Mam problem...
Oświadczył mi sie mój chlopak. Jesteśmy ze soba równy rok. . Jesteśmy kompletnie różni i czasami w nim to uwielbiam czasami mnie to denerwuje. Do niedawna bardzo sie kłócilismy, nie potrafiłam go zrozumiec, ale udało nam sie pokonac wiele problemow, moze nawet z korzyscia dla nas. Martwi mnie to, ze on czasem zachowuje się jak dziecko i to w doslownym tego slowa znaczeniu, to nie jest nawet zabawne. A kiedy zwracam mu na to uwage to zaczyna zachowywac sie wrecz groteskowo powaznie. Ostatnio zaczelam sie zastanawiac czy naprawde chce aby moje zycie juz zawsze tak wygladalo. Wiem ze on mnie bardzo kocha, ze robi wszystko dla mnie. Nie chce go skrzywdzic. Kiedy kilka razy chcialam go zostawic to malo tego, ze on bardzo cierpial to na dodatek ja zdawalam sobie sprawe ze nie chce go zostawiac. Przedziwnie sie czuje i nie wiem czy tak wlasnie powinna myslec swiezo upieczona narzeczona... Malo tego planuje zueplnie inny slub i wesele niz wiekszosc dziewczyn. chce maly slub, najpierw cywilny po roku dopiero koscielny. I zadnego wesela, a jesli to najwyzej 40-50 osob.
echh... martwi mnie ta sytuacja...
Czasem mam wrazenie ze on sie z niczego nie cieszy jesli zalozmy zrobie mu kolacje mowi ze zle i robi mine skrzywdzonego dziecka ze po co na co ze on sam umie, a jak nei zrobie to jest ze nawet mu kanapki nie zrobie... nei wiem co mam juz robic :(
Co o tym myslicie?
echh... martwi mnie ta sytuacja...
Czasem mam wrazenie ze on sie z niczego nie cieszy jesli zalozmy zrobie mu kolacje mowi ze zle i robi mine skrzywdzonego dziecka ze po co na co ze on sam umie, a jak nei zrobie to jest ze nawet mu kanapki nie zrobie... nei wiem co mam juz robic :(
Co o tym myslicie?

