie dalej bajczary na necie i szukajcie lepszej okazji, przekupki z bazaru po zawodowce mysla że są dobrymi partiami i szukają księcia
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 15
nrd a liczyć też umiesz?
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 3
naczely hejter kros po tym parobku halewiczu, widze ze po staremu, nic sie nie zmienilo
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 4
Jeśli już, to hejterem jest @nrd... A tak z ciekawości - co to znaczy "naczely"? :))
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
~`nrd " przekupki z bazaru po zawodowce mysla że są dobrymi partiami i szukają księcia"

a ja mam wykształcenie wyższe i czekam aż książę mnie znajdzie ;-)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ona69, jeżeli 69 jest Twoim rokiem urodzenia, to dosyć długo czekasz i chyba się już nie doczekasz :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
~gościówa, przeczytaj mój wcześniejszy post ze zrozumieniem :-)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Nie rozumiem, dlaczego musicie mnie jeszcze tak kopać? Podjęcie takiego tematu, by poczytać Wasze historie jest dla mnie formą terapii i być może dla innych również. Jeśli komuś temat nie odpowiada - niech po prostu się nie wypowiada.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
~Mała, napisałam w poprzednim poście że jestem już od wczoraj! rozwódką, jak ochłonę to podzielę się swoimi przemyśleniami
nie rozumiem natomiast ataku ~gościówy, pewnie musiała się wyładować na forum
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@Ona69 - myślę, że nie koniecznie słowa małej były skierowane do Ciebie.

@gościówa - po pierwsze czytanie ze zrozumieniem się kłania, po drugie, nawet, gdyby jej rok urodzenia był 41 co to zmienia??? człowiek w każdym wieku ma prawo do miłości, szczęścia i swojego księcia. Chyba nie Tobie to oceniać.

@Mała- chyba mało jeszcze czytasz to forum. Takich hejterów vel trolli to tu niestety mnóstwo. Ich życie polega chyba na tym, aby napisać jakąś głupotę, a potem cieszą się, jak dzieci. Niestety jedyne co pozostaje to ich olać, choć wiem, że nas to wkurza, a nasze wkurzanie ich cieszy, niestety.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
nie były skierowane do osób, które merytorycznie mówią i dzielą się ze mną jakimiś problemami, oznacza to, że nie jestem samotna. Mimo pięknej pogody, zastanawiam się, ile kobiet (i ilu mężczyzn) jest w takiej sytuacji, dostało kopniaka. Ile czasu zajmuje wstanie z kolan? Osoby, które publicznie łapią bakcyla drugorzędną wypowiedzią mnie nie interesują i uważam, że najlepszym komentarzem do takiego zachowania, jest brak komentarza.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ciągle źle. Prawie 5 lat po rozwodzie i w ogóle tego nie ogarniam. Na dodatek kolejny związek się posypał. Chyba to coś ze mną nie tak.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wszystko w porządku, ja od 14 lat jestem przed i też w ogóle tego nie ogarniam :P
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja z... 8-10 lat po rozwodzie. Nie celebruję tego dnia, więc nie pamiętam dokładnie.
Kilka nieudanych związków za sobą, obecnie od 3 lat stały - szczęśliwy związek, zaręczyny niedawno itp. :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
15 lat po ślubie :) Wszystko jest ta, jak być powinno :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Spoko będzie, kwestia poukładania w głowie i czasu. Zapisz się do jakiejś grupy tu na forum jest taka "samotni rodzice" czy jakoś tak. Tam odżyjesz pospotykasz się na luzie z ludźmi i... będzie dobrze :-) Chcąc spotykać ludzi trzeba się na nich otworzyć i... po prostu spotkać się!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Do dzieła :-)
Tam także są osoby po przejściach, rozwodach itd. ;-)

Powstanie grupy miało na celu ułatwienie kontaktu między osobami chętnymi do spotkań wrzucając post lub tworząc wydarzenie.
