ciotka Szrefa w pracy obowiązkowo ubierała biały nakrochmalony fartuch, który przepasała tzw. zapaską. Zaś za zapaską nosiła zatknięta ścierę, która generalnie służyła jako ściera, ale także jako broń zaczepno-obronna, rękawica hutnicza oraz defibrylator – no przynajmniej ja tę ściere w takich funkcjach widziałem. Do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam ten niezauważalny ruch nadgarstka ciotki Sztefy, po którym z dłoni wyskakiwała jak pajęcza sieć Spidermana ściera trafiając w punkt w to, w co miała trafić, a zanim jeszcze po trafieniu opadła zwijała się w wprawnym ręku ciotki w gałgan i płynnym ruchem usuwała ślad po trafionym, który czasami nieopatrznie uplamił blat roboczy, ścianę, okno czy co tam akurat.
Nie przeczę, że wielokrotnie celem ściery ciotki Sztefy był piszący te słowa. Wyrobiła wtedy we mnie ciotka odruch uników, jakże bardzo potrzebny w moim późniejszym życiu. Nawet mój trener od kung fu, patrząc na moje popisy, a miał skłonności sportowe, mamrotał – cżłowieku, żebyś ty się umiał bić na 20% tego jak umiesz uciekać to byśmy wzięli mistrza na każdych zawodach.
2
0