taka sprawa
Po pierwsze - to naprawdę niedobry i przenudny film. Z megadrewnianą aktorsko Zajączkowską - ale to nie jej wina, tylko reżysera. Scenariusz - po prostu straszny. Po scenie finałowej uczucie żenady nie chce odejść godzinami. Ale to nie to jest jeszcze w tym wszystkim najgorsze. Film to tylko film - może się nie udać nawet przy najszczerszych chęciach. Najsmutniejsze było to, co na premierze festiwalowej w Gdyni wyprawiała ekipa tego filmu wraz ze ściągniętymi ze Słupska kolegami i koleżankami (reżyser i producent filmu to słupszczanie). Otóż po zakończeniu filmu państwo ci stali i klaskali w trzech małych grupkach, ostentacyjnie patrząc na zegarki. Reszta widzów w milczeniu czekała, aż klakierzy się wyklaszczą. A po co oni tak długo klaskali? Żeby samemu sobie wyklaskać nagrodę publiczności "złotego klakiera". I udało im się, brawo. Innych nagród zresztą na tym festiwalu nie dostali. Pamiętajcie, ekipo tego filmidła i zaproszeni klakierzy (część z nich ochoczo brała pochwalny dla filmu udział w dyskusji po projekcji, podając, skąd przyjechała, stąd wiem, że była to zorganizowana akcja), że byli wtedy na sali ludzie, którzy to wszystko widzieli. I zapamiętali. Wobec peanów zachwytów, które czytam tu na temat tego filmu (ciekawe, dlaczego powątpiewam, że są to szczere wpisy od widzów...?) uznałem, że czas powiedzieć kilka słów mojej prawdy o tym filmie i jego premierze w Gdyni. Spisane będą czyny i rozmowy.
0
7