Wszystkich chętnych zapraszam w imieniu grupy do dołączenia do nas poniżej link
web*facebook*com/groups/ 206... wyświetl numer 3796043/
zamiast gwiazdek kropki!!!!!!!!!!
Atmosfera w grupie jest luźna i wesoła nie ma kryterium wiekowych itp. Ważne żeby być otwartym na innych i mieć chęci do spotkań.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
W trakcie rozwodu... I brak dalszych planów na życie, póki co to muszę zawalczyć o Swoje, by nic nie zostało w piachu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Michal jak sobie radzisz ? Ja jestem w podobnej sytuacji ... mam dość ciągłej walki
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie radzę Sobie.... zawalam się praca, ale weekendy naj gorsze są.... nawet tak w samotności poszedłem do kina by jakoś czas zleciał i wg. A ty?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Na wszystko potrzeba czasu i do wszystkiego można się przyzwyczaić. Może niekoniecznie polubić, ale żyć "normalnie". I wiem, co mówię :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A jak żyć normalnie gdy rzeczy materialne nie przynoszą przyjemności?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zaczną. Naprawdę. I może kogoś poznasz. Nie wiesz tego, ale nie zakładaj, że tak, jak jest teraz, będzie zawsze. Nie będzie. Wiem to :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
problemem są polscy mężczyźni! nie rozumieją, jak właściwie romansować z kobietą. Musiałem poczekać, aż poznam mego trzeciego męża i on jest turecki.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
I jak sobie poradziles?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
link nie działa
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
U mnie nie obyło się bez psychoterapii. Ale dzięki temu przewartościowałam parę rzeczy w życiu i wyszło mi to na dobre. Inaczej pewnie nie trafiłabym do psychoterapeuty.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Eh jak się na złamać na taką terapię.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cześć, ja jeszcze jestem na etapie strachu przed rozstaniem a świadomością,że nie ma szans na wspólne udane życie. Pomiędzy nami jest 7-latek którego bardzo oboje kochamy. Żyjemy obok siebie- nie wiem jak to nazwać - jak współlokatorzy? Jak obcy? Kontakt wzrokowy praktycznie nie istnieje,wspólne sprawy też nie. Dogadujemy się w sprawach niezbędnych do funkcjonowania pod jednym dachem i tyle. Mnie boli każdy dzień, często płaczę, czuję się w pułapce a jednocześnie widzę jak synek kocha i tatę i nie chcę mu tego taty zabierać...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
nie zabierasz mu taty, przecież rozstając się z kimś chyba nie zamierzasz przy okazji wyjechać na drugi koniec świata. uwierz, że bardziej będzie się cieszył kiedy rodzice będą szczęśliwi, mimo, że będziecie osobno, niż kiedy widzi cię zapłakaną albo w kiepskim nastroju teraz, kiedy jesteś nieszczęśliwa (a przecież mówi się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko). najważniejsze żeby nie wciągać dziecka w kwestię związku i nie traktować go niczym kartę przetargową. skoro obydwoje kochacie syna to będziecie go nadal otaczać troską i miłością, niezależnie od tego czy będziecie nadal razem, czy nie. to się przecież nie zmieni.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A może jest jakiś sposób, żeby w was się coś obudziło.... może wspólna terapia?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tego muszą chcieć dwie strony...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dzięki ciachozkremem :) przymierzam się do tego. Ale nie jest to łatwa decyzja. Generalnie nie zamierzałam się użalać, samo jakoś wyszło. W poczuciu osamotnienia weszłam na forum Trójmiasta i czytałam wypowiedzi innych i spodobało mi się,że tylu ludzi wypowiada się tu tak sensownie - po przyjacielsku. Bez hejtu :) No i wyraziłam zwięźle co mnie w duszy gniecie :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Już to kiedyś mówiłem, kiedyś się naprawiało teraz wymienia się na nowe. Pralkę , telewizor , partnera ;P . Obecnie wszyscy jesteśmy bardziej nastawieni na własne ego , (ma to oczywiste zalety i wady) , jedni odnajdują się lepiej w takiej formule inni gorzej.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wdr'ku, Ty też wymieniłeś na nowe? ;>
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jak się o pralkę dba , czyści filtr, czasem odkamieni , to jest duża szansa że długo nam posłuży, nie oznacza to że w ogóle nie będzie się psuć, czasem i tak się zepsuje, a wtedy pozostaje poszukać awaryjnej pralki np u sąsiada lub kupić drugą na czas awarii (koniecznie z możliwością zwrotu chyba że planujemy mieć z czasem własną pralnie lub jednak starą oddać na złom) , ostatnia możliwość to mało komfortowe pranie ręczne tu jednak widzę dużo wad. ;P
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ciacho z kremem Dziecko jest szczęśliwe jak rodzice są szczęśliwi a nie jedno z nich i... mama!!! Bzdura każde dziecko chce mieć rodziców! Naljepiej razem! Tylko my dorośli chcemy...mieć spokój, lekko łatwo itd.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Toja ja napiszę tak. Jeśli chcesz, masz choć trochę sił i jeszcze kochasz (jakkolwiek) swojego mężczyzne to ratuj związek na wszystkie możliwe dostępne metody!!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeśli nie mają dziecka i ich drogi już się rozeszły, to po co???
