Psia sprawa
Chciałabym zwrócić uwagę na problem dotyczący zwierząt domowych.
Jestem mieszkanką Trójmiasta. Ze względów rodzinnych często jednak wyjeżdżam także do pobliskiej miejscowości. Wszędzie zauważam ten sam problem dotyczący zwierząt domowych, w szczególności psów. Rady Miasta uchwalają ustawy dotyczące wyprowadzania psów na smyczy i/lub w kagańcach, co jest zrozumiałe i godne poparcia dla ogólnego bezpieczeństwa zarówno zwierząt, jak i ludzi. Jednocześnie niestety nie zapewniają odpowiednich wybiegów, miejsc, gdzie zwierzęta mogłyby się swobodnie bawić i rozładować swoją energię. Nawet jeśli władze danego miasta postawią już "wybieg", to zwykle jest to kawałek piachu (nie trawy) ogrodzony siatką, przy czym całość ma powierzchnię 20 metrów kwadratowych. Dlaczego władze miast nie mogą postarać o nieco większe, bardziej przyjazne zwierzętom miejsca do zabaw? Porządny wybieg powinien być przy każdym większym osiedlu, tak samo jak place zabaw dla dziedzi. Od dawna wiadomo, że niewybiegany, niesocjalizowany pies może być agresywny w stosunku do innych ludzi i zwierząt. Ciągłe trzymanie psa na smyczy i/lub w kagańcu prowadzi właśnie do takich zachowań. Wystarczy, że któregoś razu psu uda się zerwać lub zaatakuje kogoś ze swoich domowników. Dbając o bezpieczeństwo obywateli, naraża się ich w rzeczywistości na kolejne akty agresji ze strony zwierząt. Podobna sytuacja dotyczy psów, które nie opuszczają przydomowych ogródków lub (co jest już godne największego potępienia) są przywiązane do budy. Zastanawiam się, jakie organizacje mogłyby zając się tymi sprawami, ponieważ apele świadomych problemu właścicieli psów nie docierają do władz miasta.
Zapewne pojawią się opinie, że najlepiej wszystkich psów się pozbyć, ale z takimi osobami nie należy dyskutować.
Podsumowując - brak odpowiednich miejsc, w których psy mogłyby rozładować swoją energię i socjalizować się z innymi jest poważnym problem i wiąże się z wieloma skutkami, które mogą okazać się niebezpieczne zarówno dla ludzi, jak i zwierząt.
Jestem mieszkanką Trójmiasta. Ze względów rodzinnych często jednak wyjeżdżam także do pobliskiej miejscowości. Wszędzie zauważam ten sam problem dotyczący zwierząt domowych, w szczególności psów. Rady Miasta uchwalają ustawy dotyczące wyprowadzania psów na smyczy i/lub w kagańcach, co jest zrozumiałe i godne poparcia dla ogólnego bezpieczeństwa zarówno zwierząt, jak i ludzi. Jednocześnie niestety nie zapewniają odpowiednich wybiegów, miejsc, gdzie zwierzęta mogłyby się swobodnie bawić i rozładować swoją energię. Nawet jeśli władze danego miasta postawią już "wybieg", to zwykle jest to kawałek piachu (nie trawy) ogrodzony siatką, przy czym całość ma powierzchnię 20 metrów kwadratowych. Dlaczego władze miast nie mogą postarać o nieco większe, bardziej przyjazne zwierzętom miejsca do zabaw? Porządny wybieg powinien być przy każdym większym osiedlu, tak samo jak place zabaw dla dziedzi. Od dawna wiadomo, że niewybiegany, niesocjalizowany pies może być agresywny w stosunku do innych ludzi i zwierząt. Ciągłe trzymanie psa na smyczy i/lub w kagańcu prowadzi właśnie do takich zachowań. Wystarczy, że któregoś razu psu uda się zerwać lub zaatakuje kogoś ze swoich domowników. Dbając o bezpieczeństwo obywateli, naraża się ich w rzeczywistości na kolejne akty agresji ze strony zwierząt. Podobna sytuacja dotyczy psów, które nie opuszczają przydomowych ogródków lub (co jest już godne największego potępienia) są przywiązane do budy. Zastanawiam się, jakie organizacje mogłyby zając się tymi sprawami, ponieważ apele świadomych problemu właścicieli psów nie docierają do władz miasta.
Zapewne pojawią się opinie, że najlepiej wszystkich psów się pozbyć, ale z takimi osobami nie należy dyskutować.
Podsumowując - brak odpowiednich miejsc, w których psy mogłyby rozładować swoją energię i socjalizować się z innymi jest poważnym problem i wiąże się z wieloma skutkami, które mogą okazać się niebezpieczne zarówno dla ludzi, jak i zwierząt.