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No i tak czytasz wpisy człowieku.
Zawsze warto naprawiać niż "wymieniać" bo jak się uda to powinno to bardziej scalić zawiązek itp. A dziecko będzie w "7 niebie" :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Źle zaakcentowałem swój wcześniejszy wpis. Bzdura dotyczy szczęśliwego dziecka po rozejściu się rodziców. Szczęśliwi są jak rodzice mimo wszystko są razem jednak hmm powinni się rodzice hmm "ponaprawiać" ;-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czytam, czytam... W innym wątku pytasz ciacho o posiadanie dzieci, więc jednak odnosisz się poniekąd do niej również. Człowieku.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Szczęśliwy Facecie związek to są dwie strony. Kilka prób rozmowy, zmiany było - z mojej strony. Taki stan trwa kilka lat. On w trakcie tzw. rozmowy nawet nie patrzy na mnie. Jak pytam np. czego oczekuje ode mnie to po dłuższym milczeniu ofpwiada, nie patrząc na mnie - niczego. Mówię,że przecież dziecko widzi, czuje,że coś jest nie tak. Albo, co gorsza, uzna to za normę, że tak powinno być. On milczy... Tak to wyglądało ost.kilka lat. Teraz chyba mam już wyprany mózg o zachowuję się wobec niego tak jak on wobec mnie. Chociaż wiem,że to do niczego nie prowadzi. Zwyczajnie nie chce mi się domyślać o co mu chodzi i co zrobiłam źle. Zdarza mi się niestety, gdy napięcie sięga zenitu wybuchnąć przy dziecku :( Nie wiem jak się naprawia jednostronnie. Przydałaby się rozmowa, nie monolog.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Szczęśliwy Facecie, wiem,że dziecko najważniejsze i bardzo mnie smuci nasza sytuacja, ale tak mnie zżera samotność w związku,że aż mnie zgina. Płaczę. W sumie, może zabrzmi to komicznie,ale jakiś czas temu często płakałam - jadąc skmką czy gdzieś idąc. Nie wiem dlaczego nie łączyłam tego z sytuacją w domu ;) Poszłam do lekarza i powiedziałam,że trzeba mi zrobić badania, bo mam jakieś zaburzenia w organizmie, dużo płaczę, może to jakieś niedobory. A lekarz pierwsze co zrobił to zapytał o związek. To potem poszłam do psychologa - pierwsza wizyta, druga wizyta i stwierdził,że jedyne co może zrobić to podbudować moją pewność siebie a tak naprawdę to z partnerem powinnam udać się na terapię. Czyli jakby nie patrzeć do zmian potrzebne są dwie strony
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Kocham mojego synka. Widzę jak tata jest dla niego ważny. Inaczej nie byłoby się nad czym zastanawiać. A tak nie widzę dobrego rozwiązania
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A że się zapytam co jest problemem w związku ? Kasa , sex, nałogi , zainteresowania... ?! więcej powodów jakoś mi na myśl nie przychodzi , możecie podpowiedzieć..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Priorytety, wypalenie, rutyna, zmiany,które w ludziach występują z czasem naturalnie, brak pociągu seksualnego, brak namiętności, brak chęci wspólnego spędzania czasu, różne poczucie humoru...wymieniać dalej?
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Hm...najczęściej to mężczyźni nie chcą niczego naprawiać. Tak było w moim przypadku, w wielu innych, które znam. To my, kobiety zbieramy zdjęcia, wspomnienia. Oni odchodząc często zostawiają wszystko. Mój eks zostawił wszystko, oddał mi nawet zdjęcia nasze i naszego dziecka, które nosił w portfelu. Odciął się od nas całkowicie. Może bał się, że spojrzenie na zdjęcia, przedmioty, które nas łączyły, spowodowałoby to, że wróciłyby chwile, które były dobre. On bał się tego, nie chciał wracać. Długo walczyłam w pojedynkę o nasz związek, cierpliwie czekałam, znosząc upokorzenia, nienawiść, pogardę. Starałam się zmienić, dostosować, poprawić i po co? W koncu znalazł, tę lepszą, tę jedyną i odszedł ode mnie i od naszego dziecka. Niektórzy mężczyźni tak mają, że kochają swoje dzieci tak długo, jak długo kochają ich matkę, a kiedy pokochają inną kobietę, to i dzieci tej kobiety również, odcinając się całkowicie od pozostawionych dzieci. Wiem, że nie wszyscy tak mają.
Nie wiem Toju co Ci radzić. Dobrymi radami piekło jest wybrukowane:-) tak mówią. Z tego co piszesz wynika, że On już odszedł uczuciowo i nie chce niczego naprawiać. Nie dasz rady w pojedynkę naprawić Waszego zwiazku, to tego trzeba dwojga.
Może jednak zwalcz o siebie i o dziecko już bez niego, ale żeby dziecko miało dobre kontakty z ojcem. Myślę, że czasem lepiej rozstać się spokojnie i bez obwiniania, zachowując dla dobra dziecka wzjemne, w miarę poprawne kontakty. Jeżeli ojciec dziecka będzie tego chciał i oby chciał.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
@Priorytety, wypalenie, rutyna, zmiany,które w ludziach występują z czasem naturalnie, brak pociągu seksualnego, brak namiętności, brak chęci wspólnego spędzania czasu, różne poczucie humoru..

To są powody rozstania szeroko pojętej gimbazy , a nie związku w którym jest dziecko. ;P

Mimo wszystko wymieniaj dalej.... każdy punkt widzenia może być jeszcze użyteczny ;P
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak, anonimie ciut łącze wątki jednak - tu było o dziecku do Toji a nie do Ciacha... ehh już więcej wyjaśniać nie będę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Idzicie na terapię albo ooo do mediatora i... zrób podstęp (bo zapewne tak normalnie to się nie zgodzi i powie czego się czepiasz) umów Was i wyciągnij tam męża pod innym pozorem!? ;-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
He, he zgadzam się z ostatnim wpisrm wdr :-)
Ja bym chciał mieć zawsze młode, chętne , mądre i żeby się śmiały z moich kawałów a jak już przestaną to... kolejna ;-)
Do czego to prowadzi?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jestem po rozwodzie, pół roku. Miałam takie same rozterki jak ty,bałam się co będzie dalej. Ale wiedziałam że mąż, już były kocha córkę ma 14lat i nadal są w kontakcie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mi podczas rozwodu bardzo pomogli w Mężczyzna i Rozwód. Specjalizują się w pomaganiu mężczyznom podczas rozwodu i oprócz najlepszych adwokatów mają innych specjalistów np. doradców podatkowych, którzy pomagają pod kątem podziału majątku.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
A ja Sobie nie radzę, strasznie kochałem była, w sumie to kocham. Ale wiem że jest zła osoba. Codziennie uciekam i tak przez cały rok... Nie życzę nikomu tego.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Bije cię :-?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mi podczas rozwodu bardzo pomogli w Mężczyzna i Rozwód. Specjalizują się w pomaganiu mężczyznom podczas rozwodu i oprócz najlepszych adwokatów mają innych specjalistów np. doradców podatkowych, którzy pomagają pod kątem podziału majątku
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Myślisz że jak co kilka godzin będziesz wklejał ten sam reklamowy badziew to zlecającemu reklamę przybędzie klientów?
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
"mi podczas wzwodu....
pomogla spolka "mezczyzna i wzwod"

i to sie nazywa przedsiebiorczosc
i lapanie niszy za ...
co ona moze miec
cypelek?
cypelek w reke i do przodu
bo inaczej nie bedzie ..odu
nie odu..e
przy slubie
to kasa w kieszeni
sie nie źeni..
i tyle
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Zawsze winne są dwie strony, jak ktoś nie widzi swojej winy to albo jest wyjatkiem ale po prostu nie chce widzieć tej winy. Czy czas leczy rany, trochę tak, ale czy warto tracić czas? Czas płynie zbyt szybko by go marnować. Najlepszym lekarstwem na złamane serce jest pogodzenie się z zaistniałą sytuacją (chyba że jeszcze walczymy o powrót), polubienie siebie i nowa miłość... Oby trafiona, bo kolejne złamane serce działa jak kumulacja albo odiweszony wyrok na wokandzie. Niestety przesadna ostrożność działa niekorzystnie na upływający czas. Zatem kto nie ryzykuje ten nie wygrwa.
Ale mogę się mylić :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja jestem ciągle w trakcie, i szczerze mówiąc wcale sobie nie radzę z traumą i stresem. Jeśli chodzi o sąd, to lecę na uspokajaczach i polegam na moim prawniku. Koleżanka mi powiedziała, ze trzeba wziąć zaufanych z iwo klisz i wspólnicy, bo podczas rozwodu się nie ogarnia. I miała rację.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Czas nie leczy ran.
Jestem przeciwniczka rozwodów. Ale czasami się nie da. Bo mimo że się kocha to druga osoba jest niewiarygodna.
Rozwód toczy się w tle po prostu. Przy szybkości naszych sądów...
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czasami tak jest. Wszystko co ma swój początek ma też i koniec jak mówi stare powiedzenie ludowe. Rozwód jest trudny i nie ma tutaj znaczenia czy obie osoby rozstaja się w zgodzie czy ze sobą walczą. Niestety ale w rodzinie była u mnie ta druga sytuacja. Obie osoby nie chciały się ze sobą dogadać ( może jedna i by chciała ale druga miała totalnie nieuzasadnione wymagania co do majątku, który nie należał do niej przed ślubem). Myśle, ze warto skontaktować się z dobrym prawnikiem, który pomoże wszystko ogarnąć i doradzi w tej sytuacji. Ze swojej strony sugeruję kontakt z tą kancelarią.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Pani Grześkowiak z Waszawy jest naprawdę bardzo dobrym adwokatem. Prowadzi sprawę rzetelnie, dokładnie i baaardzo pomaga! Jak dla mnie jest to cudowna kobieta!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Po takim czymś, jeżeli czujesz się żle, musisz spędzać cały czas ze swoimi przyjaciółkami. Jak zostaniesz sama z sobą, nic z tego dobrego nie będzie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Bardzo fajne informacje można tutaj znaleźć i na pewno będę się nimi posiłkowała podczas swojego rozwodu. Oczywiście też szukam odpowiedniego adwokata, który we wszystkim mi pomoże i myślę, że skorzystam sobie z oferty Kancelarii Cejrowskich z Tczewa. Słyszałam o nich świetne opinie i warto byłoby załatwić sobie profesjonalną pomoc.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jednym z opcji odegrania się na byłym jest nakręcenie XXX filmiku z kolesiem z większym przyrodzeniem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
A badałeś się?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0